- 17:55
- 5 Comments
Kolejna publikacja Piotra
Kołodziejczaka wpadła w moje ręce. Książkę otrzymałam jeszcze przed Świętami,
ale brak czasu i przygody z nadgarstkiem nieco zepsuł mój harmonogram. Mam więc
dzisiaj dla Was Nie rób mi tego,
lekturę, która jest moim czwartym spotkaniem z autorem.
Kupując tę książeczkę w księgarni
otrzymacie płytę CD. Ja takiej dołączonej do zestawu nie miałam, a więc trudno
mi ocenić przyjemność z czytania podczas cichych, instrumentalnych brzdękań,
ale prześledzone opinie wskazują, że naprawdę warto czytać ją w takim
akompaniamencie. Co więcej, książka Nie
rób mi tego jest częścią trylogii, w której skład wchodzą jeszcze Wschody do nieba oraz publikacja pt. Klępy śpią.
Naszą główną bohaterka jest
Aneta, studentka literatury Uniwersytetu Rosyjskiego, zmuszona do przerwania
nauki w celu rozpoczęcia leczenia. Dziewczyna wraca do Polski i tu na dobre
rozgrywa się nasza fabuła, która pozornie zdaje się być bardzo błaha. Anetę
otacza wielu życzliwych ludzi, gdzie wśród nich spotyka Krzysztofa –
zauroczonego jej osobowością mężczyznę. Nic jednak nie jest proste i kolorowe w
życiu naszej bohaterki. Aneta jest typową, drobnomieszczańską duszyczką. Pragnie
uciec do wielkiego świata, przeżyć przygodę swojego życia i zacząć coś, z
niczego. Przyznam, że wiele momentów, a nawet cech jej charakteru ukrytych jest
w głębi mnie samej. Ja także wyrwałam się z sideł niewielkiej wioski, uwielbiam
naleśniki (nawet nocą) i poszukuję własnej ścieżki, która zaprowadzi mnie do
szczęścia. Nie będę opowiadała Wam szczegółów czy zdradzała biegu zdarzeń. Koniecznie
poświęćcie tej książce godzinę, może dwie i sami poznajcie tę historię. W książkach
Kołodziejczaka ukrytych jest wiele mądrości, głębokich myśli i cała gama
prawdziwych zdarzeń, jakie niejedna osoba doświadczyła na swojej skórze. Wydaje
mi się, że to jest głównym powodem mojego entuzjazmu przy zabieraniu się za
lekturę.
Jeżeli miałabym zwrócić uwagę na
okładkę – wcale mi się ona nie podoba. Jest bardzo prosta, stonowana, ale nikt
mi nie powie, że rzuca się w oczy. Pióro autora mogę jednak zachwalać
godzinami. Piotr Kołodziejczak posługuje się bardzo dopracowanym, lekkim i
przystępnym językiem. Książki nie trzeba czytać, ona czyta się sama. Stawiamy
kubek gorącej herbaty na stoliku, siadamy w ulubionym fotelu i na godzinę
odrywamy się od szarej codzienności. Lektura ta jest ewidentnie skierowana do
kobiet, z resztą sam Autor wielokrotnie powtarzał, że pisze właśnie dla pań. Poruszane
problemy często są realne, życiowe i to właśnie dzięki nim potrafimy odnaleźć
siebie między wierszami.
Do przeczytania tej książki
zachęcam i zachęcała będę. Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Borgis oraz Księgarni Internetowej dopoduszki.pl:
Puść już mnie to kolejna książka Piotra Kołodziejczaka, która
trafiła w moje ręce. Jest niejako kontynuacją znanej mi już publikacji Kobieta niespodzianka, bowiem główną
bohaterką jest Ewelina – businesswoman,
będąca skrajną feministką.
Książka ma nam pokazać, że pewne zdarzenia potrafią zmienić nasze życie. Czasem podejmowane decyzje są dobre,
inne absurdalne i nijak nie akceptowane przez społeczeństwo. Charakter Eweliny
ukształtował toksyczny związek. Użyta przez Kołodziejczaka retrospekcja pozwala
nam zweryfikować źródło problemu, wokół którego została osadzona fabuła
książki.
Ewelina była niegdyś
zamężna. Dokładała wszelkich starań by zarówno związek, jak i relacje obojga
partnerów rokowały przykładnym i godnym pozazdroszczenia małżeństwem. Niestety Rafał,
albo nie potrafił docenić jej uczuć, albo czuł się stłamszony w sidłach dziewczyny ponieważ nie dość, że zapił rocznicę, to postanowił ją zdradzić. Mało która kobieta nie poczułaby się dotknięta
czy urażona w takiej sytuacji. Eweliną historia trzyletniego małżeństwa
wstrząsnęła na tyle, że postanowiła odizolować się heteroseksualnego świata. Prowadzi
rodzinną firmę, w której pracują wyłącznie kobiety, a żaden mężczyzna nie ma
prawa wstępu. Jak jednak pokierowane zostaną losy bohaterki, gdy na horyzoncie
pojawi się intrygujący fizjoterapeuta o imieniu Jan? Jak na przywracanie harmonii życia zareaguje były mąż kobiety, który ponownie pojawia się podczas ich rocznicy? I przede wszystkim - kogo ponownie poślubi Ewelina? O
tym dowiecie się, gdy przeczytacie książkę. Ja nie pozwolę sobie na uchylenie
tego rąbka tajemnicy, bowiem cała przyjemność z lektury umknie Wam w mgnieniu
oka. J
Puść już mnie jest trzecią książką Piotra Kołodziejczaka, którą
przeczytałam. Muszę przyznać, że przy takiej znajomości pióra i twórczości
autora, książki zdają się być bardzo przewidywalne. Zakończenie nie wzbudza już
tak skrajnych emocji, a niektóre wątki są aż nadto oczywiste. Niemniej, lektura
nadal jest przyjemna. Książki Kołodziejczaka pochłania się w przeciągu jednego
popołudnia. Nie mniej, nie więcej.
Zachęcam więc Was do zaprzyjaźnienia się z
tą propozycją. Czego chcieć więcej, niż przyjemnej, lekkiej lektury po
pracowitym dniu? Dla mnie publikacje autora są takim odizolowaniem się od rzeczywistości kiedy wiem, że nie mogę sobie pozwolić na kilkutomową sagę, którą mam od tygodni na półce. Czasem każdy z nas potrzebuje prostych książek, które pomagają się zrelaksować. Tutaj mistrzem pióra jest Piotr Kołodziejczak, który wiernie opowiada o kobiecych problemach i perypetiach. Co więcej, opowiada często o zdarzeniach realnych i codziennych.
Za Puść już mnie dziękuję Wydawnictwu Borgis:
- 10:10
- 2 Comments
„Kiedy już raz założysz sobie kajdanki namiętności, wtedy zdjęcie ich
wymaga nie lada wysiłku”
W kajdankach namiętności to kolejna powieść spod pióra Piotra
Kołodziejczaka. Autor ma już na swoim koncie liczne książki obyczajowe, m.in. Wschody do nieba, Nie rób mi tego, bądź Kobieta niespodzianka, ale ja nigdy
dotąd nie miałam styczności z jego twórczością. Zapytacie pewnie, czy stanę się
teraz wierną fanką i zacznę wertować dotychczas wydane publikacje
Kołodziejczaka. Odpowiedzi jednak na te pytanie nie znam, bowiem z jednej
strony oczarował mnie świat intryg, a z drugiej – przecież nigdy nie lubiłam
kryminałów… Pozwólcie jednak, że przejdę
do meritum mojej pracy i opowiem Wam, co nieco, o książce.

Lektura jednak nie jest zwykłą,
sztampową opowiastką, którą z zapartym tchem przeczyta każdy. Zawiera w sobie
wiele mądrości i życiowych porad, których szukać możemy wyłącznie pomiędzy
wierszami.
„Wydawało mu się, że w związku dwojga kochających się ludzi raczej
należy się wspierać. Uczestnictwo w rozwoju zawodowym i karierze osoby bliskiej
powinno cementować związek.”
Książka Kołodziejczaka została
podzielona na dwadzieścia pięć rozdziałów, które obejmują codzienne życie
Justyny, spotkania z Barkiem (kochankiem), wydarzenia w pracy, a także opisy
zbrodni poprzedzone „historią” ofiar oraz retrospekcje, pozwalające nam na zrozumienie
fabuły i poczynań bohaterów. Nie ukrywam, że nigdy dotąd nie spotkałam tak
klarownej publikacji, bowiem W kajdankach
namiętności każdy rozdział ma przypisane pewne zdarzenie, którego ściśle
dotyczy. To bardzo dobry sposób na przedstawienie poszczególnych faktów, ponieważ
taka forma zapisu uniemożliwia zagubienie się w podczas lektury.
Jedynym elementem, na który chciałabym
wrócić uwagę jest okładka, która ze względu na swoją pstrokatość kompletnie nie
przypadła mi do gustu. Zakończenie książki wyjaśnia nam, dlaczego została ona
przedstawiona w taki, a nie inny sposób (bynajmniej nie mówię tu o kolorystyce),
jednak wielu czytelników (włącznie ze mną) podejrzewało, że będzie to kolejna
opowieść w stylu Fifty Shades of Grey.
Nic bardziej mylnego - historia okazała się
być powieścią obyczajową z rozbudowanym wątkiem kryminalnym, ale pomimo
intrygującej fabuły nie mogę nazwać jej kryminałem. Niemniej jednak, gdybym
miała ocenić książkę dałabym jej 7/10 punktów i gorąco poleciła wszystkim, lubiącym
czytać pod ciepłym kocem.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Borgis, Portalowi DoPoduszki.pl:
- 12:26
- 7 Comments