­
­

Teatr Polonia: Na czworakach

Infantylny, podstarzały dziwak na kolanach… ot, widok, jaki wita nas w Teatrze Polonia. Kto by pomyślał, że zasłużony artysta, wyjątkowa postać polskiej sceny, Jerzy Stuhr, padnie Na czworaka za sprawą Tadeusza Różewicza. 


Sztukę pisaną w latach 1965-1971 po raz pierwszy mogliśmy ujrzeć na deskach Teatru Dramatycznego w 1972 roku, a blisko 30 lat później, bo w 2001 roku, wyreżyserował ją znakomity i znany z wielu przedstawień zrealizowanych dla Teatru Telewizji, Kazimierz Kutz. Temat jednak okazał się niełatwy. Różewicz wymaga od odbiorcy analizy tekstów i dialogów, nawiązuje do symboliki i to ona odgrywa kluczową rolę w każdym z jego dramatów.

Na czworakach to spektakl opowiadający o ekscentrycznym, zdziecinniałym pisarzu, który lata świetności ma już za sobą, a choć nadal cieszy się sympatią i zainteresowaniem dziennikarzy, większą wagę przywiązuje do zabawy niż profesji swojego fachu. Nie bez powodu głównego bohatera, Laurentego, poznajemy, gdy bawi się elektryczną kolejką w swoim gabinecie. Przeszkadza mu w tym nadopiekuńcza Pelasia, gospodyni, co i rusz podająca ciepłą zupę do stołu oraz natrętni miłośnicy jego sztuki. Laurenty nie kryje zmęczenia i znużenia całą sytuacją. Nie chce rozmawiać. Nie chce przyjmować gości. Jednakże jedną z wizytujących go postaci jest młoda, piękna dziennikarka, którą Laurenty szybko sprowadza do parteru i wprawia w zakłopotanie. Dziewczyna od miesięcy przygotowywała się do wywiadu z mistrzem, nie szczędzi jednak sił, by oczarować Laurentego i zostać jego żoną.

Na deskach Teatru Polonia pojawiają się rozmaite postaci, m.in. ksiądz, pies, będący wcieleniem diabła, straż porządkowa czy wspomniana Pelasia. Ona, jako jedyna mocno stąpa po ziemi. Ma przyziemne potrzeby i w przyziemny sposób traktuje mistrza. Dba o dom, muzeum, o ład i porządek. Za życia Laurentego przynosi zupę, a po jego śmierci nakazuje „turystom” nałożyć papcie, bez których nie mogą przekroczyć progu muzeum. Pelasia budzi mnóstwo pozytywnych emocji, ironia w jej głosie i inteligentne odpowiedzi to clue tej postaci.

Na czworakach to sztuka niezwykle trudna, a jak mówi Jerzy Stuhr, reżyser i odtwórca głównej roli: „Idea sztuki Różewicza zbiega się z moją sytuacją życiową, a zawsze taka zbieżność jest pociągająca twórczo, zwłaszcza, jeśli stawia tę realną moją sytuację w świetle autoironii. Wielki Różewicz daje mi swą sztuką zakpić z siebie samego”.

Informacje o spektaklu.

Gorąco polecam spektakl. Sztuka zmusza do refleksji, wiele myśli w tym przedstawieniu jest niedopowiedzianych, a jeszcze więcej wątków nigdzie nie znajduje końca. Każdy, kto chciałby obejrzeć te przedstawienie musi przygotować się na dwugodzinne skupienie i analizę tego, co dzieje się na scenie. Niewątpliwym atutem jest nie tylko świetnie dopracowana gra świateł, ale i wycieczka po muzeum, przybliżająca widzów do tego, co dane nam obejrzeć.




"Nowe przygody Mikołajka" - Pierwszy AUDIOBOOK na Pastelowym Niecodzienniku!

Słowem wstępu chciałabym Wam oświadczyć, że audiobooki nie gryzą! Może i wymagają skupienia, albo przynajmniej dobrych słuchawek, ale na pewno nie są inwazyjne ani dla naszych zmysłów, ani dla otaczającego nas społeczeństwa.

Ja, w ramach współpracy z Audioteką, otrzymałam Nowe przygody Mikołajka. Pewnie niewielu z Was sądziło, że nadal żyję w krainie wiecznego dzieciństwa, ale prawda jest taka, że bajkowe opowieści to jedne z moich ulubionych. Z książkową wersją przygód Mikołajka nie miałam styczności. Niestety wielokrotne próby dokonania zakupu spaliły na panewce, gdy tylko zobaczyłam cenę, widniejąca na okładce. Cóż, studencki budżet to bardzo smutna przypadłość.

Niemniej, pozwolę sobie nawiązać do fabuły i całej książki o Nowych Przygodach Mikołajka. Wielu z Was pewnie doskonale zna te krótkie, ale wyjątkowo przyjemne opowiadania, będące lekturą obowiązkową dla każdego malucha. Tom pierwszy to aż 80 historyjek, wydanych w 2005 roku przez René Gościnnego. Mamy tutaj przygody w szkole, małe wycieczki, przeprowadzki, urodziny kolegów, słowem – normalne życie Mikołajka, jego rodziny oraz znajomych. Publikacja jest idealnym odzwierciedleniem „dorosłych” problemów, w oczach dzieci. Czasem sprawy są błahe, czasem absurdalne, a innym razem naprawdę wymagają uwagi. Gościnny, chcąc zachęcić do lektury/słuchania zarówno małych, jak i dużych uświadamia nam, że dzieci mają swoje własne troski. Tak samo, jak brak rozwiązanego zadania z matematyki jest dla nich ogromnym problemem, a „usprawiedliwienie” może być nawet powodem do dumny i prestiżu w oczach rówieśników, tak niespełnione obietnice czy ignorowanie ich potrzeb powoduje głośny przytup i obrażoną minę u niejednego malucha.

Najistotniejszym elementem, jaki chciałabym poruszyć jest fakt, że nie opowiadam Wam o książce, a o Audiobooku! Trwa on co prawa dziesięć godzin, ale wierzcie mi, że warto spędzić czas w tak doborowym towarzystwie. Kogo mam na myśli? Ano fenomenalnym duet: Jerzego i Macieja Stuhra. Początkowo spodziewałam się, że przy nagraniach książka zostanie podzielona na „ojca i syna” podczas dialogów, ale na szczęście połowę książki czyta Jerzy, a pozostałą część Maciej Stuhr. Trudno stwierdzić jednak, kto spisał się lepiej, bowiem głosy obu panów uwielbiam, a intonacja jest po prostu cudowna! Codziennie przypinałam słuchawki to telefonu i jadąc na uczelnię, albo wracając do mieszkania słuchałam tego opowiadania. Zapewne zabawnie wyglądałam, kiedy wśród tłumu ludzi uśmiechałam się do ekranu, albo chichotałam pod nosem. Mam dziwne przeczucie, że gdybym samodzielnie czytała tę publikację, nie zdołałabym odtworzyć jej w tak malowniczy sposób. Obaj Panowie przenoszą nas do świata Mikołajka. Pozawalają nam przeżywać jego przygody, śledzić familijne perypetie i zazdrościć, że pomimo drobnomieszczańskich przekonań czy przyzwyczajeń, tworzą kochającą się, ciepłą rodzinę. Mikołajek ma też specyficznych kolegów. Alcest „to ten, który ciągle je”, Gotfryd z koeli ma bardzo bogatego tatę, a Euzebiusz zgrywa osiłka. Cała  klasowa paczka, włącznie z Ananiaszem, Maksencjuszem, Rufusem i innymi, pozwala nam zaśmiewać się do łez, kiedy nauczyciele usilnie próbują rozpocząć lekcje, albo kiedy chłopcy wymyślają nowe zabawy. To tak naprawdę historia o małych, wielkich ludziach, ale z problemami, z którymi niegdyś borykaliśmy się my sami.

Tutaj idealnie wpasowałaby się historia z wrotkami, kiedy to tata Mikołajka obiecał mu ich zakup, gdy „będzie najlepszy w klasie” . Mikołaj więc pisze „dyktando z niesamowitymi słowami” i chwali się całej familii, że popełnił jedynie 7 błędów! Chłopca oczywiście rozpiera duma, a więc postanawia wykorzystać okazję nie tylko do zjedzenia pysznego tortu czekoladowego, ale i namówienia rodziców do zakupu wrotek!

- No i masz! Obiecują mi wrotki, piszę najlepsze dyktando w klasie, pani mnie przy wszystkich chwali, a potem mówią, że porozmawiamy o tym kiedy indziej! Usiadłem na dywanie i zacząłem walić w podłogę pięściami.
– Chcesz klapsa? – spytał tata, a ja się rozpłakałem i przybiegła mama.
– Co znowu? – spytała.
Więc wytłumaczyłem jej, że tata powiedział, że da mi klapsa.
– Ciekawy sposób zachęcenia dziecka do nauki – powiedziała mama.
– Tak – powiedziałem. – Jak nie dostanę wrotek, to będę strasznie zniechęcony.
//Rozdział 6//

Powiedzcie mi, Kochani, kto z Was nie miał takich przygód? ;) Opisane w Nowych Przygodach Mikołajka historie są aż nadto realne, a to pozwala nam na zidentyfikowaniem się z ich bohaterami. Jeśli tylko będziecie mieli okazję, zachęcam Was do zapoznania się z proponowanym przez Audiotekę audiobookiem, do którego link znajdziecie klikając >>TU<<

Za fantastycznie spędzony czas z Nowymi Przygodami Mikołajka dziękuję Wydawnictwu Audioteka


Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje
Wywiad: Portal Warszawa i Okolice

Recenzja książki: Sodoma

Recenzja książki: Sodoma
Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie