­
­

Nora Roberts - Początek

Nadprzyrodzone zjawiska. Siła woli i niebywałe umiejętności! W jaki sposób  mroczna i przerażająca magia stała się fabułą najnowszej powieści Nory Roberts? Zapraszam!


Sylwester. Miłe spotkanie w doborowej atmosferze nie zawsze wiąże się ze świetną, szampańską zabawą. W małej, szkockiej wiosce mgnieniu oka wybucha pandemia – wymioty, bóle, złe samopoczucie. Co się wydarzyło? Dlaczego herbaty czy podawane leki nie przynoszą ulgi? Czy Zagłada, bo taką nazwę nosi wirus, zbierze sowite żniwo? Musicie przekonać się sami. 

Najnowsza książka Nory Roberts to zupełnie inna odsłona jej dobytku literackiego. Początek to postapokaliptyczna historia, z pogranicza  powieści fantasty oraz literatury obyczajowej. Ludzkość bowiem dzieli się na dwa obozy.  Jednym z nich są ci, którzy zostali zakażeni wirusem, drugim z kolei osoby, które otrzymują magiczne zdolności.  Aby jednak cała fabuła była spójna i prosta dla czytelnika, autorka zdecydowała się na przestawienie historii z perspektywy kilkunastu bohaterów, kluczowych dla całej historii.

Książka przypadnie do gustu osobom, które cenią sobie literaturę nawiązującą do walki dobra ze złem, tutaj świata i ciemności, oraz nieuniknionego końca starego świata. W moim przekonaniu książka nie spełniła oczekiwań, ale wierzę, że znajdzie wielu miłośników. Akcja jest bardzo precyzyjna, wątki przeplatają się w niezwykle szybkim tempie, a wprowadzenie licznych postaci ułatwia odbiór powieści. Mi przeszkadzał sam motyw, gdyż nie jestem miłośniczką fantasy, ale Wam gorąco polecam. Wierzę, że Początek, czyli I tom serii Kroniki Tej Jedynej przypadną Wam do gustu. 

Aneta Jadowska - Dziewczyna z Dzielnicy Cudów

Aneta Jadowska szturmem wdarła się na polski rynek wydawniczy niesamowitą serią o Dorze Wilk. Dziś jednak czas na premierę Cyklu o Nikicie i jego pierwszy tom – Dziewczyna z Dzielnicy Cudów.


Jadowska to w pewnym rodzaju literacki fenomen – jako nieliczna tworzy sagi fantasy, które zyskują niebywałą popularność wśród czytelników w każdym wieku. Posługuje się wysublimowanym językiem, intrygującą składnią, którą można pokochać lub znienawidzić od pierwszej strony powieści. Zapałanie miłością do jej pióra wiąże się jednak z wieloma wieczorami w doborowym towarzystwie! Dziś więc porywam Wam w niesamowitą podróż do alternatywnego świata, poznajcie miasta Wars i Sawa, rozdzielone nurtem Wisły.

Wbrew pozorom nie poznajemy historii stolicy Polski. Nie powracamy do legend, prawideł i porzekadeł… Jadowska kreacje miast stworzyła samodzielnie – od podszewki! Każde z nich stanowi metropolię alternatywnej Warszawy, zwariowanej, fascynującej, magicznej! Przestawiam Wam Warsa – brutalnego i szalonego oraz Sawę – zbrojoną w kły i pazury, a tytułową Dzielnicą Cudów jest część miasta, która za sprawą  magii i czarów została utrzymana w konwencji lat 30 ubiegłego wieku. Potrzebujecie zarysu fabuły? Uprowadzona zostaje piosenkarka z legendarnego klubu Pozytywka, a kluczem do śledztwa staje się Nikita! To ona, wraz z niefrasobliwym Robinem, musi poprowadzić sprawę. Co odkryje w tym przedziwnym mieście?

Fascynującym jest fakt, że świat Nikity rządzi się własnymi prawami. Dialogi w książce są aż nadto naturalne, codzienne, a język, którym posługuje się autorka niezwykle plastyczny. Mamy okazję stopniowo poznać każdego z bohaterów, zaczytując się w powolnych opisach tła i zdarzeń. Nikita jednak przedstawia się nam jako niezwykle silna, stanowcza kobieta, a jednocześnie bezlitosna zabójczyni. Tom pierwszy sugeruje, że taka pozostanie, ale nie mam wątpliwości, że jej trudne dzieciństwo i toksyczne relacje z najbliższymi odegrają istotną rolę w kontynuacji serii. Jadowska na każdym kroku pokazuje swój styl i podąża za aktualnie panującymi trendami. Co przyniesie drugi tom Cyklu o Nikicie?

Sprawdź na stronie Wydawnictwa!
Lekturę gorąco polecam zarówno fanom Anety Jadowskiej, jak i miłośnikom fantasy. Dziewczyna z Dzielnicy Cudów może okazać się dla Was nie lada gratką na długie, jesienne wieczory. Całość zamknięta została na stronach, a wszystko ubarwiają piękne, liczne rysunki. Język Jadowskiej musi jednak znaleźć swoich miłośników – często porównałabym jej powieści do książek Ćwieka czy Sapkowskiego, bowiem bywają wulgarne, bezpośrednie, momentami sztampowe. Są jednak fenomenalne, gdy przychodzi nam zmierzyć się z całą serią. Gorąco polecam!

Wyłącznie KILKA słów o Labiryncie Fauna w reżyserii Guillermo del Toro

Labirynt Fauna (El Laberinto del fauno) to baśniowy świat, utopijne mrzonki i dramatyczne przeżycia małej dziewczynki. Na imię jej Ofelia, i to właśnie ona zapozna nas z Faunem, królem i tajemniczymi wróżkami...

 Bohaterka zaraz po przeprowadzce do ojczyma, kapitana Vidal, rozpoczyna nowe życie. Na każdym kroku jest szykanowana, jej potrzeby są ignorowane i gdyby nie Mercedes, guwernantka, pozostałaby całkowicie osamotniona. Pewnego razu jednak, przechadzając się po ogrodzie, odkryła tajemniczy labirynt, a w nim – Fauna. Gwoli ścisłości, czy wiecie kim jest Faun? Zapewniam Was, że to bardzo popularna postać w mitologii. Początkowo przypisywano mu zasługi dla płodności zarówno kobiet, jak i zwierząt, jednak z czasem stał się opiekunem pasterzy i górskich lasów. Jego wygląd niestety wzbudza wiele kontrowersji, bowiem jest to człowiek o koźlich rogach i najprawdziwszych kopytach. W dzisiejszych czasach częściej spotykamy go w bajkach, niż w ludowych przekazach - możecie więc czuć się bezpiecznie. :)


Wróćmy jednak do naszej ekranizacji, ponieważ Faun w niej jest przerażający! Jego głowę przyozdabiają potężne rogi, pozbawiona mimiki twarz przywodzi na myśl lifting hollywoodzkich celebrytów, a długie szpony i pełne narośli ciało sprawia, że przeszywają nas dreszcze, gdy tylko pojawia się na ekranie. Faun jednak nie jest taki zły, jak go malują. Chorej matce Ofelii przynosi korzeń mandragory, a dziewczynce daje szansę na spełnienie marzeń. Poddana jest ona trzem próbom. Każdą z nich musi przejść, zadanie wykonać zgodnie z radami i wytycznymi, a relację zdać Faunowi odwiedzającemu ją w środku nocy…

Nie bez powodu Labirynt Fauna został zakwalifikowany do gatunku "horror". W naszej baśni brakuje happy endu. Trudno też stwierdzić, czy dobro wygrało walkę ze złem… Historia jednak jest godna uwagi, bowiem dane nam na własne oczy poznać losy rodziny tyrana. Życie, które nie mogło potoczyć się inaczej.

Nie chcę opowiadać Wam, Moi Drodzy, całej fabuły filmu. Uważam jednak, że prędzej czy później powinniście sięgnąć po tę produkcję.  Choć niektórym fragmentom przypniemy łatkę „przerażających”, gdzie włos jeży się na głowie, to i tak historia ta jest godna uwagi. Mała Ofelia chce zostać księżniczką, a bezlitosny Faun… nakazuje spełnić jej trzy niebezpieczne zadania. Jak zakończy się ta historia? Przekonać musicie się sami. Dodam tylko, że kreacje bohaterów zostały fantastycznie zrealizowane, muzyka jest idealnie skomponowana, a cały film nagrodzono aż trzema Oscarami!

Chaotyczna powieść, masa retrospekcji, oto "Krwawy umysł"

Pamiętam, kiedy Internet rozbrzmiał na wieść „najbardziej odjechanej okładki polskiej książki”. Tytuł ten otrzymał oczywiście Krwawy Umysł Adriana Zawadzkiego, przywodząc potencjalnym czytelnikom na myśl drastyczny, mrożący krew w żyłach horror, a nie powieść gatunku Science Fiction. Zapytacie pewnie, czy i ja złapałam się na ten graficzny zabieg Pauliny Radomskiej – muszę przyznać, że tak, i to za jego sprawą przeczytałam tę propozycję.
 
SF nie jest gatunkiem literackim, który należy do moich ulubionych. Nigdy nie przepadałam za światem Stanisława Lema, a więc dlaczego miałabym zachwycać się książką Zawadzkiego? Przyznam jednak, że to kawałek dobrej, jeśli nie bardzo dobrej literatury pod względem technicznym. Krwawy umysł wymaga od nas myślenia, śledzenia wydarzeń i skupiania się wyłącznie na zapisanych kartach powieści. Nie jest to książka prosta, łatwa w odbiorze, ani skierowana do młodocianego czytelnika, któremu obcy jest „wielki świat” i bezmyślne zatracanie się w swoich aspiracjach.

Kiedy przeczytałam wstęp do książki poczułam mdłości. Okres, którym oglądałam Saw i pozostawałam niewzruszona już minął, a moja wyobraźnia (rozbudowana na literaturze baśniowo-fantastycznej)  zabrnęła zbyt daleko. Tutaj należy docenić pióro autora książki, bowiem pracując przez lata nad powieścią dopracował tekst na tyle, że wraz z narratorem wchodzimy do obskurnego pomieszczenia i czujemy unoszący się zapach śmierci. Podobna sytuacja nie opuszcza nas w kolejnych rozdziałach, gdzie spotykamy np. przykutego do ściany mężczyznę przez którego bok – lędźwie zostaje przeciągnięty łańcuch, a czerwień krwi zaszywa się w naszym umyśle. Brutalność tych scen sprawiła, że książkę przekartkowałam z przymusu a nie chęci, wiążącej się z przyjemnością z lektury. Zraziło mnie też wykorzystywanie znaków i symboli religijnych np. utożsamienie, opisanie głównego bohatera (wizualnie), Georgy’ego, z wykorzystaniem Kazania o Maryi Pannie Czystej. Należę do osób, które nie aprobują tak ostentacyjnych zachowań i wykorzystywania ich w literaturze, w celu wykreowania wizerunku swoich bohaterów. Wychowano mnie w domu, w którym wiara to jedno, a przyzwoitość to zupełnie inna sprawa. Nie wiem, czy takie poczynania należy piętnować, jednak nie widzę  też sensu w tzw. przymykaniu oka. 

- Podnieś ręce jak papież. Zrób, jak mówię! - rzekł do mnie Oliwer Macali w kilka, może kilkanaście dni po tym, jak o książce zrobiło sie głośno.
- Co?! - spytałem zdziwiony, ale podniosłem je.
Tłum zawył. Szał. Nie wiedziałem, co o tym sądzić. Widziałem uśmiechnięte buzie, zapłakane, wrzeszczące. 
- Sława jest w eXst eXiste. Nie tylko ona. Mamy władzę. W modlitwach będą wspominać twoje imię. Będziesz większy niż Jezus. To jest tutaj. Spójrz na nich, pożarliby cię żywcem. Tak cię kochają - zapewnił. 
- Kochają moją książkę.
- Daj im więcej... miłości. Oni dadzą ci sławę i władzę nad sobą. Chcesz tego.
- Chcę...
//* Fragment powieści Krwawy umysł, strona 44 //

Książka ma nam przekazać, że czasem nie warto gonić za wszelką cenę i stawiać sobie zbyt wysoko poprzeczki, a przynajmniej ja tak odebrałam jej fabułę. Przez pewne zachowania niszczymy siebie, swoje otoczenie – zatracamy się w rzeczach i sprawunkach nabytych, a nie trwałych relacjach. Bohaterowie, których losy śledzimy na kartach powieści, zakładają rozmaite maski, chcą zbudować własny świat na własnych zasadach, a wszystko tworzyć pod szyldem eXst eXiste. Gregory początkowo jest wyalienowany, całkowicie abstrahuje od otaczającego go społeczeństwa. Na dobrą sprawę nie mogłam zrozumieć, jak to możliwe, ponieważ praca modela wymaga kontaktów międzyludzkich, szerokich relacji społecznych i ich ugruntowania. Z czasem jednak zdałam sobie sprawę, że może być to analogia do współczesnej młodzieży, która krok po kroku musi wyjść z cienia, pokazać się innym i zrobić to najlepiej, jak tylko potrafi. Z drugiej strony może to trauma wynikająca ze straty matki. Przecież jedyne, co mu po niej pozostało to ojcowskie wspomnienia rugające kobietę, oraz pamiętniki, które pozostawiła. Oliviera i Tristana z kolei wiąże toksyczna przyjaźń, która nie może przynieść niczego dobrego…

Czy książkę polecam? Nie wiem. Osoby, które mają podobny do mojego światopogląd niewątpliwie zrażą się lekturą. Ja na kolejną część powieści czekała nie będę, bowiem książka nie przypadła mi do gustu, ale ciekawskich recenzentów i uważnych miłośników SF gorąco zachęcam do lektury. 

Za Krwawy umysł dziękuję Wydawnictwu Novae Res:


Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje
Wywiad: Portal Warszawa i Okolice

Recenzja książki: Sodoma

Recenzja książki: Sodoma
Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie