­
­

Świątecznie... :)


Kochani! Mamy dzisiaj Wielką Sobotę, a więc życzę Wam wszystkiego dobrego na te Święta. 
Mam szczerą nadzieję, że spędzicie je w ciepłej, rodzinnej, pełnej miłości i uśmiechu atmosferze. 
Że Wasze cudne koszyczki będą równie cudownie smakowały na Waszych stołach  (oczywiście, mowa tu o ich zawartości ;)), a przepyszne ciasta, których w żadnym domu na pewno nie zabraknie, obejdą się z nami wszystkimi łaskawie. U mnie za chwilę pojawią się pierwsze makowce! A później? Kto wie... :) 

Wszystkiego Najlepszego! 


Recenzja "Imperium Wielkiego Kota" z okazja Międzynarodowego Dnia Kota!

Wszyscy wiemy, że koty to bardzo intrygujące zwierzęta. Można je lubić, bądź nienawidzić za liczne rany i zadrapania podczas swawolnych zabaw, ale nikt pewnie nie wpadłby na pomysł, że mogą istnieć najprawdziwsze w świecie kocie Gangi, które toczą między sobą walki o terytorium. Książka „Imperium Wielkiego Kota” opowiada nam historię zwaśnionych kocich  społeczności, a mamy tu do czynienia z Imperium oraz potężnym Gangiem, którego przywódca, Birbant, zawarł układ z bardzo chytrym i przebiegłym kocurem – Dżemem. Oba „światy” rozdziela wielki mur, po którym regularnie spaceruje Księżniczka – obiekt westchnień niejednego sierściucha. 


Naszymi głównymi bohaterami są dwa grube, osiedlowe koty. Jeden z nich wabi się Filip, któremu kocie Imperium nadało przydomek „Zbój”, a drugi nosi imię Gawron i jest leniwym, wygodnym kocurem, lubiącym najeść się do syta, wszczynając obserwacje zdarzeń z parapetu na drugim piętrze. Wydawać by się mogło, że puszysty, czarny kot nie miesza się w sprawy polityki i kompletnie nie interesuje go bieg zdarzeń pomiędzy jedną, a drugą stroną muru – nic bardziej mylnego! Punkt obserwacyjny Gawrona jest jedynym miejscem, z którego widać krzaki, płoty i garaże intryg Gangu Birbanta oraz poczynania – odpowiedzi – ze strony Imperium Wielkiego Kota. Niestety jego losy są najsmutniejsze w całej książce, ponieważ Gawron musi wyjechać wraz z Panią, a przygody, jakie spotkają go w „nowym domu” są bardzo przykre i bolesne. Zdradzę Wam tylko, że zostanie zaatakowany jednocześnie przez szczura oraz Karmelka, psa z sąsiedztwa, a co wydarzy się później – musicie sami przeczytać.

Gdy zaczęłam wertować książkę zastanawiałam się, czy to oby na pewno dobra historia dla przedziału wiekowego, dla jakiego jest przeznaczona. Na okładce bowiem widnieje poniższy  zapis „Bajka przeznaczona jest dla dzieci w wieku 7-12 lat”. Na dobrą sprawę jestem nieco starsza i naprawdę zostałam wchłonięta do kociego świata. Wraz z bohaterami odwiedzałam brudne śmietniki, śledziłam próbę porwania Księżniczki czy przeżywałam losy Wielkiego Kota i jego przyszywanej matki, Limby.

Książka jest tak naprawdę historią wielu kocich społeczności i wielu kocich jednostek, bowiem każdy z nich miał jakąś przeszłość – raz lepszą, raz gorszą – a i tak wielu z nich stała się bezdomną bandą, która w zimie nie ma, co włożyć do pyszczka, ani gdzie skryć się przez chłodem. Przestawienie, w tak namacalny sposób kociego świata sprawia, że książka jest idealną propozycją dla dzieci w wieku, w którym kształtują swoją osobowość. Wielokrotnie spotykamy sytuację, w której  dziecko ze Szkoły Podstawowej bierze za nic los zwierząt, bije je i kopie tylko dlatego, że stanęły mu na drodze, by otrzymać jakiś smakołyk do pustego brzuszka. Ja jestem osobą bardzo wrażliwą i troszczę się o los każdego, puszystego stwora, a więc mam szczerą nadzieję, że podobne zachowanie uda się wyklarować w kolejnych pokoleniach XXI wieku. Książka Teresy Kulik powinna stać się lekturą obowiązkową, ale nie realizowaną podczas nudnych zajęć języka polskiego, a czytaną przez rodziców z wyselekcjonowaniem  i opisaniem rzeczy dobrych oraz rzeczy złych. Tylko tak zdołamy wyklarować wrażliwość u swoich pociech, i tylko tak zadbamy o los zwierząt.

Cóż mogę powiedzieć, na koniec? „Imperium Wielkiego Kota” gorąco polecam wszystkim, ponieważ jest to świetna lektura dla dużych i małych. Książkę czyta się bardzo przyjemnie, język jest plastyczny, a kocie postaci wyraźnie zarysowane. Autorka miała naprawdę interesujący pomysł na fabułę powieści i przyznam, że nadal jestem ciekawa, skąd Pani Teresa czerpała inspirację, szczególnie jeśli w grę wchodzi śledzenie Dżema, albo kończąca powieść „Akcja Kolor”. 


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Novae Res: 


------------------------------------------------------


Korzystając jednak z bardzo nietypowej i niekonwencjonalnej okazji, chciałabym wszystkim Kotom złożyć najserdeczniejsze życzenia mnóstwa łakoci i smakołyków, wygodnych legowisk i tuzina pluszowych zabawek z kocimiętką! 
Pogłaszczcie, proszę, ode mnie swoich milusińskich podopiecznych! :D


Anastasi - Krasnal, który stał się gigantem

Książka Anastasi - Krasnal, który stał się gigantem autorstwa Adelio Pistelliego to jedyny w swoim rodzaju reportaż o jednej z najważniejszych postaci polskiej areny piłki siatkowej – trenerze reprezentacji, dzięki któremu nasz kraj pięciokrotnie stanął  na podium w turniejach: Puchar Świata, Mistrzostwa Europy, Liga Światowa (złoto i brąz) oraz Igrzyska Olimpijskie w Londynie.

Andrea Anastasi niewątpliwie jest i będzie mile wspominaną postacią w historii sportu. Któż inny, jeśli nie siatkarz, a zarazem szkoleniowiec „z urodzenia” („od zawsze” chciał zasiąść na ławce trenerskiej), jest najlepszą osobą na to stanowisko? Anastasi urodził się 08.10.1960 roku w niewielkiej miejscowości,  Poggio Rusco, we Włoszech. Tam też poślubił swoją żonę Erikę, a także pochował najwspanialszego (o czym wielokrotnie wspomina) ojca. Ma dwóch synów, Giulia i Pietra Anastasi.

Książka opowiada nam, jak to młody Andrea piął się po szczeblach swojej kariery – rozegrał aż sto czterdzieści jeden spotkań w barwach reprezentacji Włoch i zwieńczył sukcesy złotym medalem podczas Igrzysk Śródziemnomorskich w 1991 roku. Na ławce szkoleniowców z kolei, zasiadł mając jedynie 39 lat, a więc był jednym z młodszych trenerów w historii siatkówki. Do polskiej kadry trafił demokratycznie – poprzez głosowanie – i choć trudno było mu zaufać, była to jedna z najlepszych decyzji Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się mnóstwa ciekawych informacji o Andrea Anastasi, zachęcam Was do przeczytania książki Anastasi – Krasnal, który stał się gigantem.

Jeśli dane mi wypowiedzieć się o technicznych walorach książki, chciałabym zwrócić Waszą uwagę na gramaturę papieru, głębokie zakładki i idealnie wpasowaną czcionkę, która wielokrotnie stanowi opis do opublikowanych fotografii. Zdjęcia są fenomenalne i pochodzą z różnych okresów. Raz poznajemy młodego Andreę, który właśnie zakończył mecz podczas wakacji, a innym razem szkoleniowca, który właśnie opracowuje krótkie informacje dla siatkarzy, przekazywane im podczas przerwy technicznej. Według mnie jest to świetny album, świetna książka biograficzna na którą winniście zwrócić uwagę.

I wiecie, co jest w tym wszystkim najpiękniejsze? Anastasi, pomimo swojej kariery zawodowej, mniejszych, bądź większych sukcesów ponad wszystko stawiał swoją rodzinę i swoich bliskich na pierwszym miejscu. Nadal powraca do rodzinnego Poggio Rusco, gdzie wszyscy witają go z życzliwością, a i długoletnie przyjaźnie przetrwały próbę czasu. Wydaje mi się, choć być może to wyłącznie moja wysublimowana wrażliwość, że tytuł książki „Anastasi – Krasnal, który stał się gigantem” to także nawołanie „wyższych sfer”, by nadal pozostali… ludźmi.


Za książkę dziękuję Wydawnictwu SQN:




Weekend!

Dzień dobry,
Na początku mojego przemówienia, chciałabym podziękować Wam za tak częste odsłony Pastelowego Niecodziennika. Jestem zdumiona, że m.in. w dniu wczorajszym liczba wyświetleń przekroczyła magiczną "setkę". Śmiało mogę uznać to za osobisty sukces. Jeszcze raz dziękuję! :)

Czy mogę zaszczycić Was ciekawymi wydarzeniami z ostatnich dni? Wydaje mi się, że nie. Mam masę pracy - sprawozdania, protokoły, projekty, kilka zadań z rachunkowości i żmudne ślęczenie nad Bazami Danych. Cóż, takie życie studenta. :) Pochwalę się jeszcze, że widziałam już Święta! Starbucks Coffee zachęca nas do zakupu promocyjnych kaw (muszę jednak przyznać, że tęsknię za grzańcem z Coffee Heaven), półki i witryny sklepowe zostają przyozdobione w różnorakie Mikołaje i Bałwanki, a spożywczaki kalkują już ceny czekoladowych figurek i kalendarzy Adwentowych. Magia Świąt, nie ma co...
Chciałabym już spacerować po ciepłej, choć ośnieżonej Warszawie... 

*
Niebawem pojawią się dwie książkowe recenzje na Pastelowym Niecodzienniku. Wyczekujcie "Tam, gdzie byłam" Elżbiety Dzikowskiej oraz "Rio Anaconda" Wojciecha Cejrowskiego. Książki podróżnicze - idealne na listopadową pluchę.

Przypominam też o pierwszym, Pastelowym Konkursie. Czekam na Wasze komentarze z wyznaczonym zadaniem i przypominam, że nagrodą jest Psychologia Roztargnienia, książka Ryszarda Studenskiego.
 W chwili obecnej konkurs jeszcze nie wystartuje ze względu na niewielkie zainteresowanie.
fot. Bogusława Pawłowska
                                            Weekend pod znakiem: Kot, Koc, Kawa, Książka... :)



Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje
Wywiad: Portal Warszawa i Okolice

Recenzja książki: Sodoma

Recenzja książki: Sodoma
Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie