- 22:19
- 3 Comments
Nadprzyrodzone zjawiska. Siła woli i niebywałe umiejętności! W jaki sposób mroczna i przerażająca magia stała się fabułą najnowszej powieści Nory Roberts? Zapraszam!
Sylwester. Miłe spotkanie w doborowej atmosferze nie zawsze wiąże się ze świetną, szampańską zabawą. W małej, szkockiej wiosce mgnieniu oka wybucha pandemia – wymioty, bóle, złe samopoczucie. Co się wydarzyło? Dlaczego herbaty czy podawane leki nie przynoszą ulgi? Czy Zagłada, bo taką nazwę nosi wirus, zbierze sowite żniwo? Musicie przekonać się sami.
Najnowsza książka Nory Roberts to zupełnie inna odsłona jej dobytku literackiego. Początek to postapokaliptyczna historia, z pogranicza powieści fantasty oraz literatury obyczajowej. Ludzkość bowiem dzieli się na dwa obozy. Jednym z nich są ci, którzy zostali zakażeni wirusem, drugim z kolei osoby, które otrzymują magiczne zdolności. Aby jednak cała fabuła była spójna i prosta dla czytelnika, autorka zdecydowała się na przestawienie historii z perspektywy kilkunastu bohaterów, kluczowych dla całej historii.
Książka przypadnie do gustu osobom, które cenią sobie literaturę nawiązującą do walki dobra ze złem, tutaj świata i ciemności, oraz nieuniknionego końca starego świata. W moim przekonaniu książka nie spełniła oczekiwań, ale wierzę, że znajdzie wielu miłośników. Akcja jest bardzo precyzyjna, wątki przeplatają się w niezwykle szybkim tempie, a wprowadzenie licznych postaci ułatwia odbiór powieści. Mi przeszkadzał sam motyw, gdyż nie jestem miłośniczką fantasy, ale Wam gorąco polecam. Wierzę, że Początek, czyli I tom serii Kroniki Tej Jedynej przypadną Wam do gustu.
Aneta Jadowska szturmem wdarła się na polski rynek
wydawniczy niesamowitą serią o Dorze Wilk.
Dziś jednak czas na premierę Cyklu o
Nikicie i jego pierwszy tom – Dziewczyna
z Dzielnicy Cudów.
Jadowska to w pewnym rodzaju literacki fenomen – jako
nieliczna tworzy sagi fantasy, które zyskują niebywałą popularność wśród
czytelników w każdym wieku. Posługuje się wysublimowanym językiem, intrygującą
składnią, którą można pokochać lub znienawidzić od pierwszej strony powieści.
Zapałanie miłością do jej pióra wiąże się jednak z wieloma wieczorami w
doborowym towarzystwie! Dziś więc porywam Wam w niesamowitą podróż do
alternatywnego świata, poznajcie miasta Wars i Sawa, rozdzielone nurtem Wisły.
Wbrew pozorom nie poznajemy historii stolicy Polski. Nie
powracamy do legend, prawideł i porzekadeł… Jadowska kreacje miast stworzyła
samodzielnie – od podszewki! Każde z nich stanowi metropolię alternatywnej
Warszawy, zwariowanej, fascynującej, magicznej! Przestawiam Wam Warsa –
brutalnego i szalonego oraz Sawę – zbrojoną w kły i pazury, a tytułową
Dzielnicą Cudów jest część miasta, która za sprawą magii i czarów została utrzymana w konwencji
lat 30 ubiegłego wieku. Potrzebujecie zarysu fabuły? Uprowadzona zostaje
piosenkarka z legendarnego klubu Pozytywka, a kluczem do śledztwa staje się
Nikita! To ona, wraz z niefrasobliwym Robinem, musi poprowadzić sprawę. Co
odkryje w tym przedziwnym mieście?
Fascynującym jest fakt, że świat Nikity rządzi się własnymi
prawami. Dialogi w książce są aż nadto naturalne, codzienne, a język, którym
posługuje się autorka niezwykle plastyczny. Mamy okazję stopniowo poznać
każdego z bohaterów, zaczytując się w powolnych opisach tła i zdarzeń. Nikita
jednak przedstawia się nam jako niezwykle silna, stanowcza kobieta, a
jednocześnie bezlitosna zabójczyni. Tom pierwszy sugeruje, że taka pozostanie,
ale nie mam wątpliwości, że jej trudne dzieciństwo i toksyczne relacje z
najbliższymi odegrają istotną rolę w kontynuacji serii. Jadowska na każdym
kroku pokazuje swój styl i podąża za aktualnie panującymi trendami. Co przyniesie
drugi tom Cyklu o Nikicie?
![]() |
Sprawdź na stronie Wydawnictwa! |
Lekturę gorąco polecam zarówno fanom Anety Jadowskiej, jak i
miłośnikom fantasy. Dziewczyna z Dzielnicy Cudów może okazać się dla Was nie
lada gratką na długie, jesienne wieczory. Całość zamknięta została na stronach,
a wszystko ubarwiają piękne, liczne rysunki. Język Jadowskiej musi jednak znaleźć
swoich miłośników – często porównałabym jej powieści do książek Ćwieka czy
Sapkowskiego, bowiem bywają wulgarne, bezpośrednie, momentami sztampowe. Są jednak
fenomenalne, gdy przychodzi nam zmierzyć się z całą serią. Gorąco polecam!
- 14:10
- 12 Comments
Bohaterka zaraz po przeprowadzce do ojczyma, kapitana
Vidal, rozpoczyna nowe życie. Na każdym kroku jest szykanowana, jej potrzeby są
ignorowane i gdyby nie Mercedes, guwernantka, pozostałaby całkowicie
osamotniona. Pewnego razu jednak, przechadzając się po ogrodzie, odkryła
tajemniczy labirynt, a w nim – Fauna. Gwoli ścisłości, czy wiecie kim jest
Faun? Zapewniam Was, że to bardzo popularna postać w mitologii. Początkowo
przypisywano mu zasługi dla płodności zarówno kobiet, jak i zwierząt, jednak z
czasem stał się opiekunem pasterzy i górskich lasów. Jego wygląd niestety wzbudza wiele kontrowersji, bowiem jest to człowiek o koźlich rogach i
najprawdziwszych kopytach. W dzisiejszych czasach częściej spotykamy go
w bajkach, niż w ludowych przekazach - możecie więc czuć się bezpiecznie. :)
Wróćmy jednak do naszej ekranizacji, ponieważ Faun w
niej jest przerażający! Jego głowę przyozdabiają potężne rogi, pozbawiona
mimiki twarz przywodzi na myśl lifting hollywoodzkich celebrytów, a długie
szpony i pełne narośli ciało sprawia, że przeszywają nas dreszcze, gdy tylko
pojawia się na ekranie. Faun jednak nie jest taki zły, jak go malują. Chorej
matce Ofelii przynosi korzeń mandragory, a dziewczynce daje szansę na
spełnienie marzeń. Poddana jest ona trzem próbom. Każdą z nich musi przejść,
zadanie wykonać zgodnie z radami i wytycznymi, a relację zdać Faunowi odwiedzającemu
ją w środku nocy…
Nie bez powodu Labirynt Fauna został zakwalifikowany
do gatunku "horror". W naszej baśni brakuje happy endu. Trudno też stwierdzić, czy
dobro wygrało walkę ze złem… Historia jednak jest godna uwagi, bowiem dane nam
na własne oczy poznać losy rodziny tyrana. Życie, które nie mogło potoczyć się
inaczej.
Nie chcę opowiadać Wam, Moi Drodzy, całej fabuły
filmu. Uważam jednak, że prędzej czy później powinniście sięgnąć po tę
produkcję. Choć niektórym fragmentom przypniemy
łatkę „przerażających”, gdzie włos jeży się na głowie, to i tak historia ta jest
godna uwagi. Mała Ofelia chce zostać księżniczką, a bezlitosny Faun… nakazuje
spełnić jej trzy niebezpieczne zadania. Jak zakończy się ta historia? Przekonać
musicie się sami. Dodam tylko, że kreacje bohaterów zostały fantastycznie zrealizowane, muzyka jest idealnie skomponowana, a cały film nagrodzono aż trzema Oscarami!
- 09:09
- 11 Comments
Pamiętam, kiedy Internet
rozbrzmiał na wieść „najbardziej odjechanej okładki polskiej książki”. Tytuł
ten otrzymał oczywiście Krwawy Umysł Adriana Zawadzkiego, przywodząc
potencjalnym czytelnikom na myśl drastyczny, mrożący krew w żyłach horror, a
nie powieść gatunku Science Fiction. Zapytacie pewnie, czy i ja złapałam się na
ten graficzny zabieg Pauliny Radomskiej – muszę przyznać, że tak, i to za jego
sprawą przeczytałam tę propozycję.
SF nie jest gatunkiem literackim,
który należy do moich ulubionych. Nigdy nie przepadałam za światem Stanisława
Lema, a więc dlaczego miałabym zachwycać się książką Zawadzkiego? Przyznam
jednak, że to kawałek dobrej, jeśli nie bardzo dobrej literatury pod względem
technicznym. Krwawy umysł wymaga od nas myślenia, śledzenia wydarzeń i
skupiania się wyłącznie na zapisanych kartach powieści. Nie jest to książka
prosta, łatwa w odbiorze, ani skierowana do młodocianego czytelnika, któremu obcy
jest „wielki świat” i bezmyślne zatracanie się w swoich aspiracjach.
Kiedy przeczytałam wstęp do
książki poczułam mdłości. Okres, którym oglądałam Saw i pozostawałam
niewzruszona już minął, a moja wyobraźnia (rozbudowana na literaturze baśniowo-fantastycznej) zabrnęła zbyt daleko. Tutaj należy docenić
pióro autora książki, bowiem pracując przez lata nad powieścią dopracował tekst
na tyle, że wraz z narratorem wchodzimy do obskurnego pomieszczenia i czujemy
unoszący się zapach śmierci. Podobna sytuacja nie opuszcza nas w kolejnych
rozdziałach, gdzie spotykamy np. przykutego do ściany mężczyznę przez którego
bok – lędźwie zostaje przeciągnięty łańcuch, a czerwień krwi zaszywa się w
naszym umyśle. Brutalność tych scen sprawiła, że książkę przekartkowałam z
przymusu a nie chęci, wiążącej się z przyjemnością z lektury. Zraziło mnie też
wykorzystywanie znaków i symboli religijnych np. utożsamienie, opisanie
głównego bohatera (wizualnie), Georgy’ego, z wykorzystaniem Kazania o Maryi
Pannie Czystej. Należę do osób, które
nie aprobują tak ostentacyjnych zachowań
i wykorzystywania ich w literaturze, w celu wykreowania wizerunku swoich bohaterów. Wychowano mnie w domu, w którym wiara to jedno, a przyzwoitość to zupełnie inna sprawa. Nie wiem, czy takie poczynania należy
piętnować, jednak nie widzę też sensu w tzw. przymykaniu oka.
- Podnieś ręce jak papież. Zrób, jak mówię! - rzekł do mnie Oliwer Macali w kilka, może kilkanaście dni po tym, jak o książce zrobiło sie głośno.
- Co?! - spytałem zdziwiony, ale podniosłem je.
Tłum zawył. Szał. Nie wiedziałem, co o tym sądzić. Widziałem uśmiechnięte buzie, zapłakane, wrzeszczące.
- Sława jest w eXst eXiste. Nie tylko ona. Mamy władzę. W modlitwach będą wspominać twoje imię. Będziesz większy niż Jezus. To jest tutaj. Spójrz na nich, pożarliby cię żywcem. Tak cię kochają - zapewnił.
- Kochają moją książkę.
- Daj im więcej... miłości. Oni dadzą ci sławę i władzę nad sobą. Chcesz tego.
- Chcę...
//* Fragment powieści Krwawy umysł, strona 44 //
Książka ma nam przekazać, że czasem
nie warto gonić za wszelką cenę i stawiać sobie zbyt wysoko poprzeczki, a
przynajmniej ja tak odebrałam jej fabułę. Przez pewne zachowania niszczymy siebie,
swoje otoczenie – zatracamy się w rzeczach i sprawunkach nabytych, a nie
trwałych relacjach. Bohaterowie, których losy śledzimy na kartach powieści,
zakładają rozmaite maski, chcą zbudować własny świat na własnych zasadach, a
wszystko tworzyć pod szyldem eXst
eXiste. Gregory początkowo jest wyalienowany, całkowicie abstrahuje od
otaczającego go społeczeństwa. Na dobrą sprawę nie mogłam zrozumieć, jak to możliwe,
ponieważ praca modela wymaga kontaktów międzyludzkich, szerokich relacji
społecznych i ich ugruntowania. Z czasem jednak zdałam sobie sprawę, że może być
to analogia do współczesnej młodzieży, która krok po kroku musi wyjść z cienia,
pokazać się innym i zrobić to najlepiej, jak tylko potrafi. Z drugiej strony
może to trauma wynikająca ze straty matki. Przecież jedyne, co mu po niej
pozostało to ojcowskie wspomnienia rugające kobietę, oraz pamiętniki, które
pozostawiła. Oliviera i Tristana z kolei wiąże toksyczna przyjaźń, która nie
może przynieść niczego dobrego…
Czy książkę polecam? Nie wiem.
Osoby, które mają podobny do mojego światopogląd niewątpliwie zrażą się
lekturą. Ja na kolejną część powieści czekała nie będę, bowiem książka nie
przypadła mi do gustu, ale ciekawskich recenzentów i uważnych miłośników SF gorąco zachęcam do lektury.
Za Krwawy umysł dziękuję Wydawnictwu Novae Res:
- 07:07
- 5 Comments