­
­

Beata Pawlikowska - Moja wewnętrzna moc

Wszystko zależy od tego jakie myśli nosisz we własnej duszy, ponieważ to od nich zależy Twoje samopoczucie, a w konsekwencji od nich zależą też decyzje, jakie podejmujesz oraz ich konsekwencje.



Wydawać by się mogło, że nigdy nie zdecyduję się na lekturę książki Beaty Pawlikowskiej. Moja wewnętrzna moc, pierwszy tytuł serii to wbrew pozorom bardzo ciekawa i głęboka opowieść o tym, jak zmienić swoje życie, by każdy dzień witać z uśmiechem. Co zrobić, by walczyć o swoje szczęście i jakie podjąć kroki, aby myśleć pozytywnie.

Autorka stworzyła 300-storonicowy poradnik – bajkowy, kolorowy, motywacyjny. Każdy rozdział jest odrębnym krokiem, w realizacji celu, jakim jest szczęśliwe życie. Pawlikowska zmusza czytelnika do refleksji. Niemalże palcem pokazuje złote myśli, które powinniśmy wziąć sobie do serca, a każdą z nich potwierdza przykładami z własnego życia. W książce nie raz znajdziecie kontrowersyjne stwierdzenia, jak „Miłość jest przereklamowana”, ale i pełni nadziei, energii i siły będziecie wiedzieli, w jaki sposób walczyć o swoje i zmienić sposób myślenia. Mówią, że nawet kłamstwo powtarzane wiele razy staje się prawdą, a jak walczyć własną podświadomością? Przekonajcie się sami.

Bardzo podoba mi się wydanie książki. Moja wewnętrzna moc to propozycja bardzo intrygująca, a na Kurs pozytywnego myślenia składa się lista haseł, fraz, prostych zdań, które mają na celu zmotywować czytelnika i uświadomić wielu z nas, że większość problemów możemy w mgnieniu oka zwalczyć poprzez zmianę nastawienia.

Książkę Beaty Pawlikowskiej gorąco polecam. Sama czytałam ją z zainter4esowaniem i poszukiwałam elementów, które mogę spełnić we własnym życiu. Autorka w bardzo przyziemny sposób serwuje nam swoje porady, nie raz każde odejść od stereotypów i naciska, by rozsądnie planować swoje życie. Ciekawy był dla mnie rozdział, w którym kładła największy nacisk na naszą osobowość, na to, że ulegamy schematom, a przecież „każdy człowiek jest inny”. Mnóstwo ciekawostek i psychologicznych zabiegów znajdziecie w Kursie pozytywnego myślenia. Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edipresse Książki.


Adam Grant "Dawaj i bierz" - czyli zmotywuj się do sukcesu!

Książka pt. Dawaj i bierz jest poradnikiem, jakich na polskim rynku jest wyjątkowo mało. Autorem publikacji jest Adam Grant, psycholog, który został zaliczony do grona najlepszych profesorów poniżej 40 roku życia wg BusinessWeek. Nie ma w tym nic dziwnego, skoro wykładał już dla Google, Microsoft, Apple i innych, korporacyjnych gigantów znanych na całym świecie.

Głównym tematem, wokół którego skupionych jest 312 stron książki opowiada nam, jakie należy prezentować podejście, by odnieść sukces w życiu. Autor każe nam przemyśleć i zastanowić się nad swoimi poczynaniami. Przywołuje liczne przykłady, które pozwalają nam zrozumieć własne błędy, a także ukierunkować swoją wiedzę czy umiejętności. Na samym początku weryfikujemy główny motyw – jesteś Dawcą czy Biorcą?

Dzięki tej książce możemy nie tylko poznać siebie, ale i odnaleźć własną drogę we współczesnym świecie. Rynek jest bezlitosny, coach wokół coraz więcej, a ludzka zachłanność może zniszczyć marzenia „szarych myszek”. Adam Grant napisał tę publikację lekkim, przyjemnym językiem. Ja czytałam tę książkę „na raty”, po jednym rozdziale. Chłonęłam wiedzę, rozważałam dobre i złe strony prezentowanych opinii, po czym próbowałam w jakiś sposób odnieść je do własnego życia i hipotetycznie gdybając wprowadzić sugerowane zmiany. Czasem oczywiście z lepszym, a czasem gorszym skutkiem.

Książka Dawaj i bierz uświadomiła mi, że należę do grona Dawców. Jest to za razem dobra, jak i zła informacja, bowiem prosto wykorzystać moje „dobre serce”, ale splotem licznych przypadków czy zbiegów okoliczności, mogę poradzić sobie lepiej niż niejeden Biorca. Tytuł jednak mówi nam, że warto wyśrodkować swoje podejście. Selekcjonować zachowania uzależniając je od sytuacji. Sądzę jednak, że empatia w wielu przypadkach może być kluczem do sukcesu. Informacja ta jest regularnie powtarzana na kursach managerskich, w kadrach, a nawet podczas zajęć z zarządzania, gdzie zasoby ludzkie należą do najistotniejszych elementów funkcjonowania przedsiębiorstwa. Współczesny świat zaczyna rozumieć potrzeby szarego Kowalskiego. Przestajemy traktować zarówno siebie, jak i swoich podwładnych niczym maszyny, a uwzględniamy własne cechy i możliwości. Autor zaznacza, że nasza codzienność, życie w biegu czy stopniowo wyższe stawianie sobie poprzeczki na drodze do kariery, stawia coraz to większy nacisk na relacje interpersonalne, cała otoczka personal skills, wraz z umiejętnością pracy w grupie wiąże się z lepszymi kontaktami w zespole, a co za tym idzie – wydajniejszą pracą.

Autor dzieli książkę na dwie części. Pierwsza dotyczy poznania osobowości, przedstawiania i scharakteryzowania grup: Biorców, czyli osób, które często w egoistyczny sposób wykorzystują innych do osiągnięcia własnych celów. Osoby wyznające zasadę „coś za coś”, a wiec osoby skore do wyświadczania przysług wyłącznie z nadzieją na sowity rewanż oraz Dawców, czyli osób pozytywnie nastawionych na innych. Dawcy zawsze chętnie są oparciem, lubią rozmawiać, utrzymywać zdrowe relacje, jak i pracować w zespole, gdzie panuje atmosfera pozbawiona wzajemnej rywalizacji. Adam Grant opiera się na licznych przykładach zaczerpniętych z życia, a także psychologicznych badaniach czy adnotacjach.

Z kolei druga część książki to przede wszystkim opisanie konsekwencji, jakie wiążą się z przyjęciem zachowań takiej, a nie innej grupy. Wiadomo, że Dawców zawsze wykorzystają korporacyjne układy, a Biorcom prędzej czy później powinie się noga. Autor nie tylko przedstawia nam wiele sposobów na uniknięcie nieprzyjemnych sytuacji, ale i zaznacza istotę budowania pozytywnych relacji czy stosunków. Tak, jak już pisałam. Empatia może być kluczem do sukcesu we współczesnym świecie. Skąd macie pewność, że w Waszym przypadku, mieszkający w ruderze wśród pająków mężczyzna, nie okaże się mieć pokaźnej sumy na koncie i najnowszego auta w garażu!

Według mnie warto przeczytać tę książkę. Ja, jak już doskonale wiecie, uwielbiam poradniki. Ten jest jednak ważny dla wielu młodych ludzi, którzy prędzej czy później chcą wejść do wielkiego świata, a brakuje im pewności w swoich poczynaniach. Dawaj i bierz jest publikacją, która może wielu osobom zastąpić profesjonalny coachingu z trenerem. Ja tę książkę będę Wam gorąco polecała, a za mój własny, prywatny już egzemplarz, którego nikomu nie oddam dziękuję Wydawnictwu MUZA S.A.:



"Psychologia roztargnienia" w nowej odsłonie :)


Otrzymując książkę od wydawnictwa Impuls miałam dziwne przeczucie, że pozycja ta dedykowana jest specjalnie dla mnie. Któżby inny wiódł tak chaotyczne życie, jak ja? Podczas lektury zdałam sobie jednak sprawę, że podobnych do mnie istot na tym świecie jest cała masa i podejrzewam, że nawet Wam, Drodzy Czytelnicy, zdarza się zatrzasnąć klucze w samochodzie, pójść do urzędu miasta w celu wyjaśnienia pewnych formalności i tak zaaferować się innymi sprawunkami, że administracja nie ujrzy Was nawet na oczy, albo po prostu wtargnąć do apteki prosząc o czerwony lakier do paznokci ;) U mnie sytuacje te, choć wydają się być komiczne, zdarzają się na porządku dziennym. Ja już przywykłam do mojego „dziwnego”, a czasem i „nietypowego” usposobienia. Bowiem wierzcie mi, że tak jak z tym lakierem – mina farmaceutki była genialna, a moje „że… jak to?” mówiło samo za siebie. Skończmy jednak tę dygresję i wróćmy do publikacji pana Ryszarda Studenskiego.

„Transgresja jest cechą, która często współwystępuje z innowacyjną przedsiębiorczością i jest słabo reprezentowana w profilu cech, w którym znaczące miejsce zajmuje roztargnienie”

Długo zastanawiałam się, czy mogę opiniować tę książkę, ponieważ byłam piekielnie zła na autora! Jak to ja jako, po pierwsze – kobieta, a po drugie – studentka zarządzania, nie nadaję się do bycia liderem w przedsiębiorstwie? Dobrze, wszystko rozumiem, kobiety mają swoje humory, zachcianki i przede wszystkim, są o niebo bardziej roztargnione od swoich partnerów, jednak pracę wykonujemy wszyscy podobnie. Psychologiczne udokumentowanie mniejszych predyspozycji kobiet do pełnienia różnorakich funkcji dotyczących zarządzania uważam za niesprawiedliwe, bowiem powierzone obowiązki, które zostały ściśle sprecyzowane, wszyscy wykonujemy tak samo. W przypadku liderów moje zdanie także nie ulega wątpliwościom…

Postanowiłam jednak kontynuować lekturę z nadzieją, że stosowne wnioski wezmę sobie do serca i spokojnie przeanalizuję całą publikację.

Wszyscy wiemy, że codzienne roztargnienie bywa kłopotliwe dla nas samych, bowiem utrudnia koncentrację i zdolności poznawcze. Bywa też, że stajemy się przez nie bohaterami powtarzanych z ust to ust anegdot naszych znajomych i przyjaciół...

Książka ta ma pomóc zrozumieć nam poziom swojego roztargnienia, zbadać czy jest ono już problemem utrudniającym normalne życie, czy zwykłą, uwarunkowaną genetycznie cechą naszej osobowości. Osobiście muszę przyznać, że wykonałam wszystkie, zaprezentowane w książce ćwiczenia, jednak zabrakło mi weń stosowniejszych wniosków i opisów każdej sytuacji. Mam świadomość, że wymagałoby to o niebo więcej pracy od autora, a zarazem wydłużyło publikację o dobre 50 stron. Sądzę jednak, że warto zadbać o to przy kolejnym wydaniu.

Jak mogę zreasumować tę pozycję? Książka należy do dobrych publikacji psychologicznych. Zawiera informacje dotyczące opisywanego zjawiska, stara zdefiniować się pojęcie „roztargnienie” i przede wszystkim – jasno omawia konkretny temat. Czasem jednak odniosłam wrażenie, że autor „leje wodę”, aby wydłużyć swoją przemowę. Stary studencki trick, przy pisaniu sprawozdań – kiedy nie mam pewności, dopiszę jeden przymiotnik (określający „wyjątkową” sytuację) i będzie z głowy. ;)

To tyle.


Kiedy psychologia bada roztargnienie... - czyli recenzja książki R. Studenskiego

Otrzymując książkę od wydawnictwa Impuls miałam dziwne przeczucie, że pozycja ta dedykowana jest specjalnie dla mnie. Któżby inny wiódł tak chaotyczne życie, jak ja? Podczas lektury zdałam sobie jednak sprawę, że podobnych do mnie istot na tym świecie jest cała masa i podejrzewam, że nawet Wam, Drodzy Czytelnicy, zdarza się zatrzasnąć klucze w samochodzie, pójść do urzędu miasta w celu wyjaśnienia pewnych formalności i tak zaaferować się innymi sprawunkami, że administracja nie ujrzy Was nawet na oczy, albo po prostu wtargnąć do apteki prosząc o czerwony lakier do paznokci. U mnie sytuacje te, choć wydają się być komiczne, zdarzają się na porządku dziennym. Ja sama już przywykłam do mojego „dziwnego”, a czasem i „nietypowego” usposobienia. Bowiem wierzcie mi, że tak jak z tym lakierem – mina farmaceutki była genialna, a moje „że… jak to?” mówiło samo za siebie. Skończmy jednak tę dygresję i wróćmy do publikacji pana Ryszarda Studenskiego.


„Transgresja jest cechą, która często współwystępuje z innowacyjną przedsiębiorczością i jest słabo reprezentowana w profilu cech, w którym znaczące miejsce zajmuje roztargnienie”

Długo zastanawiałam się, czy mogę opiniować tę książkę, ponieważ byłam piekielnie zła na autora! Jak to ja jako, po pierwsze – kobieta, a po drugie – studentka zarządzania, nie nadaję się do bycia liderem w przedsiębiorstwie? Dobrze, wszystko rozumiem, kobiety mają swoje humory, zachcianki i przede wszystkim są o niebo bardziej roztargnione od swoich partnerów, jednak pracę wykonujemy wszyscy podobnie. Psychologiczne udokumentowanie mniejszych predyspozycji kobiet do pełnienia różnorakich funkcji, dotyczących szeroko pojętego zarządzania uważam za niesprawiedliwe, bowiem powierzone obowiązki, które zostały ściśle sprecyzowane, wszyscy wykonujemy tak samo. W przypadku liderów moje zdanie także nie ulega wątpliwości…

Postanowiłam jednak kontynuować lekturę z nadzieją, że stosowne wnioski wezmę sobie do serca i spokojnie przeanalizuję całą publikację.

Wszyscy wiemy, że codzienne roztargnienie bywa kłopotliwe dla nas samych, ponieważ utrudnia koncentrację i zdolności poznawcze. Bywa też, że stajemy się przez nie bohaterami powtarzanych z ust to ust anegdot naszych znajomych i przyjaciół...

Książka ta ma pomóc zrozumieć nam poziom swojego roztargnienia, zbadać czy jest ono już problemem utrudniającym normalne życie, czy zwykłą, uwarunkowaną genetycznie cechą naszej osobowości. Muszę przyznać, że wykonałam wszystkie, zaprezentowane w książce ćwiczenia, jednak zabrakło mi weń stosowniejszych wniosków i opisów każdej sytuacji. Mam świadomość, że wymagałoby to o niebo więcej pracy od autora, a zarazem wydłużyło publikację o dobre 50 stron. Sądzę jednak, że warto zadbać o to przy kolejnym wydaniu.

Jak mogę zreasumować tę pozycję? Książka należy do dobrych publikacji psychologicznych. Zawiera informacje dotyczące opisywanego zjawiska, stara zdefiniować się pojęcie „roztargnienie” i przede wszystkim – jasno omawia konkretny temat. Czasem jednak odniosłam wrażenie, że autor „leje wodę”, aby wydłużyć swoją przemowę. Stary studencki trick przy pisaniu sprawozdań – kiedy nie mam pewności, dopiszę jeden przymiotnik (określający „wyjątkową” sytuację) i będzie z głowy. ;)

To tyle. Miłego, (nie)roztargnionego, wieczoru!

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje
Wywiad: Portal Warszawa i Okolice

Recenzja książki: Sodoma

Recenzja książki: Sodoma
Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie