- 11:33
- 1 Comments
Nowa książeczka Jeana-Jacquesa
Sempé i René Goscinnego to aż 45 dotąd nie zasłyszanych historyjek, będących
przygodami jednego z najpopularniejszych francuskich uczniów oraz jego
przyjaciół. W tej części przeżyjecie przygodę z wrotkami Gotfryda, kiedy to Euzebiusz
chcąc nauczyć się na nich jeździć doprowadza do skonfiskowania sprzętu. Pójdziecie
do fryzjera, który ubrany jest na biało
jak dentyści i doktorzy, i ma nożyczki! Dowiecie się, za co Mikołajek
otrzymał mnóstwo karmelków od pana Blédurta,
albo czemu Kleofas dostał najlepszy
stopień (2+) z odpowiedzi w całym półroczu!
Każda historyjka wywołuje szeroki uśmiech na twarzy słuchacza.
Dla osoby, która dotychczas nie miała styczności z Nowymi Przygodami Mikołajka, takie nagranie może być świetnym początkiem
bardzo, bardzo długiej przyjaźni. Prawda jest taka, że zarówno mali, jak i duzi
chętnie sięgają po książki skierowane dla młodzieży. Naszych milusińskich one
bawią, dla dorosłych czytelników z kolei są źródłem cennej wiedzy, mówiącej jak
dziecko patrzy na świat, jak postrzega pewne sytuacje i jakich rozwiązań oczekuje.
Jest to jednak świetna zabawa dla całej rodziny! Co więcej, zauważyłam, że moja
młodsza siostra, która dopiero zaczyna czytać, chętnie wpatrywała się w
książkowe wydanie przygód Mikołajka i jednocześnie słuchała nagrania. Powiedziała
nawet, że dzięki temu szybciej się uczy, łatwiej zapamiętuje słowa i śledzi
tekst. Wiem ze swojego doświadczenia, że to świetny sposób na zaprzyjaźnienie
dziecka z literaturą. Gorąco polecam Wam tę metodę, ale tylko z Wydawnictwem Audioteka. Klucz znajduje
się w sposobie przekazania treści. Nowe Przygody Mikołajka to świetnie zinterpretowany
audiobook. Maciej i Jerzy Stuhr świetnie ze sobą współpracują (mamy tu kilka „wspólnych”
słuchowisk) i aż nadto oddają realność przedstawianych przygód. Mało tego,
przecież wszystkie perypetie opisane przez Gościnnego są prawdziwe. Każdy z nas był kiedyś
dzieckiem, każdy z nas miał wielkie problemy, każdy wyczekiwał prezentów, każdy
pisał sprawdziany z arytmetyki i każdy był gościem na jakiejś ceremonii zaślubin.
Historia zatacza koło, bowiem również każdy miał identyczne, bądź podobne
przemyślenia.
Audiobooka gorąco polecam! Jeżeli chcielibyście samodzielnie sprawdzić, czy przypadnie Wam do gustu - zapraszam na stronę Wydawnictwa Audioteka >>TU<<, gdzie bezpłatnie możecie pobrać rozdział książki.
Czasem zbieramy się w gronie
rodziny. Siadamy na wielkim dywanie i rozprawiamy, „jak to było w naszych czasach”.
Okazuje się jednak, że nawet w sytuacji, w której ścierają się ze sobą trzy
pokolenia – podwórkowe zabawy, wyliczanki i zagwozdki pozostają niezmienne. Lawirujemy
w ich treści, przyswajamy sobie dodatkowe zwroty i formuły, ale tak naprawdę
mamy do czynienia z tymi samymi wierszykami. Dlaczego Wam o tym wszystkim
opowiadam? Ano dlatego, że z recenzją książki Sny i Tobołki Pana Pierdziołki postanowiłam zaczekać aż do
rodzinnego spędu, który pozwolił mi na weryfikacje powyższej teorii.
Okazało się, że zdecydowaną większość wierszowanych
utworów znajdujących się na kartach książki zna cała rodzina! Ja czytam, oni
mówią w głos, a ile zabawy przynosi inna, zasłyszana niegdyś wersja, która
nagle zaczyna kolidować ze słowem pisanym? Przekonajcie się sami! ;)
Sny i Tobołki Pana Pierdziołki czyli powtarzanki i śpiewanki to pięknie
stworzona publikacja od Wydawnictwa Zysk i S-ka, która kosztuje zaledwie 14 zł!
Książka wydana jest w twardej oprawie, co gwarantuje jej wytrwałość podczas familijnych
zabaw, a ilustracje Kasi Cerazy bawią małych i dużych.
Jak już wspomniałam, my czytaliśmy
tę książeczkę rodzinnie. Każdy znał inną wersję danej powtarzanki, każdy mówią
ją na głos i prawie każda była mniej… dystyngowana. Przyznam jednak, że
miałabym opory przed pokazaniem ich dzieciom. O ile zdecydowana większość wierszyków
jest przyjemna, przystępna, o tyle rozdział Wyliczanki
Niegrzeczne zarezerwowany jest dla dorosłych (choć absurdem jest fakt, że
to właśnie ta część książki najbardziej bawi najmłodszych!). Nie ma sensu
jednak stwarzać barier pomiędzy młodymi a dojrzałymi czytelnikami, ponieważ
wystarczy wytłumaczyć dzieciom jakich zwrotów nie powinny absorbować i
powtarzać koleżankom czy kolegom.
Siedzi
fizyk na katodzie,
Moczy
nogi w kwaśnej wodzie.
Pisze
dwóje w stanie wolnym,
Moczy
pióro w kwasie solnym.
Jak
dostaniesz cztery dwóje,
Dziennik
zaraz wyparuje.
Niestety nie mogę napisać Wam
wszystkich powtarzanek, wśród których gwarnie zaśpiewacie Pieski małe dwa, Jadą, jadą misie czy Panie Janie! Rano wstań. Zobaczycie też Dudka na dachu, sprawdzicie, co
zrobił bociek, gdy poszła żabka do ziemnego zdroju, albo dowiecie się, jaki jest prosty sposób na rozwiązanie
problemu łysych. Gwarantuję Wam sprawdzone 48 stron świetnej zabawy dla całej rodziny! Gorąco polecam! :)
Za Sny i Tobołki Pana Pierdziołki dziękuję Wydawnictwu ZYSK i S-ka:
- 10:17
- 3 Comments
O tym, że dzieci muszą zbadać
wszystko empirycznie wiedzą wszyscy. W pewnych sferach jednak istotne jest
ukształtowanie ich światopoglądów za sprawą rodziców, którzy powinni cierpliwie
tłumaczyć im podstawowe elementy dobrego zachowania, odpowiadać na liczne
pytania „dlaczego”, albo po prostu zapewniać je o swojej miłości. Najlepiej jednak
uczyć się przez zabawę. Wspierać poznawanie świata w jak najprzyjemniejszy
sposób, a wiadomo, że czytanie dzieciom jest sprawą priorytetową.

Książka „Dociekanki małej Janki” skierowana jest dla dzieci od piątego roku
życia. Sądzę, że to idealna kategoria wiekowa, bowiem mamy wtedy do czynienia z
okresem, w którym każdy maluch zaczyna przyswajać sobie pewne wartości, które
mogą okazać się kluczowe w przyszłym życiu. Oczywiście cała historia rozpoczyna
się, gdy to na świecie pojawia się mała Janka, a to także pozwoli innym
dzieciom wyjść spoza oklepanego dzisiaj sloganu „przyniósł Cię
bocian/znaleźliśmy Cię w kapuście”. Wraz z upływem lat, dzieci rozwijają się
coraz szybciej, a więc i coraz wcześniej trzeba wyjaśnić im skąd się biorą małe
szkraby w naszym otoczeniu.
Lekturę polecam i dzieciom i
rodzicom. Książeczka zawiera nie tylko mądrości dla naszych milusińskich, ale i
rady dla rodziców, jak powinni odpowiadać na trudne pytania swoich podopiecznych,
czy bezpiecznie podejść do tematu. Sądzę, że książeczkę warto dopisać do „lektur
obowiązkowych”. Zawiera ona mnóstwo cennych rad i wskazówek, a jak zawsze
została wydana w cudownej formie. Wydawnictwo Novae Res wydało publikację w twardej
oprawie, a na dodatek zadbało o wysokiej jakości papier, który przetrzyma nawet
dziecięce próby podjęcia lektury. Całość z kolei podzielono na 19, czasem
krótszych, czasem dłuższych rozdziałów, pięknie ujętych na 83 stronach.
Gorąco polecam „Dociekanki małej Janki", a za książkę dziękuję Wydawnictwu Novae Res:
- 21:07
- 9 Comments

Ja, w ramach współpracy z Audioteką,
otrzymałam Nowe przygody Mikołajka.
Pewnie niewielu z Was sądziło, że nadal żyję w krainie wiecznego dzieciństwa,
ale prawda jest taka, że bajkowe opowieści to jedne z moich ulubionych. Z
książkową wersją przygód Mikołajka nie miałam styczności. Niestety wielokrotne
próby dokonania zakupu spaliły na panewce, gdy tylko zobaczyłam cenę,
widniejąca na okładce. Cóż, studencki budżet to bardzo smutna przypadłość.
Niemniej, pozwolę sobie nawiązać
do fabuły i całej książki o Nowych Przygodach
Mikołajka. Wielu z Was pewnie doskonale zna te krótkie, ale wyjątkowo przyjemne
opowiadania, będące lekturą obowiązkową dla każdego malucha. Tom pierwszy to aż
80 historyjek, wydanych w 2005 roku przez René Gościnnego. Mamy tutaj przygody
w szkole, małe wycieczki, przeprowadzki, urodziny kolegów, słowem – normalne życie
Mikołajka, jego rodziny oraz znajomych. Publikacja jest idealnym
odzwierciedleniem „dorosłych” problemów, w oczach dzieci. Czasem sprawy są
błahe, czasem absurdalne, a innym razem naprawdę wymagają uwagi. Gościnny,
chcąc zachęcić do lektury/słuchania zarówno małych, jak i dużych uświadamia nam,
że dzieci mają swoje własne troski. Tak samo, jak brak rozwiązanego zadania z
matematyki jest dla nich ogromnym problemem, a „usprawiedliwienie” może być
nawet powodem do dumny i prestiżu w oczach rówieśników, tak niespełnione
obietnice czy ignorowanie ich potrzeb powoduje głośny przytup i obrażoną minę u
niejednego malucha.
Najistotniejszym elementem, jaki
chciałabym poruszyć jest fakt, że nie opowiadam Wam o książce, a o Audiobooku! Trwa
on co prawa dziesięć godzin, ale wierzcie mi, że warto spędzić czas w tak
doborowym towarzystwie. Kogo mam na myśli? Ano fenomenalnym duet: Jerzego i
Macieja Stuhra. Początkowo spodziewałam się, że przy nagraniach książka zostanie
podzielona na „ojca i syna” podczas dialogów, ale na szczęście połowę książki
czyta Jerzy, a pozostałą część Maciej Stuhr. Trudno stwierdzić jednak, kto
spisał się lepiej, bowiem głosy obu panów uwielbiam, a intonacja jest po prostu
cudowna! Codziennie przypinałam słuchawki to telefonu i jadąc na uczelnię, albo
wracając do mieszkania słuchałam tego opowiadania. Zapewne zabawnie wyglądałam,
kiedy wśród tłumu ludzi uśmiechałam się do ekranu, albo chichotałam pod nosem. Mam
dziwne przeczucie, że gdybym samodzielnie czytała tę publikację, nie zdołałabym
odtworzyć jej w tak malowniczy sposób. Obaj Panowie przenoszą nas do świata
Mikołajka. Pozawalają nam przeżywać jego przygody, śledzić familijne perypetie
i zazdrościć, że pomimo drobnomieszczańskich przekonań czy przyzwyczajeń, tworzą
kochającą się, ciepłą rodzinę. Mikołajek ma też specyficznych kolegów. Alcest „to
ten, który ciągle je”, Gotfryd z koeli ma bardzo bogatego tatę, a Euzebiusz zgrywa
osiłka. Cała klasowa paczka, włącznie z Ananiaszem,
Maksencjuszem, Rufusem i innymi, pozwala nam zaśmiewać się do łez, kiedy
nauczyciele usilnie próbują rozpocząć lekcje, albo kiedy chłopcy wymyślają nowe
zabawy. To tak naprawdę historia o małych, wielkich ludziach, ale z problemami,
z którymi niegdyś borykaliśmy się my sami.
Tutaj idealnie wpasowałaby się
historia z wrotkami, kiedy to tata Mikołajka obiecał mu ich zakup, gdy „będzie
najlepszy w klasie” . Mikołaj więc pisze „dyktando z niesamowitymi słowami” i
chwali się całej familii, że popełnił jedynie 7 błędów! Chłopca oczywiście
rozpiera duma, a więc postanawia wykorzystać okazję nie tylko do zjedzenia
pysznego tortu czekoladowego, ale i namówienia rodziców do zakupu wrotek!
- No i masz! Obiecują mi wrotki, piszę najlepsze dyktando w klasie,
pani mnie przy wszystkich chwali, a potem mówią, że porozmawiamy o tym kiedy
indziej! Usiadłem na dywanie i zacząłem walić w podłogę pięściami.
– Chcesz klapsa? – spytał tata, a ja się rozpłakałem i przybiegła mama.
– Co znowu? – spytała.
Więc wytłumaczyłem jej, że tata powiedział, że da mi klapsa.
– Ciekawy sposób zachęcenia dziecka do nauki – powiedziała mama.
– Tak – powiedziałem. – Jak nie dostanę wrotek, to będę strasznie
zniechęcony.
//Rozdział 6//
Powiedzcie mi, Kochani, kto z Was
nie miał takich przygód? ;) Opisane w Nowych
Przygodach Mikołajka historie są aż nadto realne, a to pozwala nam na
zidentyfikowaniem się z ich bohaterami. Jeśli tylko będziecie mieli okazję,
zachęcam Was do zapoznania się z proponowanym przez Audiotekę audiobookiem, do
którego link znajdziecie klikając >>TU<<
Za fantastycznie spędzony czas z Nowymi Przygodami Mikołajka dziękuję Wydawnictwu Audioteka
- 08:08
- 6 Comments

Kilka tygodni temu pisałam Wam o Imperium Wielkiego Kota, dzisiaj jednak
padło na książeczkę Asi Olejarczyk o tytule. Mikrulki. Publikacja liczy sobie 67 stron, gdzie co druga zawiera
śliczny obrazek Kamili Strzeszewskiej. Okładka z kolei jest bardzo solida, wytrzyma
więc niejedną dziecięcą batalię oraz typowo szkolne warunki życia. ;)
Mikrulki to przezabawna historia opowiadająca o losach maleńkich istot
mieszkających pod podłogą, które pewnego dnia postanawiają, śladami swojego
przyjaciela Nabrdalika, wyruszyć w niesamowitą podróż – ku jasnemu światłu
wpadającemu przez niewielką szparę! Ilość perypetii, jakie przytrafiają się
naszym małym bohaterom są świetną lekcją dla niejednego dziecka. Autorka skierowała
tę książkę dla młodzieży w wieku wczesnoszkolnym, a co za tym idzie starała się
zaprezentować dobre maniery i wartościowe cechy relacji interpersonalnych. Wszystkie
zdarzenia i przygody Mikrulków śledzi i komentuje Ludzik Chodzący Po Suficie, relacjonując je Fufiaczkowi.
Mikrulki to książka, która bawi małych i dużych. Przyznam się
Wam, że momentami uśmiechałam się do
przewracanej kartki na przykład w momencie, w którym Zazdrosia potknęła się o
włos leżący na podłodze, albo kiedy wszystkie Mikrulki zaintrygowały się
Super-Kolcem. Dla nas gwóźdź czy kłębek kłębek kurzu zebrany w kącie to ledwo widoczne wady każdego mieszkania. Dla maleńkich Mikrulków to olbrzymi problem szczególnie, kiedy staje im on na drodze...
Jedynym mankamentem, jaki
dostrzegłam w tej publikacji jest dobranie imion niektórym bohaterom. Większości
z nich nie wymówi 80% przedszkolaków, a dzieci przecież lubią zapamiętywać i
powtarzać trudne słowa. Moja siostra nie poradziła sobie ani z Nabrdalikiem, ani
z Perpetuą i to niestety bardzo ją zniechęciło. Kiedy zapytałam, czy ma ochotę
na kontynuację bajki kolejnego dnia, od razu poprosiła o zupełnie inną książeczkę. Sądzę,
że warto zwrócić na to uwagę w przypadku kolejnych części Mikrulków.
Książeczkę jednak gorąco polecam. Jeśli poszukujecie miłej, przyjemnej lektury, której fabuła może dziać się w domu każdego z nas - Mikrulki są idealną propozycją. Za publikację dziękuję Wydawnictwu Novae Res:
- 07:30
- 7 Comments
Wszyscy wiemy, że koty to bardzo
intrygujące zwierzęta. Można je lubić, bądź nienawidzić za liczne rany i
zadrapania podczas swawolnych zabaw, ale nikt pewnie nie wpadłby na pomysł, że
mogą istnieć najprawdziwsze w świecie kocie Gangi, które toczą między sobą
walki o terytorium. Książka „Imperium Wielkiego Kota” opowiada nam historię
zwaśnionych kocich społeczności, a mamy
tu do czynienia z Imperium oraz potężnym Gangiem, którego przywódca, Birbant,
zawarł układ z bardzo chytrym i przebiegłym kocurem – Dżemem. Oba „światy”
rozdziela wielki mur, po którym regularnie spaceruje Księżniczka – obiekt
westchnień niejednego sierściucha.
Naszymi głównymi bohaterami są
dwa grube, osiedlowe koty. Jeden z nich wabi się Filip, któremu kocie Imperium
nadało przydomek „Zbój”, a drugi nosi imię Gawron i jest leniwym, wygodnym
kocurem, lubiącym najeść się do syta, wszczynając obserwacje zdarzeń z parapetu
na drugim piętrze. Wydawać by się mogło, że puszysty, czarny kot nie miesza się
w sprawy polityki i kompletnie nie interesuje go bieg zdarzeń pomiędzy jedną, a
drugą stroną muru – nic bardziej mylnego! Punkt obserwacyjny Gawrona jest
jedynym miejscem, z którego widać krzaki, płoty i garaże intryg Gangu Birbanta
oraz poczynania – odpowiedzi – ze strony Imperium Wielkiego Kota. Niestety jego
losy są najsmutniejsze w całej książce, ponieważ Gawron musi wyjechać wraz z Panią,
a przygody, jakie spotkają go w „nowym domu” są bardzo przykre i bolesne. Zdradzę
Wam tylko, że zostanie zaatakowany jednocześnie przez szczura oraz Karmelka,
psa z sąsiedztwa, a co wydarzy się później – musicie sami przeczytać.
Gdy zaczęłam wertować książkę
zastanawiałam się, czy to oby na pewno dobra historia dla przedziału wiekowego,
dla jakiego jest przeznaczona. Na okładce bowiem widnieje poniższy zapis „Bajka przeznaczona jest dla dzieci w
wieku 7-12 lat”. Na dobrą sprawę jestem nieco starsza i naprawdę zostałam
wchłonięta do kociego świata. Wraz z bohaterami odwiedzałam brudne śmietniki,
śledziłam próbę porwania Księżniczki czy przeżywałam losy Wielkiego Kota i jego
przyszywanej matki, Limby.
Książka jest tak naprawdę historią
wielu kocich społeczności i wielu kocich jednostek, bowiem każdy z nich miał
jakąś przeszłość – raz lepszą, raz gorszą – a i tak wielu z nich stała się
bezdomną bandą, która w zimie nie ma, co włożyć do pyszczka, ani gdzie skryć
się przez chłodem. Przestawienie, w tak namacalny sposób kociego świata
sprawia, że książka jest idealną propozycją dla dzieci w wieku, w którym
kształtują swoją osobowość. Wielokrotnie spotykamy sytuację, w której dziecko ze Szkoły Podstawowej bierze za nic
los zwierząt, bije je i kopie tylko dlatego, że stanęły mu na drodze, by
otrzymać jakiś smakołyk do pustego brzuszka. Ja jestem osobą bardzo wrażliwą i troszczę
się o los każdego, puszystego stwora, a więc mam szczerą nadzieję, że podobne
zachowanie uda się wyklarować w kolejnych pokoleniach XXI wieku. Książka Teresy
Kulik powinna stać się lekturą obowiązkową, ale nie realizowaną podczas nudnych
zajęć języka polskiego, a czytaną przez rodziców z wyselekcjonowaniem i opisaniem rzeczy dobrych oraz rzeczy złych. Tylko
tak zdołamy wyklarować wrażliwość u swoich pociech, i tylko tak zadbamy o los
zwierząt.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Novae Res:
------------------------------------------------------
Korzystając jednak z bardzo nietypowej i niekonwencjonalnej okazji, chciałabym wszystkim Kotom złożyć najserdeczniejsze życzenia mnóstwa łakoci i smakołyków, wygodnych legowisk i tuzina pluszowych zabawek z kocimiętką!
Pogłaszczcie, proszę, ode mnie swoich milusińskich podopiecznych! :D
- 10:38
- 5 Comments

Od dziecka, gdy trafiała w moje
ręce jakaś książka priorytetową sprawą był znajdujący się weń, choć jeden,
obrazek. Uważałam, że książka bez rysunku, to na pewno strasznie nudna powieść,
do której aż nie chce się zaglądać. Z upływem lat moje zdanie, czy nawet
światopogląd uległy zmianie. Dzisiaj nie straszne mi kilkutomowe lektury, ani
monumentalna biblioteką w centrum miasta. Zdradzę Wam jednak, że gdy widzę
zamalowane stronice uśmiecham się od ucha do ucha, i pełna euforii sięgam po
daną książkę. Wyobraźcie sobie, jak zareagowałam, kiedy moje oczy rozbiegały
się we wszystkich kierunkach, podczas poszukiwania pingwinów. Może wydać się
Wam to dziwne, jednak pomimo oczopląsu nie wędrowałam na stronę z
podpowiedziami, a uparcie starałam się wyszukać wszystkich bohaterów.
„Gdzie jest pingwin” to książka,
która ćwiczy spostrzegawczość naszych milusińskich. Na 34 stronach śledzimy
przygody pingwiniej rodziny. Zwiedzamy wraz z nimi zoo, nocujemy w nawiedzonym
domu, albo ruszamy w kosmiczną podróż! Historii jest aż siedemnaście, a na
każdej stronie ukrywa się dziesięć pingwinów! Wszystkie oczywiście należy
odszukać, wskazać ich miejsce oraz (dla ambitnych odkrywców) wykonać zadania
dodatkowe, do których instrukcja znajduje się na końcu książki.
Zapewniam Was, że warto sięgnąć
po tę propozycję, a więc jeśli nie macie pomysłu na prezent dla swoich
podopiecznych – koniecznie zajrzyjcie na stronę http://www.labotiga.pl/pingwiny i
zamówcie egzemplarz. Mam dziwne przeczucie, że wszystkie dzieci w mojej
rodzinie zostaną obdarowane tą publikacją, bowiem kiedy zadbać o rozwój naszych
maluchów, jeśli nie w wieku wczesnoszkolnym? Dodam tylko, że sposób wydania książki
jest bardzo przystępny. Dzieci zdołają samodzielnie przeczytać teksty
opatrujące obrazki ze względu na wielkość czcionki, jednak dla przedszkolaków
wskazana jest pomoc rodziców i zachęcenie do kontynuowania zabawy, gdy
zniechęcą się i zaczną nudzić (czasem nawet ja nie zdołałam odszukać wszystkich
pingwinów). Jeśli jednak obawiacie się o nieopłacalność czy zniszczenie publikacji
to zapewniam, że Wydawnictwo zadbało o twardą oprawę oraz dobrej jakości
papier, który zbyt szybko nie ulega deformacjom. Jedynym problemem mogą stać się
kredki/flamastry w dłoni naszych milusińskich. Powodzenia! J
Za książkę dziękuję Wydawnictwu
IUVI:
- 16:36
- 0 Comments