Wielki północny ocean. Morze.
10:10
Zapytacie, skąd ta niechęć – nie
wiem, czy powinnam mówić o tym na samym początku swojej recenzji jednak problem
tkwi z „piśmiennictwie” pani Katarzyny Szelenbaum. Wertowałam internetowe
stronice, portale kulturalne, książkowe zakątki i śmiem stwierdzić, że Wielki Północny Ocean - Morze to
debiutancka powieść autorki. Mam szczerą nadzieję, że nasza pisarka „wyrobiła
się” wraz z kolejnymi Księgami, bowiem w tej, pomimo błędów językowych, akcja
nie jest wartka, nie śledzimy zdarzeń z zapartym tchem, a czytamy tuzinkową
książkę, po którą trudno sięgnąć gdy trafi już ponownie na półkę. Sama
kilkukrotnie zagubiłam się podczas lektury, a nawet wielokrotnie czytałam
poszczególne fragmenty próbując wyłapać ich sens. Czasem, po prostu brakowało
jednego zdania więcej…
3 opinii:
Czasami jestem takim właśnie samotnikiem, więc z tego względu z chęcią zajrzałabym do tej książki. Świetna recenzja!
OdpowiedzUsuńJa tym razem nie skorzystam. Książka zupełnie nie w moich klimatach. :)
OdpowiedzUsuńA zaryzykuje i dam jej szansę. Już nie raz przekonywałam się, że nie zawsze trzeba sugerować się opinią innych ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję!