- 19:00
- 7 Comments
Wszystko zależy od tego jakie
myśli nosisz we własnej duszy, ponieważ to od nich zależy Twoje samopoczucie, a
w konsekwencji od nich zależą też decyzje, jakie podejmujesz oraz ich
konsekwencje.
Wydawać by się mogło, że nigdy
nie zdecyduję się na lekturę książki Beaty Pawlikowskiej. Moja wewnętrzna moc, pierwszy tytuł serii to wbrew pozorom bardzo
ciekawa i głęboka opowieść o tym, jak zmienić swoje życie, by każdy dzień witać
z uśmiechem. Co zrobić, by walczyć o
swoje szczęście i jakie podjąć kroki, aby myśleć pozytywnie.
Autorka stworzyła 300-storonicowy poradnik – bajkowy, kolorowy,
motywacyjny. Każdy rozdział jest odrębnym krokiem, w realizacji celu, jakim
jest szczęśliwe życie. Pawlikowska zmusza czytelnika do refleksji. Niemalże palcem
pokazuje złote myśli, które powinniśmy wziąć sobie do serca, a każdą z nich
potwierdza przykładami z własnego życia. W książce nie raz znajdziecie kontrowersyjne
stwierdzenia, jak „Miłość jest przereklamowana”, ale i pełni nadziei, energii i
siły będziecie wiedzieli, w jaki sposób walczyć o swoje i zmienić sposób
myślenia. Mówią, że nawet kłamstwo
powtarzane wiele razy staje się prawdą, a jak walczyć własną podświadomością? Przekonajcie
się sami.
Bardzo podoba mi się wydanie
książki. Moja wewnętrzna moc to propozycja bardzo intrygująca, a na Kurs pozytywnego myślenia składa się
lista haseł, fraz, prostych zdań, które mają na celu zmotywować czytelnika i
uświadomić wielu z nas, że większość problemów możemy w mgnieniu oka zwalczyć
poprzez zmianę nastawienia.
Książkę Beaty Pawlikowskiej gorąco polecam. Sama czytałam ją z
zainter4esowaniem i poszukiwałam elementów, które mogę spełnić we własnym życiu.
Autorka w bardzo przyziemny sposób serwuje
nam swoje porady, nie raz każde odejść od stereotypów i naciska, by rozsądnie planować
swoje życie. Ciekawy był dla mnie rozdział, w którym kładła największy nacisk
na naszą osobowość, na to, że ulegamy schematom, a przecież „każdy człowiek jest
inny”. Mnóstwo ciekawostek i
psychologicznych zabiegów znajdziecie w Kursie
pozytywnego myślenia. Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edipresse Książki.
Książka pt. Dawaj i bierz jest poradnikiem, jakich na polskim rynku jest
wyjątkowo mało. Autorem publikacji jest Adam Grant, psycholog, który został
zaliczony do grona najlepszych profesorów poniżej 40 roku życia wg BusinessWeek. Nie ma w tym nic dziwnego,
skoro wykładał już dla Google, Microsoft, Apple i innych, korporacyjnych
gigantów znanych na całym świecie.
Głównym tematem, wokół którego
skupionych jest 312 stron książki opowiada nam, jakie należy prezentować
podejście, by odnieść sukces w życiu. Autor każe nam przemyśleć i zastanowić
się nad swoimi poczynaniami. Przywołuje liczne przykłady, które pozwalają nam
zrozumieć własne błędy, a także ukierunkować swoją wiedzę czy umiejętności. Na
samym początku weryfikujemy główny motyw – jesteś Dawcą czy Biorcą?
Dzięki tej książce możemy nie
tylko poznać siebie, ale i odnaleźć własną drogę we współczesnym świecie. Rynek
jest bezlitosny, coach wokół coraz więcej, a ludzka zachłanność może zniszczyć
marzenia „szarych myszek”. Adam Grant napisał tę publikację lekkim, przyjemnym
językiem. Ja czytałam tę książkę „na raty”, po jednym rozdziale. Chłonęłam wiedzę,
rozważałam dobre i złe strony prezentowanych opinii, po czym próbowałam w jakiś
sposób odnieść je do własnego życia i hipotetycznie gdybając wprowadzić
sugerowane zmiany. Czasem oczywiście z lepszym, a czasem gorszym skutkiem.
Książka Dawaj i bierz uświadomiła mi, że należę do grona Dawców. Jest to za
razem dobra, jak i zła informacja, bowiem prosto wykorzystać moje „dobre serce”,
ale splotem licznych przypadków czy zbiegów okoliczności, mogę poradzić sobie
lepiej niż niejeden Biorca. Tytuł jednak mówi nam, że warto wyśrodkować swoje
podejście. Selekcjonować zachowania uzależniając je od sytuacji. Sądzę jednak,
że empatia w wielu przypadkach może być kluczem do sukcesu. Informacja ta jest
regularnie powtarzana na kursach managerskich, w kadrach, a nawet podczas zajęć
z zarządzania, gdzie zasoby ludzkie należą do najistotniejszych elementów funkcjonowania
przedsiębiorstwa. Współczesny świat zaczyna rozumieć potrzeby szarego
Kowalskiego. Przestajemy traktować zarówno siebie, jak i swoich podwładnych niczym
maszyny, a uwzględniamy własne cechy i możliwości. Autor zaznacza, że nasza
codzienność, życie w biegu czy stopniowo wyższe stawianie sobie poprzeczki na
drodze do kariery, stawia coraz to większy nacisk na relacje interpersonalne,
cała otoczka personal skills, wraz z umiejętnością pracy w grupie wiąże się z lepszymi
kontaktami w zespole, a co za tym idzie – wydajniejszą pracą.
Autor dzieli książkę na dwie
części. Pierwsza dotyczy poznania osobowości, przedstawiania i
scharakteryzowania grup: Biorców, czyli osób, które często w egoistyczny sposób
wykorzystują innych do osiągnięcia własnych celów. Osoby wyznające zasadę „coś
za coś”, a wiec osoby skore do wyświadczania przysług wyłącznie z nadzieją na
sowity rewanż oraz Dawców, czyli osób pozytywnie nastawionych na innych. Dawcy
zawsze chętnie są oparciem, lubią rozmawiać, utrzymywać zdrowe relacje, jak i
pracować w zespole, gdzie panuje atmosfera pozbawiona wzajemnej rywalizacji. Adam
Grant opiera się na licznych przykładach zaczerpniętych z życia, a także
psychologicznych badaniach czy adnotacjach.
Z kolei druga część książki to
przede wszystkim opisanie konsekwencji, jakie wiążą się z przyjęciem zachowań
takiej, a nie innej grupy. Wiadomo, że Dawców zawsze wykorzystają korporacyjne
układy, a Biorcom prędzej czy później powinie się noga. Autor nie tylko
przedstawia nam wiele sposobów na uniknięcie nieprzyjemnych sytuacji, ale i zaznacza
istotę budowania pozytywnych relacji czy stosunków. Tak, jak już pisałam. Empatia
może być kluczem do sukcesu we współczesnym świecie. Skąd macie pewność, że w
Waszym przypadku, mieszkający w ruderze wśród pająków mężczyzna, nie okaże się
mieć pokaźnej sumy na koncie i najnowszego auta w garażu!
Według mnie warto przeczytać tę
książkę. Ja, jak już doskonale wiecie, uwielbiam poradniki. Ten jest jednak
ważny dla wielu młodych ludzi, którzy prędzej czy później chcą wejść do
wielkiego świata, a brakuje im pewności w swoich poczynaniach. Dawaj i bierz jest publikacją, która
może wielu osobom zastąpić profesjonalny coachingu z trenerem. Ja tę książkę
będę Wam gorąco polecała, a za mój własny, prywatny już egzemplarz, którego
nikomu nie oddam dziękuję Wydawnictwu MUZA S.A.:
- 22:23
- 0 Comments

Otrzymując książkę od wydawnictwa Impuls miałam dziwne przeczucie, że pozycja ta dedykowana jest specjalnie dla mnie. Któżby inny wiódł tak chaotyczne życie, jak ja? Podczas lektury zdałam sobie jednak sprawę, że podobnych do mnie istot na tym świecie jest cała masa i podejrzewam, że nawet Wam, Drodzy Czytelnicy, zdarza się zatrzasnąć klucze w samochodzie, pójść do urzędu miasta w celu wyjaśnienia pewnych formalności i tak zaaferować się innymi sprawunkami, że administracja nie ujrzy Was nawet na oczy, albo po prostu wtargnąć do apteki prosząc o czerwony lakier do paznokci ;) U mnie sytuacje te, choć wydają się być komiczne, zdarzają się na porządku dziennym. Ja już przywykłam do mojego „dziwnego”, a czasem i „nietypowego” usposobienia. Bowiem wierzcie mi, że tak jak z tym lakierem – mina farmaceutki była genialna, a moje „że… jak to?” mówiło samo za siebie. Skończmy jednak tę dygresję i wróćmy do publikacji pana Ryszarda Studenskiego.
„Transgresja jest cechą, która często
współwystępuje z innowacyjną przedsiębiorczością i jest słabo reprezentowana w
profilu cech, w którym znaczące miejsce zajmuje roztargnienie”
Długo zastanawiałam się, czy mogę
opiniować tę książkę, ponieważ byłam piekielnie zła na autora! Jak to ja jako,
po pierwsze – kobieta, a po drugie – studentka zarządzania, nie nadaję się do
bycia liderem w przedsiębiorstwie? Dobrze, wszystko rozumiem, kobiety mają
swoje humory, zachcianki i przede wszystkim, są o niebo bardziej roztargnione
od swoich partnerów, jednak pracę wykonujemy wszyscy podobnie. Psychologiczne
udokumentowanie mniejszych predyspozycji kobiet do pełnienia różnorakich
funkcji dotyczących zarządzania uważam za niesprawiedliwe, bowiem powierzone
obowiązki, które zostały ściśle sprecyzowane, wszyscy wykonujemy tak samo. W
przypadku liderów moje zdanie także nie ulega wątpliwościom…
Postanowiłam jednak kontynuować lekturę z
nadzieją, że stosowne wnioski wezmę sobie do serca i spokojnie przeanalizuję
całą publikację.
Wszyscy wiemy, że codzienne roztargnienie
bywa kłopotliwe dla nas samych, bowiem utrudnia koncentrację i zdolności
poznawcze. Bywa też, że stajemy się przez nie bohaterami powtarzanych z ust to
ust anegdot naszych znajomych i przyjaciół...
Książka ta ma pomóc zrozumieć nam poziom
swojego roztargnienia, zbadać czy jest ono już problemem utrudniającym normalne
życie, czy zwykłą, uwarunkowaną genetycznie cechą naszej osobowości. Osobiście
muszę przyznać, że wykonałam wszystkie, zaprezentowane w książce ćwiczenia,
jednak zabrakło mi weń stosowniejszych wniosków i opisów każdej sytuacji. Mam
świadomość, że wymagałoby to o niebo więcej pracy od autora, a zarazem
wydłużyło publikację o dobre 50 stron. Sądzę jednak, że warto zadbać o to przy kolejnym
wydaniu.
Jak mogę zreasumować tę pozycję? Książka
należy do dobrych publikacji psychologicznych. Zawiera informacje dotyczące
opisywanego zjawiska, stara zdefiniować się pojęcie „roztargnienie” i przede
wszystkim – jasno omawia konkretny temat. Czasem jednak odniosłam wrażenie, że
autor „leje wodę”, aby wydłużyć swoją przemowę. Stary studencki trick, przy
pisaniu sprawozdań – kiedy nie mam pewności, dopiszę jeden przymiotnik
(określający „wyjątkową” sytuację) i będzie z głowy. ;)
To tyle.
- 23:58
- 1 Comments
Otrzymując książkę od wydawnictwa
Impuls miałam dziwne przeczucie, że pozycja ta dedykowana jest specjalnie dla
mnie. Któżby inny wiódł tak chaotyczne życie, jak ja? Podczas lektury zdałam
sobie jednak sprawę, że podobnych do mnie istot na tym świecie jest cała masa i
podejrzewam, że nawet Wam, Drodzy Czytelnicy, zdarza się zatrzasnąć klucze w
samochodzie, pójść do urzędu miasta w celu wyjaśnienia pewnych formalności i
tak zaaferować się innymi sprawunkami, że administracja nie ujrzy Was nawet na
oczy, albo po prostu wtargnąć do apteki prosząc o czerwony lakier do paznokci.
U mnie sytuacje te, choć wydają się być komiczne, zdarzają się na porządku
dziennym. Ja sama już przywykłam do mojego „dziwnego”, a czasem i „nietypowego”
usposobienia. Bowiem wierzcie mi, że tak jak z tym lakierem – mina farmaceutki
była genialna, a moje „że… jak to?” mówiło samo za siebie. Skończmy jednak tę
dygresję i wróćmy do publikacji pana Ryszarda Studenskiego.
Długo zastanawiałam się, czy mogę
opiniować tę książkę, ponieważ byłam piekielnie zła na autora! Jak to ja jako,
po pierwsze – kobieta, a po drugie – studentka zarządzania, nie nadaję się do
bycia liderem w przedsiębiorstwie? Dobrze, wszystko rozumiem, kobiety mają
swoje humory, zachcianki i przede wszystkim są o niebo bardziej roztargnione
od swoich partnerów, jednak pracę wykonujemy wszyscy podobnie. Psychologiczne
udokumentowanie mniejszych predyspozycji kobiet do pełnienia różnorakich
funkcji, dotyczących szeroko pojętego zarządzania uważam za niesprawiedliwe,
bowiem powierzone obowiązki, które zostały ściśle sprecyzowane, wszyscy
wykonujemy tak samo. W przypadku liderów moje zdanie także nie ulega
wątpliwości…
Postanowiłam jednak kontynuować
lekturę z nadzieją, że stosowne wnioski wezmę sobie do serca i spokojnie
przeanalizuję całą publikację.
Wszyscy wiemy, że codzienne
roztargnienie bywa kłopotliwe dla nas samych, ponieważ utrudnia koncentrację i
zdolności poznawcze. Bywa też, że stajemy się przez nie bohaterami powtarzanych
z ust to ust anegdot naszych znajomych i przyjaciół...
Książka ta ma pomóc zrozumieć nam
poziom swojego roztargnienia, zbadać czy jest ono już problemem utrudniającym
normalne życie, czy zwykłą, uwarunkowaną genetycznie cechą naszej osobowości. Muszę przyznać, że wykonałam wszystkie, zaprezentowane w książce
ćwiczenia, jednak zabrakło mi weń stosowniejszych wniosków i opisów każdej
sytuacji. Mam świadomość, że wymagałoby to o niebo więcej pracy od autora, a
zarazem wydłużyło publikację o dobre 50 stron. Sądzę jednak, że warto zadbać o
to przy kolejnym wydaniu.
Jak mogę zreasumować tę pozycję?
Książka należy do dobrych publikacji psychologicznych. Zawiera informacje
dotyczące opisywanego zjawiska, stara zdefiniować się pojęcie „roztargnienie” i
przede wszystkim – jasno omawia konkretny temat. Czasem jednak odniosłam
wrażenie, że autor „leje wodę”, aby wydłużyć swoją przemowę. Stary studencki
trick przy pisaniu sprawozdań – kiedy nie mam pewności, dopiszę jeden
przymiotnik (określający „wyjątkową” sytuację) i będzie z głowy. ;)
To tyle. Miłego, (nie)roztargnionego,
wieczoru!
- 20:52
- 3 Comments