­
­


Kochani Pastelowicze, 

Życzę Wam wszystkiego dobrego na te Święta. 
Mnóstwa uśmiechów, pogody ducha, ciepła domowego ogniska 
a także spełnienia najskrytszych marzeń. 
Słowem, życzę Wam tego, co najlepsze i tego, co najpiękniejsze! 



*
Wigilia w moim domu zakończona. Butelka słodkiego wina prawie opróżniona, a choinka nareszcie ma zapas bombek - oto zdjęcie kilku z nich. :)  Mam nadzieję, że podoba Wam się właśnie taka, świąteczna tradycja. Nie ukrywam, że chciałabym przenieść ją do mojego cichutkiego zacisza za kilka lat. :) Zdobienie pierników to fajna zabawa dla najmłodszych, a i przy rozbieraniu choinki... ile bombek mniej? :D Gorąco też polecam Wam sprzedać swoim milusińskim pomysł na bombkę karczochową ze wstążki satynowej. Trzymajcie się cieplutko! :))

















Orzeźwiająca Magia Świąt, czyli... Listy do M.

Listy do M. czyli ciepła, świąteczna komedia na zimowy wieczór. W rolach głównych nie kto inny, niż śmietanka polskiego kina, m.in.: Piotr Adamczyk, Maciej Stuhr, Tomasz Karolak, Roma Gąsiorowska czy Agnieszka Dygant. Muszę przyznać, że jest to jeden z moich ulubionych filmów, jednak żeby dowiedzieć się – dlaczego – koniecznie przeczytajcie tę recenzję.


Magia Świąt, mając tu na myśli całą otoczkę Bożego Narodzenia, włącznie z Mikołajem i choinką, jest tak naprawdę złudnym wytworem tradycji, stworzonej przez naszych dziadków, ich dziadków i dziadków owych dziadków.  Wiecie, skąd wzięło się drzewko świąteczne? Już Wam mówię, choinka pojawiła się w XVI-wiecznej Anglii, gdzie symbolizowała rajskie drzewo Adama i Ewy. Podczas Bożego Narodzenia wystawiano misterium, którego tłem były nasze iglaste rośliny przyozdobione w jabłka i papierowe ozdoby. Mieszkańcom okolicznościowa idea spodobała się na tyle, że postanowili przenieść ten zwyczaj do domowego zacisza. Dzisiaj nie wyobrażamy sobie Świąt bez pierników, lampek i masy bombek o najróżniejszych kształtach i rozmiarach. I wiecie, co? W Listach do M. też pojawiają się choinki, na których tle nie odbywa się już wspomniane misterium, a siedzi przezabawny i ekscentryczny… Święty Mikołaj (Tomasz Karolak).

Film nie jest historią jednej osoby. Na całość składa się kilka, idealnie wplecionych i sklejonych ze sobą wątków, a tak pokrótce: Mikołaj Konieczny (Maciej Stuhr), jako samotny ojciec wychowuje Kostka i za sprawą bezlitosnej Margaret (Redaktor Naczelnej Radia, w którym pracuje) w wigilijny wieczór musi opuścić syna. Szczepan z kolei (Piotr Adamczyk), postanawia zorganizować w swoim domu prawdziwe Święta Bożego Narodzenia. Porywa, ujmując to w cudzysłowie, familię, jednak zniecierpliwiona Karina (Agnieszka Dygant) doprowadza do kolizji na drodze i trafiają, jako niezapowiedziani goście, do położonego w polu domostwa. Mała Tosia ucieka z domu dziecka, przez co spędza Święta z patetyczną rodziną Małgorzaty i Wojciecha. Tutaj warto zwrócić uwagę na kreację owej Małgorzaty bowiem uważam, że Agnieszka Wagner idealnie wcieliła się w tę rolę. Zwieńczeniem historii są losy Kacpra, Melchiora i Baltazara, ale poznać je musicie już samodzielnie.

Film gorąco polecam wszystkich, których Magia Świąt porywa, co roku. Według mnie jest to jedna z lepszych komedii romantycznych szczególnie, jeśli pod uwagę weźmiemy polskie produkcje. Idealnie dobrana muzyka przyprawia nas o uśmiech, a czasem współczucie dla bohaterów. Historia jednak jest aktualna, szczególnie w XXI-wiecznym społeczeństwie, gdzie tak wiele osób spędza Święta w opuszczonym pokoju, bądź biurze. Produkcja Mitja Okorni ma nam pokazać, że Boże Narodzenie to czas ciepła, miłości i przede wszystkim – magii.  

Uśmiechnij się... mała dziewczynko.

Kraina Pyszności - koc z tygrysem,  mleko z kawą i Chiny od góry do dołu Marka Pindrala. 

Żyć, nie umierać. 

Zabrałam się znów za sutasze. Nie są tak krzywe i kanciaste, jak moje pierwsze w życiu wytwory (czyt. potwory), mam bowiem misterny plan udziergania błękitno-brązowo-czarnej bransoletki. Ciekawe, na ile uda mi się wcielić go w życie... ;) Obawiam się jednak, że będę musiała dokupić kilka metrów sznureczków. Kolejne, studenckie wydatki... Muszę w jakiś magiczny sposób podratować swój budżet. Postanowiłam zakupić jeszcze kilka piernikowych wykrawaczy (przecież choinka musi zostać poprawnie ubrana) oraz cukrowych pisaków. Zauważyłam, że to strasznie kosztowna sprawa. Notabene, wiecie może, gdzie zakupię foremki do wycinania? Szukam bałwanka, konika na biegunach, chatki, aniołka i renifera, bo tuzinkowe sklepy osypały się maniakalną ilością kółek i serduszek...

*
Uczelnia. 
Życie na studiach to czasem strasznie beznadziejna sprawa. Uczysz się, jesteś pewien swojej wiedzy, idziesz na kolokwium i nagle, przy numerze twojego indeksu widnieje ocena "2". Nie odwołujesz się jednak, bo wiesz, że pogorszysz swoją sytuację na "poprawce". Innego dnia z kolei trafiasz przez przypadek na egzamin, przecież i tak o nim zapomniałeś, lejesz wodę oddajesz zabazgraną kartkę, i co? Masz "4,5". Absurd! A może po prostu... Politechnika? 

*
Kino.
Chodzi za mną Kraina Lodu. Obejrzałam kilka zwiastunów i jestem oczarowana Olafem! Zawsze lubiłam śnieżne stwory, a tym bardziej stosunkowo kształtne bałwanki. Ten jednak wydaje się być fenomenalny! 18 bądź 19 grudnia to MÓJ dzień. Dzień wizyty w Multikinie. No chyba... że coś się zmieni i pójdę nań w swoje własne urodziny! :D Prawdę mówiąc, nie mogę się już doczekać.  Was z kolei zachęcę jednym ze zwiastunów: 


*
Warszawa.
W stolicy zlokalizowano bliżej niezidentyfikowany przypływ białego puchu. Jest go tak olbrzymia ilość, że na ulice miasta musiało wyjechać 165 pługosolarek! Zastanawiam się... po co? Drogi wyjeździły pierwsze cztery samochody, a dachy są przykryte milimetrową ilością śniegu. Rozsądne i odpowiedzialne zarządzanie miastem ze szczególnym uwzględnieniem finansów? Oczywiście!

*
Kuchnia.
Nowa propozycja kulinarna? Zapiekanka z ciastem francuskim, cukinią, papryką, pieczarkami, szpinakiem, serem i moim prywatnym... sosem pomidorowym! :D Pyszna sprawa! Nie mogę jednak doczekać się sushi! Marzy mi się dorzucenie magii i inwencji do miski ryżu... Oby się udało.

*
Święta.
Jak tam Wasze prezenty "pod choinkę"? Ja zaczynam rozglądać się za drobiazgami i prawdę mówiąc, albo podoba mi się całe konfetti wzorów i propozycji, albo jestem zdesperowana widząc stan swojego konta. I znów wypada ponarzekać na studenckie życie. Mam jednak dodatek upominkowy już chyba dla każdej istotki. A jest nią... bałwanek! Olaf zrobił swoje, mam bałwankową manię. Nie mogę doczekać się jednak pieczenia i dekorowania pierniczków. Bałwanki też będą. Przede wszystkim z bezy. :D

*
Pastelowy Niecodziennik.
Wydawnictwo Zysk i S-ka będzie kontynuowało współpracę z Pastelowym Niecodziennikiem. Nie ukrywam, że niezmiernie cieszę się z takiego obrotu sprawy, bowiem otrzymane dotychczas publikacje przechowuję na mojej ulubionej półce.  Świetna literatura! Dzisiaj z kolei dokończę lekturę książki Chiny od góry do dołu otrzymanej od Wydawnictwa Bernardinum. Jest to bardzo wciągająca propozycja i naprawdę żałuję, że wcześniej nie znalazłam dla niej chwili.  Jutro recenzja! Na niedomiar atrakcji przeczytacie też o Kings of Leon! :)

Dzisiaj jeszcze pozostaje mi Wam podziękować za liczbę odsłon Bloga oraz jakże licznych obserwatorów. Mam szczerą nadzieję, że cyferki pięły będą się wyżej, i wyżej... Dzisiaj podliczyłam wszystko i zważając na 66 dni prowadzenia strony... Mamy średnio 59/60 odsłon dziennie. Pamiętajcie jednak, że początki były trudne i gości nie bywało więcej, niż palców u kompletu dłoni. Naprawdę uważam to za sukces. Mały, prywatny sukces. 

*
Tym miłym akcentem zakończę dzisiejszą przemowę. 
Trzymajcie się cieplutko. Szczególnie, w naszej chłodnej Warszawie! :)


Winter is Coming... a Warszawa skrywa się we mgle.

Muszę Wam się do czegoś przyznać - zaczynam się starzeć. Wczoraj bowiem miałam pomysł na felieton, nie zanotowałam go na mojej małej karteczce i umknął w mig, zanim jeszcze zdążyłam zasnąć. Kto wie, może jeszcze kiedyś dostanę objawiania, poczuję się jakby targnęło mną deja vu i nareszcie stworzę coś, co miało będzie ręce i nogi.

Nadchodzi paskudny tydzień.
Zapewne frazę tę powtarzam co tydzień, jednak ten zapowiada się na przedsezonową sesję z bliżej nieokreśloną liczbą zaliczeń. Otrzymane książki nie wiem, kiedy zrecenzuję. Staram się, ale nie mam pojęcia na ile zdołam przeczytać przekazane propozycje. Każdy jednoznacznie referuje mi, że szkoła jest najważniejsza. Co gorsze jednak - zapewne i  mnie dopadnie na dniach bezlitosna grypa. Cóż tu począć?

W dniu dzisiejszym ominął mnie warszawski Flash Mob na rzecz języka angielskiego, badań marketingowych, organizacji technik przygotowania produkcji i baz danych. Muszę wreszcie wydrukować wszystkie notatki i zabrać się za naukę... 

Chciałoby się rzec: Winter is Coming. Pogoda w Warszawie jest paskudna, wieje chłodny wiatr, i co jakiś czas kapie deszcz. Doczekałam się jednak i przyjaznej rzeczy - bombki zajmują honorowe miejsce w supermarketach, a w centrach handlowych powoli wystawiane są choinki. Pora powoli zaopatrywać się w cukrowe pisaki do pierników! Zastanawiam się nad zakupem na Allegro, jednak przeraża mnie podwyżka cen zaoferowana nam przez Pocztę Polską. Odnoszę nawet wrażenie, że przestaje mi się opłacać wystawianie na aukcjach domowych zbieraczy kurzu, bowiem przy takich cenach nikt tego nie zakupi... Szkoda. Kumuluję krocie podręczników, literatury popularnonaukowej i pięknej, ale nie wszystkie z moich pokaźnych zbiorów są pozycjami, do których jeszcze kiedyś chciała będę powrócić. No i co ja mam z nimi zrobić? Będąc już przy literaturze, chciałabym Wam napomknąć o pastelowym KONKURSIE, który nie cieszy się zbytnio zainteresowaniem. Jeśli mam być szczera, dotychczas trzy osoby wyraziły chęć udziału w akcji, a potrzebne jest minimum dziesięć, ażebym mogła rozlosować nagrodę. Rozumiem, że nikt,  poza zgłoszonymi osobami, nie chce tej książki? Jeśli jednak zmienicie zdanie - zapraszam do zakładki Zapowiedzi & Konkursy

Marzy mi się pierwszy śnieg. Wydawałoby się, że już dawno powinnam wyrosnąć z głośnego wrzasku "Śnieg! Śnieg za oknem!" podczas zajęć, jednak wierzcie mi - potrzebuję tego. Zupełnie tak samo, jak spaceru po Krakowskim Przedmieściu, wizyty w Barze Warszawa na kubku grzanego wina i marudnym jęczeniem,  że znów mi zimno w stopy. Mam jednak aspiracje na świąteczna sesję zdjęciową. Muszę stworzyć nieco pingwinków i Mikołajów i... będzie pięknie. Wyczekujcie więc kolekcji zdjęć tuż przed Sylwestrem. Notabene, w Święta i Nowy Rok będę online. Postanowiłam spędzić dwa tygodnie w domu rodzinnym i przygotować się do egzaminów. To rozsądne, tak sądzę. Nie wydam też zbyt dużo pieniędzy, które w takiej konstelacji przeznaczyć mogę na upominki i słodkie drobiazgi. 

8 grudnia 2013 roku wybieram się na Zemstę w Teatrze Polskim. Byliście może? Stosunkowo za długo chodził za mną ten spektakl, ażeby ominąć go bez większych problemów. :) Mam nadzieję, że nie będę żałowała wizyty, ani pieniędzy na bilet. Obsada wydaje się być w porządku, a Aleksander Fredro napisał dobry scenariusz. Czas więc pokaże... 

To tyle z mniejszych, bądź większych nowości. Wczoraj udostępniłam Wam recenzję książki Rio Anaconda Wojciecha Cejrowskiego, do której jeszcze raz chciałabym Was zachęcić. Fenomenalna, przezabawna propozycja szczególnie, dla europejskich zmarźluchów. ;) We wtorek z kolei pojawi się Tadeusz Biedzki i jego Zabawka Boga. Recenzję napisałam już wczoraj, jednak postanowiłam zrobić "przerwę" w publikacji, ażeby Pastelowy Niecodziennik nie stał pusty przez tydzień. Przed nami też recenzja filmu Czarny Czwartek i książki Ubek. W tym tygodniu niewątpliwie pojawi się też notka o polskiej piłce siatkowej i niezastąpionym trenerze naszej reprezentacji Andrea Anastasim. Piękne czasy. Wedy to żaden mecz nie umknął moim oczom. Oj... było, co oglądać. :) No nic, nie będę rozwodziła się dzisiaj nad tą propozycją, a dopiero pod końcem tygodnia. Przekonacie się z resztą sami! 

Udanej niedzieli, Moi Drodzy! 

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje
Wywiad: Portal Warszawa i Okolice

Recenzja książki: Sodoma

Recenzja książki: Sodoma
Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie