- 10:14
- 2 Comments
Jak to mówią, dobrych książek
nigdy za wiele. Sęk w tym, że dzisiaj muszę nieco zmodyfikować to powiedzenie,
bowiem świetnie zaaranżowanej literatury wojennej wiecznie jest… za mało. Patriotów 44 Marka Ławrynowicza pochłonęłam w przeciągu jednego
popołudnia - smętnego, zimnego, jesiennego wieczoru przy lekkim brzasku
światła. Wierzcie mi, było warto dodać własną atmosferę do tej publikacji.
Początkowo wypatrywałam w tej
książce głównych bohaterów, pierwszo- i drugoplanowych postaci, które choć
powracają do nas w kolejnych rozdziałach, nie są nigdy motywem przewodnim.
Najważniejszą postacią tej historii jest dom, kamienica zbudowana przez Żydów,
jeszcze przed II Wojną Światową, i prowadząca nas przez kolejne lata i meandry
polskości. Jaki jest jej adres? Powstańców 44.
Jak już wspomniałam, dom ten
wybudowali Żydzi zmęczeni przepychem i zatłoczeniem miasta. Zamieszkali w swojej
własnej kamienicy położonej nieopodal Warszawy i mając nadzieję, na spokojną
starość… nagle spędzono im sen z powiek. Dlaczego? Wszyscy wiemy, że w
momencie dojścia do władzy Adolfa Hitlera rozpoczęto proces czystek rasowych. Antysemici
nakazywali Żydom nosić Gwiazdę Dawida, zasiedlać się wyłącznie w przeznaczonych
do tego rejonach, by swobodnie móc z nich szydzić i szykanować ich rodziny. Na Patriotów 44 wojsko tak szybko nie dotarło,
a choć w radio głoszono o czarnych
chmurach nad stolicą, leśna polana była dla mieszkańców cichą oazą. Miejscem, do
które zło nie zdołało się przedrzeć. Niestety jednak spokój bardzo szybko został zmącony W momencie, w którym rodzina zastanawiała się, jak wdrożyć
obowiązek przesiedlenia do warszawskiego getta, getto przyszło do nich. Dom
ich ogrodzono, a życie, choć za kolczastym drutem, toczyło się dalej, i dalej… w
końcu jednak poprowadzono wszystkich mieszkańców na stację kolejową. A co
wydarzyło się dalej? Doskonale wiecie.
Patriotów 44 zamieszkiwali
kolejni lokatorzy, czas płynął, mijały lata, a tam pojawiały się nowe twarze i
osobowości. Każdy szukał czegoś zupełnie innego, jedni potrzebowali spokoju,
inni próbowali zapomnieć o traumatycznych wydarzeniach, kolejni marzyli o
odnalezieniu swoich bliskich, a wspólnota mieszkańców była zlepkiem historii i
doświadczeń, które nie zdołałyby nigdy ze sobą współgrać. Każdego jednak
poznajemy z osobna, każdemu poświęcony jest oddzielny rozdział obnażający jego
tajemnice i odsłaniający choć krótką historię jego losów. Na Patriotów 44
mieszkają rusyfikatorzy oraz pracownicy PKP, kwaterę otrzymał również Ubek, ale
i zrozpaczona kobieta, wiernie wyczekująca swojego syna. Postaci zostały
opisane w mistrzowski sposób. Każdy jest swoistym indywiduum, każdego
potraktowano z osobna.
Sądzę, że opis widniejący na
okładce jest świetnym podsumowaniem historii, bowiem jest to „opowieść o
mieszkańcach pewnego domu. Tych sprzed wojny, którzy go zbudowali, marząc, że
będzie dla nich schronieniem do końca życia, z okresu wojennego i tych z czasów
PRL. Jego mieszkańcy doświadczyli zmiennych kolei losu: zbrodni i miłości,
podłości i szlachetności, chwil szczęścia i samotności. Usiłowali przetrwać w
świecie, który był nieprzewidywalny, czasami balansując na granicy tragifarsy i
absurdu. A dom trwał razem z nimi...”
Dodam tylko, że Marek Ławrynowicz
ma fenomenalne pióro, potrafi nie tylko rozbawić czytelnika, ale wzruszyć i
poruszyć jego serce. Nie należę do osób „płaczących” przy książkach, ale
wierzcie mi, w pewnym momencie aż trudno wyzuć się emocji i nałożyć chłodną
maskę. Uważam więc, że to doskonała książka pod każdym względem. Lektura nie
jest skierowana wyłącznie do miłośników wojennej i powojennej literatury, bowiem
osadzenie wątków w historii jest jedynie tłem dla losów naszych bohaterów.
Gorąco polecam!
Za egzemplarz serdecznie dziękuję
Wydawnictwu ZYSK i S-ka:
Kobieta o Kobietach silnych psychicznie, odpornych na ból, honorowych i
bitewnych w walce o niepodległość Polski, czyli niesamowity zbiór opowiadań Stanisławy
Kuszelewskiej-Rayskiej, będący debiutem literackim autorki. Długo zastanawiałam
się, od czego zacząć swoją recenzję. Czy ta książka jest dobra? Nie, ona jest
bardzo dobra. Czy zaskakuje? Owszem, nawet budzi kontrowersje. Czy jest
głęboka? Pewnie, wywiera niesamowite wrażenie na czytelniku. Czy można ją tak
po prostu zignorować i ominąć? Nie, nie można. Kobiety to publikacja, która idealnie wpasuje się do biblioteczki
miłośników II Wojny Światowej. To książka dla nauczycieli, którzy chcieliby
przekazać swoim podopiecznym garść realnych faktów i przeżyć z perspektywy
uczestnika zdarzeń. To lektura obowiązkowa dla kobiet w pewnym sensie
zagubionych w życiu. To nieprawdopodobna historia niesamowitych kobiet, które
być może odegrały kluczową rolę w walce z okupantem.
Kto jeśli nie kobiety-łączniczki,
kobiety-sanitariuszki, kobiety-matki-żony-córki wpłynął na bieg zdarzeń? Kto jeśli
nie silna wola i wiara w to, co tak odległe pozwoliło nam zwyciężyć? Stanisława
Kuszelewska przedstawia nam historie, które wydarzyły się naprawdę podczas zbrojnej
walki z hitlerowskimi Niemcami. Wraz z bohaterami opowiadań wędrujemy ulicami
Warszawy, widzimy śmierć oraz głód panoszące się na każdym kroku, obserwujemy
ból rodzin, cichą rozpacz i stratę najbliższych.
Kiedy czytałam tę historię,
podziwiałam Kobiety, które opisała
Pani Stanisława. Należy zaznaczyć jednak, że była ona jedną z „tych” pań, które
brały czynny udział w walce z okupantem. Priorytetem było opatrywanie rannych,
ukrywanie Żydów, przekazywanie rozkazów, szmuglowanie broni, a nawet długie
wędrówki kanałami, ratując niewidomych, słowem pomoc „swoim” na każdej z
możliwych płaszczyzn. To oczywiście
tylko kilka wątków, na które składa się całą książka. Kiedy zagłębicie się w
lekturę, na pewno nie wyjdziecie z podziwu dla kobiet przenoszących Hostię
chorym w każdy piątek, czy odważnej bohaterce, która chcąc uratować łącznika
odebrała od niego broń i poleciła ukryć się w gmachu jej żeńskiej szkoły.
Publikacja została bardzo przystępnie
napisana – język książki jest bardzo plastyczny, dialogi nadto realne. Autorka za
wszelką cenę starała się oddać atmosferę tamtych czasów i muszę przyznać, że
tak trudna sztuka, niesamowicie się jej powiodła. Do lektury zachęcała będę na
pewno każdego z Was, bowiem sądzę, że pewne historyczne wątki znać powinniśmy
wszyscy. Książka Stanisławy Kuszelewskiej-Rayskiej jest według mnie swego
rodzaju autobiografią. Na kartach pozornie niewielkiej książki przeżywamy
głęboką historię, która dotyczy naszych dziadków i pradziadków. Autorka przedstawiła
heroiczną walkę o warszawę, niesamowitą bitwę o wolną Polskę, za którą ginęły
tysiące ludzi. Wydaje mi się, że niewiele książek budzi tak skrajne emocje, a
więc Kobiety polecam dodać do kanonu lektur obowiązkowych w swojej
biblioteczce.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję
Wydawnictwu ZYSK i S-ka
- 08:08
- 2 Comments

.jpg)