- 12:36
- 6 Comments
Kochani! Mamy dzisiaj Wielką Sobotę, a więc życzę Wam wszystkiego dobrego na te Święta.
Mam szczerą nadzieję, że spędzicie je w ciepłej, rodzinnej, pełnej miłości i uśmiechu atmosferze.
Że Wasze cudne koszyczki będą równie cudownie smakowały na Waszych stołach (oczywiście, mowa tu o ich zawartości ;)), a przepyszne ciasta, których w żadnym domu na pewno nie zabraknie, obejdą się z nami wszystkimi łaskawie. U mnie za chwilę pojawią się pierwsze makowce! A później? Kto wie... :)
Wszystkiego Najlepszego!
Wszyscy wiemy, że koty to bardzo
intrygujące zwierzęta. Można je lubić, bądź nienawidzić za liczne rany i
zadrapania podczas swawolnych zabaw, ale nikt pewnie nie wpadłby na pomysł, że
mogą istnieć najprawdziwsze w świecie kocie Gangi, które toczą między sobą
walki o terytorium. Książka „Imperium Wielkiego Kota” opowiada nam historię
zwaśnionych kocich społeczności, a mamy
tu do czynienia z Imperium oraz potężnym Gangiem, którego przywódca, Birbant,
zawarł układ z bardzo chytrym i przebiegłym kocurem – Dżemem. Oba „światy”
rozdziela wielki mur, po którym regularnie spaceruje Księżniczka – obiekt
westchnień niejednego sierściucha.
Naszymi głównymi bohaterami są
dwa grube, osiedlowe koty. Jeden z nich wabi się Filip, któremu kocie Imperium
nadało przydomek „Zbój”, a drugi nosi imię Gawron i jest leniwym, wygodnym
kocurem, lubiącym najeść się do syta, wszczynając obserwacje zdarzeń z parapetu
na drugim piętrze. Wydawać by się mogło, że puszysty, czarny kot nie miesza się
w sprawy polityki i kompletnie nie interesuje go bieg zdarzeń pomiędzy jedną, a
drugą stroną muru – nic bardziej mylnego! Punkt obserwacyjny Gawrona jest
jedynym miejscem, z którego widać krzaki, płoty i garaże intryg Gangu Birbanta
oraz poczynania – odpowiedzi – ze strony Imperium Wielkiego Kota. Niestety jego
losy są najsmutniejsze w całej książce, ponieważ Gawron musi wyjechać wraz z Panią,
a przygody, jakie spotkają go w „nowym domu” są bardzo przykre i bolesne. Zdradzę
Wam tylko, że zostanie zaatakowany jednocześnie przez szczura oraz Karmelka,
psa z sąsiedztwa, a co wydarzy się później – musicie sami przeczytać.
Gdy zaczęłam wertować książkę
zastanawiałam się, czy to oby na pewno dobra historia dla przedziału wiekowego,
dla jakiego jest przeznaczona. Na okładce bowiem widnieje poniższy zapis „Bajka przeznaczona jest dla dzieci w
wieku 7-12 lat”. Na dobrą sprawę jestem nieco starsza i naprawdę zostałam
wchłonięta do kociego świata. Wraz z bohaterami odwiedzałam brudne śmietniki,
śledziłam próbę porwania Księżniczki czy przeżywałam losy Wielkiego Kota i jego
przyszywanej matki, Limby.
Książka jest tak naprawdę historią
wielu kocich społeczności i wielu kocich jednostek, bowiem każdy z nich miał
jakąś przeszłość – raz lepszą, raz gorszą – a i tak wielu z nich stała się
bezdomną bandą, która w zimie nie ma, co włożyć do pyszczka, ani gdzie skryć
się przez chłodem. Przestawienie, w tak namacalny sposób kociego świata
sprawia, że książka jest idealną propozycją dla dzieci w wieku, w którym
kształtują swoją osobowość. Wielokrotnie spotykamy sytuację, w której dziecko ze Szkoły Podstawowej bierze za nic
los zwierząt, bije je i kopie tylko dlatego, że stanęły mu na drodze, by
otrzymać jakiś smakołyk do pustego brzuszka. Ja jestem osobą bardzo wrażliwą i troszczę
się o los każdego, puszystego stwora, a więc mam szczerą nadzieję, że podobne
zachowanie uda się wyklarować w kolejnych pokoleniach XXI wieku. Książka Teresy
Kulik powinna stać się lekturą obowiązkową, ale nie realizowaną podczas nudnych
zajęć języka polskiego, a czytaną przez rodziców z wyselekcjonowaniem i opisaniem rzeczy dobrych oraz rzeczy złych. Tylko
tak zdołamy wyklarować wrażliwość u swoich pociech, i tylko tak zadbamy o los
zwierząt.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Novae Res:
------------------------------------------------------
Korzystając jednak z bardzo nietypowej i niekonwencjonalnej okazji, chciałabym wszystkim Kotom złożyć najserdeczniejsze życzenia mnóstwa łakoci i smakołyków, wygodnych legowisk i tuzina pluszowych zabawek z kocimiętką!
Pogłaszczcie, proszę, ode mnie swoich milusińskich podopiecznych! :D
- 10:38
- 5 Comments

Andrea Anastasi niewątpliwie jest
i będzie mile wspominaną postacią w historii sportu. Któż inny, jeśli nie
siatkarz, a zarazem szkoleniowiec „z urodzenia” („od zawsze” chciał zasiąść na
ławce trenerskiej), jest najlepszą osobą na to stanowisko? Anastasi urodził się
08.10.1960 roku w niewielkiej miejscowości,
Poggio Rusco, we Włoszech. Tam też poślubił swoją żonę Erikę, a także
pochował najwspanialszego (o czym wielokrotnie wspomina) ojca. Ma dwóch synów,
Giulia i Pietra Anastasi.
Książka opowiada nam, jak to
młody Andrea piął się po szczeblach swojej kariery – rozegrał aż sto
czterdzieści jeden spotkań w barwach reprezentacji Włoch i zwieńczył sukcesy
złotym medalem podczas Igrzysk Śródziemnomorskich w 1991 roku. Na ławce
szkoleniowców z kolei, zasiadł mając jedynie 39 lat, a więc był jednym z
młodszych trenerów w historii siatkówki. Do polskiej kadry trafił demokratycznie
– poprzez głosowanie – i choć trudno było mu zaufać, była to jedna z
najlepszych decyzji Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Jeśli chcielibyście
dowiedzieć się mnóstwa ciekawych informacji o Andrea Anastasi, zachęcam Was do
przeczytania książki Anastasi – Krasnal, który stał się gigantem.
Jeśli dane mi wypowiedzieć się o
technicznych walorach książki, chciałabym zwrócić Waszą uwagę na gramaturę
papieru, głębokie zakładki i idealnie wpasowaną czcionkę, która wielokrotnie
stanowi opis do opublikowanych fotografii. Zdjęcia są fenomenalne i pochodzą z
różnych okresów. Raz poznajemy młodego Andreę, który właśnie zakończył mecz
podczas wakacji, a innym razem szkoleniowca, który właśnie opracowuje krótkie informacje
dla siatkarzy, przekazywane im podczas przerwy technicznej. Według mnie jest to
świetny album, świetna książka biograficzna na którą winniście zwrócić uwagę.
I wiecie, co jest w tym wszystkim
najpiękniejsze? Anastasi, pomimo swojej kariery zawodowej, mniejszych, bądź
większych sukcesów ponad wszystko stawiał swoją rodzinę i swoich bliskich na
pierwszym miejscu. Nadal powraca do rodzinnego Poggio Rusco, gdzie wszyscy
witają go z życzliwością, a i długoletnie przyjaźnie przetrwały próbę czasu. Wydaje
mi się, choć być może to wyłącznie moja wysublimowana wrażliwość, że tytuł
książki „Anastasi – Krasnal, który stał
się gigantem” to także nawołanie „wyższych sfer”, by nadal pozostali…
ludźmi.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu SQN:
- 16:32
- 0 Comments
Dzień dobry,
Na początku mojego przemówienia, chciałabym podziękować Wam za tak częste odsłony Pastelowego Niecodziennika. Jestem zdumiona, że m.in. w dniu wczorajszym liczba wyświetleń przekroczyła magiczną "setkę". Śmiało mogę uznać to za osobisty sukces. Jeszcze raz dziękuję! :)
Czy mogę zaszczycić Was ciekawymi wydarzeniami z ostatnich dni? Wydaje mi się, że nie. Mam masę pracy - sprawozdania, protokoły, projekty, kilka zadań z rachunkowości i żmudne ślęczenie nad Bazami Danych. Cóż, takie życie studenta. :) Pochwalę się jeszcze, że widziałam już Święta! Starbucks Coffee zachęca nas do zakupu promocyjnych kaw (muszę jednak przyznać, że tęsknię za grzańcem z Coffee Heaven), półki i witryny sklepowe zostają przyozdobione w różnorakie Mikołaje i Bałwanki, a spożywczaki kalkują już ceny czekoladowych figurek i kalendarzy Adwentowych. Magia Świąt, nie ma co...
Chciałabym już spacerować po ciepłej, choć ośnieżonej Warszawie...
*
Niebawem pojawią się dwie książkowe recenzje na Pastelowym Niecodzienniku. Wyczekujcie "Tam, gdzie byłam" Elżbiety Dzikowskiej oraz "Rio Anaconda" Wojciecha Cejrowskiego. Książki podróżnicze - idealne na listopadową pluchę.
Przypominam też o pierwszym, Pastelowym Konkursie. Czekam na Wasze komentarze z wyznaczonym zadaniem i przypominam, że nagrodą jest Psychologia Roztargnienia, książka Ryszarda Studenskiego.
W chwili obecnej konkurs jeszcze nie wystartuje ze względu na niewielkie zainteresowanie.
Na początku mojego przemówienia, chciałabym podziękować Wam za tak częste odsłony Pastelowego Niecodziennika. Jestem zdumiona, że m.in. w dniu wczorajszym liczba wyświetleń przekroczyła magiczną "setkę". Śmiało mogę uznać to za osobisty sukces. Jeszcze raz dziękuję! :)
Czy mogę zaszczycić Was ciekawymi wydarzeniami z ostatnich dni? Wydaje mi się, że nie. Mam masę pracy - sprawozdania, protokoły, projekty, kilka zadań z rachunkowości i żmudne ślęczenie nad Bazami Danych. Cóż, takie życie studenta. :) Pochwalę się jeszcze, że widziałam już Święta! Starbucks Coffee zachęca nas do zakupu promocyjnych kaw (muszę jednak przyznać, że tęsknię za grzańcem z Coffee Heaven), półki i witryny sklepowe zostają przyozdobione w różnorakie Mikołaje i Bałwanki, a spożywczaki kalkują już ceny czekoladowych figurek i kalendarzy Adwentowych. Magia Świąt, nie ma co...
Chciałabym już spacerować po ciepłej, choć ośnieżonej Warszawie...
*
Niebawem pojawią się dwie książkowe recenzje na Pastelowym Niecodzienniku. Wyczekujcie "Tam, gdzie byłam" Elżbiety Dzikowskiej oraz "Rio Anaconda" Wojciecha Cejrowskiego. Książki podróżnicze - idealne na listopadową pluchę.
Przypominam też o pierwszym, Pastelowym Konkursie. Czekam na Wasze komentarze z wyznaczonym zadaniem i przypominam, że nagrodą jest Psychologia Roztargnienia, książka Ryszarda Studenskiego.
W chwili obecnej konkurs jeszcze nie wystartuje ze względu na niewielkie zainteresowanie.
![]() |
fot. Bogusława Pawłowska |
Weekend pod znakiem: Kot, Koc, Kawa, Książka... :)
- 18:27
- 0 Comments