­
­

Pod szkarłatnym niebem - Mark Sullivan

O II wojnie światowej czytam naprawdę dużo. Odkrywanie kolejnych faktów nie tylko budzi szereg kontrowersji, ale jest ciekawym zastrzykiem wiedzy, która w obrębie własnych zainteresowań staje się niezwykle ważnym czynnikiem rozwoju. Tak było i w tym przypadku. Koniecznie sprawdźcie, dlaczego warto sięgnąć po najnowszą powieść wydawnictwa Edipresse Pod szkarłatnym niebem.


O najnowszej książce Marka Sullivana mówi się dużo. Niezaprzeczalnym argumentem jest jednak fakt, że cała historia została oparta na biografii Pino Lella, zapomnianego włoskiego bohatera, przez lata pełniącego funkcję szofera jednego z nazistowskich przywódców. Dzięki autentycznym zdarzeniom, ubranym w fabularną historię, mamy okazję poznać losy człowieka, który w pełni zasługuje na nasze uznanie i szacunek, a jednocześnie sięgnąć po kolejną odsłonę oblicza II wojny światowej.

Pod szkarłatnym niebem to poruszająca książka o nazistowskiej okupacji i miłości, która pozwala przerwać największe katorgi. Nasz główny bohater na pozór jest zwyczajnym nastolatkiem. Początkowo nie chce dołączyć do swoich rówieśników, stanąć ramię w ramię w obronie niepodległości swojego kraju, jednak w dniu zniszczenia jego domu, weryfikuje swoje poglądy. Najpierw przyłącza się do aliantów, przeprowadzających Żydów przez Alpy, później staje się częścią najważniejszej siatki konspiracyjnej, będąc w epicentrum zdarzeń. Jako kierowca generała, Hansa Leyersa, ma dostęp do informacji, które znane są tylko ścisłemu gronu z otoczenia Hitlera. Narażając z kolei swojej życie, decyduje się współpracować z oddziałami zbrojnymi, które mogłyby przyspieszyć zakończenie wojny. 

Fenomenalna książka Marka Sullivana to zbiór prawdziwych zdarzeń, które miały miejsce na terytorium Włoch. Lellia mając zaledwie siedemnaście lat za pośrednictwem radia krótkofalowego, przekazywał aliantom i ruchowi oporu kluczowe informacje, dotyczące wywozu Żydów do obozów koncentracyjnych, ważnych ośrodków bojowych III Rzeszy, które należy zbombardować czy planowanych akcji militarnych. Pomyślicie, że to tylko brawura młodego człowieka, jednakże to dzięki niemu, 25 kwietnia 1945 roku został pojmany jeden z najważniejszych żołnierzy niemieckich i przekazany w ręce sprawiedliwości. 

Cała historia napisana została lekkim, plastycznym językiem. Książka bez wątpienia powinna znaleźć się na półce każdego miłośnika historii, który losy II wojny światowej, chciałby poznać z innej perspektywy, niż ta, do której zostaliśmy przyzwyczajeni. Gorąco polecam! 

Dziewczyny Wyklęte - Szymon Nowak

…bo najważniejsze historie to te prawdziwe.

Dziewczyny Wyklęte to książka, jakich mało. Realna, głęboka, prawdziwa. Przyznam, że odczuwałam pewien niepokój. Zawsze brakowało mi odrobiny pokory, by zadumać się w literaturze opartej na faktach i opowieściach innych ludzi. Tutaj, co i rusz czytamy dialogi bohaterów, oglądamy ich fotografie i wsłuchujemy się w cichy głos narratora, oprowadzającego nas po życiu patriotów, prawdziwych Polaków.

Wojna jest straszna. Nie daj, Panie Boże wojny. To wojna przerwała szczęśliwe i beztroskie dzieciństwo…

Szymon Nowak oprowadza nas po życiu szesnastu kobiet, dziewcząt, które „oddały Ojczyźnie swoje najpiękniejsze lata, swoją młodość i swoje życie”. Spotykamy się ze śmiercią, charyzmą i chęcią niesienia pomocy. Widzimy krew i jątrzące się rany, odbieramy salwę ostrzału NKWD, cierpimy i boimy się wraz z nimi.  Kobiety nie wychodzą z bronią na ulicę. Każda z nich jest po to, by wesprzeć innych. Każda ciężko pracuje i ryzykuje własnym życiem, aby uratować swoich towarzyszy broni.

Autor zwraca niebywałą uwagę na psychikę kobiet. To one pamiętają najgorsze i najlepsze chwile. To one otaczają troską i opieką rannych. To im należy się niebywały szacunek i pewnego rodzaju hołd, bo to właśnie kobiety, pozornie delikatne, wątłe i wrażliwe odgrywały i odgrywają niebywała rolę w historii naszego kraju. Nie sądzę, aby ktokolwiek zdołał

Podczas lektury poznacie m.in. Perełkę, dziewczynę, która nigdy dotąd nie była zakochana. Dziewczynę, która z przestrzelonymi nogami marzy o mężu, a nawet prosi księdza, by modlił się o jej szczęście i powodzenie. Dziewczynę, która odnajduje swoje niebo wśród zgliszczy, lodowatej posadzki i garści słomy u boku młodego partyzanta. I to nic, że dookoła nadal trwa wojna… Nie ominiecie również represji, tortur, a nawet brutalnego traktowania siostry zakonnej. Cóż, dla oprawcy wróg, jak każdy inny.

Czy książkę warto przeczytać? Oczywiście, że tak. Autor być może narzuca nam swój sposób myślenia, który z perspektywy kobiety może być momentami nieco kontrowersyjny. Jako płeć piękna znamy sobie i swoje zachowania z nieco innej strony, przedstawia jednak niesamowitą wolę walki i chęć niesienia pomocy innym. Nie dostajemy książki o „babochłopach”, wybaczcie kolokwializm, ale taki zwrot słyszałam dziesiątki razy w odniesieniu do współczesnych kobiet „w kamaszach”. Autor pokazuje nam jednak tę charyzmę, siłę i wrażliwość wśród bezwzględności XX wieku. Analizując własne zachowania, my, kobiety, pamiętamy mnóstwo rzeczy i szczegółów, troszczymy się zarówno o bliskich, jak i nieznajomych. Nie tracimy nigdy nadziei i wierzymy do ostatniej chwili w cel swoich zmagań. Nowak pokazuje właśnie takie kobiety. Te, które świadomie wyszły na ulice miast, te, które chciały walczyć o lepszą przyszłość. Te, które miały odwagę umrzeć na swoją Ojczyznę.


Gorąco polecam!

Za książkę dziękuję wydawnictwu FRONDA
Przeczytaj fragment: >>TU<<

Marcos Chicot i Zabójstwo Pitagorasa


W zasadzie chyba nigdy nie lubiłam matematyki. Jedni mówią, że przedmiot jest ciekawy i inspirujący, inni, że są humanistami i nie dość, że go nie potrzebują, to dodatkowo nie potrafią sobie z nim poradzić. Cóż, nie należę do żadnego grona. Matematyka na studiach technicznych potrafi przyprawić o mdłości. Całki, różniczki, masa twierdzeń, a wśród nich to jedno, powtarzane od lat - twierdzenie Pitagorasa.

Dzisiejsza recenzja jednak z twierdzeniem wspólnego ma niewiele. Nie zagłębiamy się w podręcznik dla szkół średnich, a powieść historyczno-kryminalną. Mało tego, z wątkami miłosnymi!

Tytuł książki Marcosa Chicota Zabójstwo Pitagorasa początkowo wprowadza czytelnika w błąd. Nie mamy tu bowiem śmierci starożytnego uczonego, a kandydatów na jego następcę. Dlaczego więc  i tak powinniśmy po nią sięgnąć?

Rozpoczynając lekturę zostajemy wprowadzeni do realiów życia w 510 p.n.e.  roku w Krotonie. Pozornie błaha sceneria i zawiązanie fabuły pozwala nam poznać i zrozumieć wspólnotę Pitagorejską w życiu codziennym. Niestety jednak jej założyciel, Pitagoras, czuje zbliżającą się śmierć, a co za tym idzie postanawia wybrać swojego następcę. Wybór jest trudny i niejednoznaczny, bowiem każdy z uczniów potrafi wykazać się rozmaitymi umiejętnościami i udowodnić swoja pozycję w grupie. Konkurencja rośnie w siłę, a wraz z nią zamordowany zostaje najlepszy kandydat na to stanowisko, Kleomenides. Za nim giną kolejni, a czytelnik zostaje pozostawiony sam sobie. Pierwszą myślą jest fakt, że to jeden ze słabszych kandydatów próbuje zlikwidować konkurencję. Kolejną - że coraz więcej do czynienia mają tu przeciwnicy ideologii Pitagorasa. Kto jednak zdoła rozwiązać tę zagadkę? Co zmieni przyjazd Akenona do miasta? Czy odgadniecie, która z drugoplanowych postaci jest zabójcą  i dlaczego posuwa się do tak okrutnych czynów? Sięgnijcie po Zabójstwo Pitagorasa!

Książkę polecam osobom, dla których nie tylko twierdzenia matematyczne są ciekawostką (autor bowiem wielokrotnie lawiruje pomiędzy nowinkami a twierdzeniami, wykazując się swoją wiedzą i fascynacją tytułową postacią książki), a także miłośnikom "powolnych książek". Jak dla mnie fabuła ma zbyt mało zwrotów akcji. Owszem, autor wodzi nas za nos, niejednokrotnie sugeruje pozorne rozwiązanie zagadki, jednak nie pozwala nam od razu obnażyć prawdy. Jeżeli więc chcecie spędzić dobrych kilkanaście godzin z lekturą, gorąco polecam! 



Za egzemplarz dziękuję 
wydawnictwu MUZA S.A. 




Uwaga!
Kochani! Do wygrania książka Zabójstwo Pitagorasa! Co należy zrobić, by zgarnąć swój egzemplarz? 
1) Polubić i udostępnić publicznie ten post, co jest jednoznaczne z wyrażeniem chęci udziału w konkursie;

Zabawa trwa do 04 października, do godziny 23:59 
Emotikon grin


Wysyłka nagrody tylko na terenie Polski.
Zapraszam do udziału w facebookowej zabawie! :)

Śmierć frajerom - Grzegorz Kalinowski


Nie ukrywajmy, Warszawa to piękne miasto. Zarówno ta sprzed lat, jak i ta, rozwinięta technologicznie i pełna drapaczy chmur z czasów dzisiejszych. Niebywały jednak jest fakt, że mieszkam tu od pięciu lat, a nadal z zapałem odkrywam coraz to nowe tajemnice stolicy. Przez ostatnie dni pozwoliłam się porwać na niesamowitą wycieczkę w czasy I wojny światowej i III Powstania Śląskiego, oprowadzał mnie Grzegorz Kalinowski, a moim przyjacielem stał się Henio, Heniek Wcisło. Przeżyłam zdarzenia, których nigdy nie opowiedzieliby mi dziadkowie. Zobaczyłam kamienice, te piękne, odrestaurowane w czasach dzisiejszych i te, które bombardowania zdmuchnęły z powierzchni ziemi. Widziałam. A czy Wy odważycie się sięgnąć po książkę "Śmierć Frajerom"?

Dawaj wiersz - to strzelecki rów, okrzyk i rozkaz:
Bagnet na broń!

Heńka poznajemy w 1914 roku. Trudne czasy, nie sądzicie? Abstrahując od fabuły, czasem zastanawiam się, jak bardzo wybuch wojny odbił się na życiu szarych ludzi. Jak diametralnie przyszło im przemeblować swoją codzienność na rzecz wsparcia kraju, czy zapewnienia bezpieczeństwa sobie i swoim najbliższym. W książce Kalinowskiego swobodnie przechodzimy pomiędzy kolejnymi wątkami, a nasz Henio z dziesięcioletniego chłopca staje się w końcu Henrykiem, i uwaga, ma na to tylko 520 stron. Akcja więc jest bardzo klarowna, autor ma lekkie pióro i w czarujący, przezabawny sposób ukazuje nam prawdziwe oblicza tamtych czasów. Sam Henio momentami przypomina mi tytułowego Kubusia Fatalistę. Jest bystry, charyzmatyczny i czasem nieobliczalny. Mało tego, Chce wstąpić do wojska, by walczyć z bolszewikami, a z upływem czasu poznajemy przy jego boku najznakomitsze postaci historyczne, jak Witkacy, Józef Piłsudski, Stefan Starzyński czy Władysław Broniewski.

- A komu potrzebne być starszym? Kto dzisiaj się tak spieszy? Człowiek chce być młodszy, a już szczególnie dla poboru i wojska.
- Kiedy ja chcę iść do wojska! - Te słowa wypowiedział już zdecydowanie, tak jakby Mosze Kugel nie był drukarzem, tylko oficerem werbunkowym. Stary Żyd z Pasażu Simonsa zdecydowanie nie był wojskowym i nie był tez entuzjasta arimi.
- To ty lepiej idź do lekarz od głowy - zgasił go jak ledwie tlącą się świeczkę.
- Na niego już za późno - przyszedł z pomocą Adaś.
- To niech idzie do taki doktor, co leczy nogi, może on co pomoże. da lekarstwo i nogi pójdą we właściwą stronę. Wojsko to straszna choroba, aj waj, aj waj, co pana, panie Henryk, opętało?
- Przygoda.
- Przygoda? Przygoda to jest wtedy, jak pan, panie Henio, udajesz się na wyprawę, jak pan płyniesz statek przez morze, jak pan chcesz żyć całym życiem, a wojsko? Tam co najwyżej mogą zabić. Ja panu powiem, co pan chcesz, pan chcesz być obrońca ojczyzny, co ma karabin, mundur i czapkę. Pan chcesz być ważny człowiek, pan potrzebujesz być dorosły?
- No tak, od początku tak mówiłem.
- No to ja nie poradzę. Skoro ja nie mogę poprawić pana głowy, to ja mogę poprawić pana dokument. (...)

Książkę warto przeczytać z dwóch, może trzech powodów. Po pierwsze - historia Warszawy, miasta, którego już nie spotkacie w rzeczywistości. Wierzcie mi, lub nie, ale gdy otrzymałam książkę, spędziłam dobrą godzinę na analizowaniu nadrukowanych na okładkach map, poszukując różnic w topografii dzisiejszej stolicy. Druga sprawą są wątki historyczne. Okres dwudziestolecia międzywojennego, wyroków na szpiclach, III Powstania śląskiego, niemieckich nalotów czy walk z bolszewikami to fakty, które powinien znać każdy Polak. Historia Heńka przesycona jest nostalgią, trudnym dorastaniem, utratą bliskich, ciągła nauką, bólem, brutalnością, wolą walki, patriotyzmem i niejednokrotnie śmiechem. To moja pierwsza styczność z "powieścią łotrzykowską", ale zapewniam, że nie ostatnia. Kolejnym ważnym elementem jest stworzenie książki, nasyconej uszczypliwościami, zabawą słowem, czasem gwarą czy językowymi naleciałościami np. Żydów, ale i wielokrotnie naigrywanie się z nich. Pozwolicie, że zakończę jednym z "dowcipów" aspiranta Konrada Strasburgera (Przypadkowa zbieżność nazwisk? ;)
- Panowie, posłuchajcie, co za szmonces! Żyd pyta Boga: Najwyższy, co ja mam robić, mój syn się ochrzcił! A na to Bóg: Mój też! (...).

Książkę gorąco polecam zarówno miłośnikom historii, jak i kochającym dobre powieści na jesienne wieczory. Osobiście nie wiedziałam czego spodziewać się po tej propozycji, bowiem skusił mnie jej tytuł i gabaryty, a okazała się strzałem w dziesiątkę. Chylę czoło przed Grzegorzem Kalinowskim i proszę o więcej takich propozycji na polskim rynku.

 
Za swój egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MUZA




Naziści na celowniku sprawiedliwości... Czy to realne?

Zawsze Wam mówiłam, że uwielbiam czytać biografie, a jeśli w grę wchodzą jakże popularnie sformułowane „historie germańskich oprawców” zaczynam uśmiechać się od ucha do ucha i czytam z zapartym tchem. Tak też się stało, kiedy trafiła do mnie książka Naziści na celowniku sprawiedliwości autorstwa Donalda McKale. Nie jestem oczywiście żadnym typem despoty czy sadysty, po prostu zawsze ciekawiły mnie losy ludzi, zwykłych szarych jednostek, w okresie II Wojny Światowej.

Nie od dzisiaj wiadomo, że obozy koncentracyjne i cała idea III Rzeszy o eksterminacji Żydów była bestialskim aktem ludobójstwa. Podzielili oni ludzi na klasy, wyselekcjonowali jednostki „aryjskie”, a resztę skierowali do katorżniczej pracy, a później - do stracenia. Książka przypomina nam, że Niemcy bardzo poważnie potraktowali rozkazy dotyczące czystek rasowych, bez względu na narodowość czy pochodzenie. Mam tutaj na myśli obiecywany „lepszy świat/sanatorium/ośrodek pomocy” dla osób niepełnosprawnych, których… po prostu zabito pomimo tego, że byli rodowitymi Niemcami. Żołnierze tępo wykonywali rozkazy swoich przełożonych. Zabijali, ponieważ bali się konsekwencji i oskarżenia o dezercję. Takie są zasady wojny. Pod tym względem żaden naród nie był „lepszy”. Jedyne, co mogli - nie katować ludzi „dla zabawy”. Właśnie to powinno stać się głównym aktem oskarżenia w trakcie każdego, z opisywanych przez autora przesłuchań czy procesów. Na dobrą sprawę – podczas wojny każdy z nich walczył o swoje życie, a biologia i natura ludzka mówi nam, że kiedy obawiamy się o siebie, swoją rodzinę, swoich bliskich – posuniemy się do wszystkiego, nawet rzeczy najbardziej sprzecznych z kanonem moralnym. O tym autor nie mówi, choć szczegółowo przedstawia nam biografię oprawców, którzy uciekli przed sprawiedliwością, a historia nie zdołała się o nich upomnieć. Regularnie przez kolejne stronice przewija nam się Adolf Hitler, Hans Frank, Hermann Görling czy Franz Stangl – postaci, których przedstawiać nie trzeba, ale także „Anioł Śmierci”, czyli Josef Mengele przeprowadzający najrozmaitsze doświadczenia medyczne w bloku X, Wilhelm Boger oprawca uwielbiający „Huśtawkę” dającą bezpośredni dostęp do genitaliów przesłuchiwanego (szczegóły musicie sprawdzić sami), bądź Irma Grese – najpiękniejsza sadystka za obozowymi murami…  

Książka ta jest przede wszystkim zbiorem biografii, które wyłaniają się w trakcie rozmów z byłymi więźniami obozów, bądź podczas bezpośredniej weryfikacji w trakcie procesów. Autor bardzo obszernie opisuje wszystkie zdarzenia, dba o szczegóły, a więc pomaga nam w odbiorze tej książki. Moja wiedza dotycząca okresu II wojny światowej jest jednak bardzo obszerna. Wiele zamieszczonych informacji o aryzacji oraz idącej za nią „kwestii żydowskiej” wiedziałam już wcześniej. Nie znaczy to jednak, że książka była dla mnie bezużyteczna. Wręcz przeciwnie, pierwszego dnia, zaraz po otrzymaniu publikacji przeczytałam prawie 200 stron w niespełna godzinę. Pokaźny gabaryt, przy tak świetnym piórze autora to niewielkie wyzwanie dla każdego czytelnika. Przyznam się Wam, że bardzo przeraziła mnie grubość tej książki, ponieważ wydawała się być wprost nieproporcjonalna do ilości nauki, którą mam teraz na głowie. Okazuje się jednak, że nie było się czego obawiać. Osoba, która interesuje się poczynaniami hitlerowców, równoległymi „oswobodzeniami” przez NKWD oraz losem ludzi, po których kompletnie nic nie pozostało przeczyta tę książkę jednym tchem. Gdyby tego było mało, warto wzbogacić swoją wiedzę o procesy w Norymberdze, na których terminy celowo zostały nałożone pozostałe rozprawy niemieckich oprawców, ale już na terenie ZSRR! NKWD załatwiało swoje sprawy w cieniu prawdziwych batalii na ławach sądowych. Nikt więc nie zwracał uwagi na kolejne mordy i współprace nawiązane przy wschodniej granicy…

Książka Naziści na celowniku sprawiedliwości ukazuje nam też zbiorowe przerzucanie odpowiedzialności za masową eksterminację Żydów, czyli, dzisiaj nam znany, Holocaust. Wielu Oberstgruppenführerów (generałów SS) łkało podczas procesów, mówiło, że nie byli poinformowani o „kwestii żydowskiej”, ani nie czują odpowiedzialności za masowe zbrodnie. Lista kłamstw i oszczerstw, które latami powtarzane zostały zapisane w protokołach i stały się jedynym (poza zeznaniami ofiar) dowodem w sprawie. Nie sposób się dziwić, że najwięksi zbrodniarze w historii zostali uniewinnieni, bądź osadzeni w nowoczesnych więzieniach, którym daleko do warunków Alcatraz, bądź nieco bardziej tematycznego - Auschwitz Birkenau. Oczywiście niejeden adwokat wyciągnął swojego klienta, któremu później dane było umrzeć w domowym zaciszu pomimo tego, że jego koledzy zawiśli na szubienicy.

Naziści na celowniku sprawiedliwości to bardzo ciekawa propozycja, jednak nie dla każdego czytelnika. Musicie mieć w sobie tego „bakcyla”, który będzie śledził historię przodków z zapartym tchem i gdzieś w duchu, współczując im, nadal próbuje dosięgnąć sprawiedliwości. Jeśli jednak przygotowujecie się do konkursu związanego z historią współczesną – także wzbogacicie swoją wiedzę o bardzo cenne informacje. Muszę powtórzyć słowa Thomasa Carlyle’a, który jasno stwierdził, że „historia to niezliczone biografie”. Słowa te są aktualne dzisiaj oraz będą przez kolejne wieki. To ludzie tworzą historię, to oni oscylują pomiędzy dobrem, a złem. To od nich zależy, jak będzie wyglądał kolejny dzień, to ich decyzje mogą zniszczyć świat… Naziści na celowniku sprawiedliwości pokazują, jak wiele leży w gestii poszczególnych jednostek.



Za książkę dziękuję Wydawnictwu MUZA:




Mały osiołek, a jednak... Zabawka Boga.

Kiedy dostałam informację od Wydawnictwa Bernardinum, że otrzymam książkę Zabawka Boga, przez dobre dziesięć minut byłam skonsternowana. Zapoznałam się z opisem publikacji na stronie Wydawcy, jak również na witrynie Empiku. Cóż tam znalazłam? Zobaczcie sami: Powieść sensacyjno-historyczna oparta na faktach. Znakomicie zarysowane czasy I wieku n.e., pierwszych wspólnot chrześcijan oraz krucjat w Ziemi Świętej na przełomie XII i XIII wieku. Świetnie pokazana Jerozolima, dwór Saladyna w Damaszku, świat templariuszy, zakony we Francji, średniowieczna Etiopia oraz – co niezwykle ciekawe – dokładnie te same miejsca dziś. Trzyma w napięciu od pierwszej strony do rewelacyjnego finału. Recenzenci porównują klimat powieści do dzieła Umberto Eco „Imię róży” i bestsellera Dana Browna – „Kod Leonarda da Vinci”. Zrecenzowanie tak obiecującej książki wydało mi się niełatwym zadaniem, jednak postanowiłam się go podjąć.

Zacznijmy więc od autora,  Tadeusza Biedzkiego – czy ktoś z Was, Drodzy Czytelnicy, słyszał już to nazwisko?  Sama nie kojarzyłam go w pierwszym momencie, jednak – jak się później dowiedziałam -   znany mi już Sen pod Baobabem to właśnie jego publikacja. Najzwyczajniej w świecie podczas lektury nie zwróciłam uwagi na podpis widniejący na okładce. Niemniej - do czego zmierzam - mimo, że  autor Zabawki Boga  nie jest popularny okazuje się, że pisze on bardzo przystępnym, oplatającym sidła czasu językiem. Lektura potrafi wciągnąć nas na kilka godzin i porwać w otchłań starożytności.  Z moich spostrzeżeń wynika, że wiele osób niechętnie sięga po publikacje polskich autorów. Mnie również to dotyczy, jednak jeśli nie będziemy tego robili – nie wyklaruje się nowy Sapkowski czy Pilipiuk. Jeżeli  mowa już o twórczości Tadeusza Biedzkiego mogę śmiało  stwierdzić, że warto sięgnąć po jego książki. Nie bez powodu wspomniany Sen pod Baobabem został uznany za najlepszą książkę podróżniczą  2012 roku. Dzisiaj jednak opowiem Wam o najnowszej powieści tego autora, Zabawka Boga, którą gorąco polecam.

Publikacja, jak już wspomniałam, jest jedną z najnowszych książek wydanych przez Wydawnictwo Bernardiunum. Opis  zakłada, że jest to powieść „sensacyjno-historyczna”, dla mnie jednak zabrakło w nim adnotacji o pewnego rodzaju reportażu, bowiem nie dość, że wędrujemy po starożytności ubarwiając sobie drogę licznymi fotografiami, to poznajemy też psychologiczny zarys społeczeństwa średniowiecznego. Możemy również wywnioskować, co kierowało ludźmi, jak przedstawiali świat i jak daleko brnęła chrystianizacja. Pierwsza część książki jest dla nas wędrówką u boku Miriam i świętego Jana. Przedstawia nam też małego Jefraima, tragedię jego rodziny i przekazanie niezwykłej tajemnicy swojemu wnukowi… Nie zdradzę Wam, co jest motywem głównym owej książki, napomknę tylko, że tytuł „Zabawka Boga”, to klucz całej historii. Sami musicie się przekonać, czy nasi główny bohaterowie rozwiążą zagadkę pozostawioną im przez Andrzeja:

Pojedź tam, gdzie matka była,
Kiedy z Janem uchodziła.
W Jerozolimie rozpocznij,
Odwiedź potem miejsc aż sześć,
A w Efezie już odpocznij.

Zobacz to, co zobaczyli,
Zobacz, co widziałem ja,
A to, co się nie zmieniło,
Rozwiązanie wnet ci da.

Ułatwisz sobie zadanie,
Gdy wykonasz to działanie:
1-4, 2-7, 3-1, 4-2,
5-2, 6-6, 7-5, 8-7,
Tu skończona męka twoje
I w przeszłości męka moja.

Wejdź wtedy w dalszą drogę, ‘
W miejscach obu postaw nogę.
W pierwszym – cuda tam zobaczysz,
W drugim, wierzę – cel wypatrzysz.
Gdy go tylko poznasz, to nie zwlekaj,
Szybko w miejsce to uciekaj.
Wejdziesz w górę tam po skórze,
Skręcisz w prawo, tuż przy murze.

W głębi stoi skrzynia stara,
Nie myśl wcale, że to mara.
W jednej skrzyni skrzynka druga,
A w niej trzecia, niezbyt długa.

Tu skończona twoja droga,
Boś odnalazł rzecz od Boga.
// strona 35-36; Treść Zagadki //                                                        

Książka jest idealna dla miłośników starożytności. Ja osobiście znalazłam  w niej„coś dla siebie”, a był to interesujący reportaż, jak również nota biograficzna o biblijnych postaciach. Nie ukrywam, że niebywale wzbogaciłam swoją wiedzę, choć tak naprawdę nigdy nie interesowała mnie Syria czy Etiopia. Podziwiam jednak wiedzę autora – dbałość o szczegóły i przedstawienie ich w tak przystępny sposób to niebywały  wyczyn! Jeszcze raz zachęcam Was do lektury.


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Bernardinum:





Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje
Wywiad: Portal Warszawa i Okolice

Recenzja książki: Sodoma

Recenzja książki: Sodoma
Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie