­
­

Czerwony Kapitan - Premiera filmu z Maciejem Stuhrem!

Warszawska premiera filmu Czerwony Kapitan już za nami! 22 sierpnia w Kinie Luna odbył się pokaz prasowy z udziałem Macieja Stuhra (głównego bohatera), Michała Kellera (reżysera filmu) i zaangażowanych w produkcję osób.

Plakat Filmu
Akcja filmu dzieje się w 1992 roku, a jest to moment przełomowy. Ważne wydarzenia, takie jak rozpad Czechosłowacji, upadek Muru Berlińskiego czy wolne wybory w Polsce po upadku komunizmu to historyczna chwila, w której nie możemy czuć się bezpiecznie. Wolność słowa jest jeszcze pojęciem nikomu nieznanym, a za posiadanie niewygodnych akt i teczek można często przypłacić życiem. Czerwony Kapitan to film, uznawany przez wielu za dobre, męskie, mocne kino – kryminalna intryga. W filmie nie zabrakło pościgów, licznych scen walki i nierozwiązanych zagadek, a całość przyrównałabym do produkcji Pasikowskiego czy Smarzowskiego.

Film rozprawia o trudnym śledztwie, gdzie ambitny, młody detektyw z Wydziału Zabójstw odnajduje zwłoki z licznymi śladami tortur – połamane palce, igły pod paznokciami, aż w końcu gwóźdź w czaszce, będący bezpośrednią przyczyną zgonu denata. Richard Krauze wraz ze swoim partnerem, Eduardem, postanawia rozwiązać zagadkę brutalnego morderstwa. Jaką rolę w tej bezlitosnej zbrodni pełni kościół? Kto rządzi miastem?


   
Nie zabrakło rodzinnego dramatu. 
Chora córka, mrzonki o spokoju i wspólnie spędzonych wakacjach, braku kontaktu z bliskimi i chwila wytchnienia to zbiór spraw codziennych, które kreują losy głównego bohatera. Losy ludzkie, wplecione zostały w polityczną intrygę służb bezpieczeństwa i owiane suknem tajemniczej zbrodni. Całość zakrawa niemalże o skandynawski styl twórców, ale pokazuje nam oblicze komunizmu w pięknej, choć niebezpiecznej Bratysławie. Nie bez powodu też krytycy i dziennikarze przypięli na barki Stuhra łatkę polskiego Jamesa Bonda. To on podejmuje wyzwanie rozwiązania zagadki tajemniczej zbrodni i to on, jako jedyny, pełen charyzmy podejmuje ryzyko, które wiąże się z tą sprawą. 

Firm powstał na podstawie książki. Książka powstała na faktach, które zaczerpnięte zostały z autentycznych przeżyć i tropów pozostawionych słowackiemu wymiarowi sprawiedliwości. Autor powieści, Dominik Dán, od 25 lat pracuje jako czynny detektyw wydziału kryminalnego słowackiej policji oraz konsultant ds. kryminalnych ministra spraw wewnętrznych.

Premiera Filmu 23 sierpnia, Kino Luna
Czarny humor króluje!
Dowodem na to, że polskie kino zyskuje coraz większe uznanie jest fakt, że tak wielu świetnych aktorów bierze udział w zagranicznych produkcjach. Niestety nie miałam okazji by porozmawiać z Panem Maciejem, jednak sądzę, że możliwość odtworzenia głównej postaci w zagranicznym filmie była dla niego wielkim wyróżnieniem. Ponadto, podsumowując spotkanie tuż przed premierą, historia ta została osadzona w miejscu, które już nie istnieje. Niesamowite zdjęcia, których autorem jest Kacper Fertacz (Facet niepotrzebny od zaraz, Ostatnia rodzina), dały twórcom niebywałe możliwości w kwestii efektów specjalnych – ich liczba przerosła nawet ekranizację pierwszej części trylogii Władca Pierścieni J.R.R. Tolkiena. Cała produkcja została zwieńczona niebywałym poczuciem humoru, wyrwanym iścicie z brytyjskich czarnych komedii.

Czy film polecam? I tak, i nie. Ogromną wadą dla współczesnych miłośników kina jest dubbing, który nawet mi nie przypadł do gustu. Całość jednak została bardzo świetnie zaplanowana i zrealizowana, ale fabuła nie została pozbawiona tradycyjnych hollywoodzkich akcji. Elementem, który także negatywnie wpłynął na mój odbiór produkcji był fakt, że autorzy ograniczyli nam możliwość analizy wątków i postępowania bohaterów. Aby popchnąć akcję do przodu w sposób, który nie wprawiłby widza w zakłopotanie, za nas rozwiązywali zagadki. Film, będący słowackim książkowym bestsellerem i mało tego, w pełni słowackojęzyczną produkcją zachwycił widzów efektami specjalnymi, grą niektórych postaci i pomysłem na adaptację książki, którą pokochali mieszkańcy całego kraju. Niestety jednak zawiódł pod wieloma względami tych, którzy mieli niebywałą okazję przyjść na premierę. Polecam, abyście obejrzeli Czerwonego Kapitana i podzielili się ze mną swoją opinią. Czy macie podobne odczucia?

facebook.com/MaciekStuhr

Lolo – przezabawny film w klasycznej oprawie.

Nie minął jeszcze tydzień od premiery najnowszej produkcji Julie Delpy, a zbiera ona wiele pozytywnych opinii. Siadając wygodnie w kinie i oglądając czołówkę wyrwaną iście z animowanej wersji „Różowej Pantery” zaczynamy świetną zabawę w jacuzzi!

Po sukcesach 2 dni w Paryżu i 2 dni w Nowym Jorku nominowana do Oscara Julie Delpy ponownie staje za kamerą, aby rozbawić widzów w swojej najnowszej komedii – Lolo. Tym razem na drodze do udanego związku zakochanej pary stają nie rodzice, a nastoletni syn głównej bohaterki.

Wioletta jest po czterdziestce i właśnie przeżywa drugą młodość, spędzając wakacje życia na południu Francji u boku nowego partnera. Jean-René może nie jest typem eleganta, za to charakteryzują go nieprzeciętne poczucie humoru i spontaniczność, które udzielają się nieco sztywnej i pedantycznej Violette. Kłopoty zaczynają się, gdy zakochana para wraca razem do Paryża. Tam następuje brutalne zderzenie z rzeczywistością, a dokładnie z zaborczym, nastoletnim synem Wioletty, który zrobi wszystko, by zniechęcić kochanka matki i pozbyć się go raz na zawsze.

Dwie samotne, dojrzałe kobiety podczas pobytu w SPA rozpoczynają historię Lolo. Początkowo nie do końca jesteśmy w stanie zrozumieć francuski temperament i poczucie humoru, jednakże przezabawne zwroty akcji wprowadzają nas do bajkowej fabuły. Film wbrew pozorom odpowiada nam na wiele nurtujących kwestii. Historie wyrwane z życia to klucz do sukcesu produkcji Delpy i rozbawienia publiczności. Wulgarne aluzje, ironiczne przedstawienie rzeczywistości i niekonwencjonalne zwroty akcji sprawiają, że chętnie oglądamy całą ekranizację. Wyobraźcie sobie ustatkowaną, dojrzała kobietę,  na której granową sukienkę spada olbrzymi tuńczyk -  z winy nieporadnego mężczyzny, Jeana-René. Idealny początek znajomości, prawda? Historia jednak lubi abstrakcyjne zwroty akcji. JR przeprowadza się do Paryża, wynajmując pokój „z widokiem na wieżę Eiffla” i rozpoczyna romans z Violette. Niestety jak w każdej miłości, tak i w tej, ktoś musi stanąć na drodze uczuciu. Lolo (Vincent Lacoste), dwudziestoletni syn naszej bohaterki, robi wszystko, by nie odłączyć się od matki.

Lolo pokazuje nam oblicza związków. Idąc na tę produkcję ze swoim partnerem, niewątpliwie będziecie w stanie skonfrontować Wasze podejścia. Jedyną wadą filmu, niestety dość istotną, jest fakt, iż film Delpy zakrawa o kino Woody’ego Allena. Pytanie, czy jeśli chcemy zrelaksować się po ciężkim dniu, albo tygodniu pracy będziemy zwracali na to uwagę?

Polecam!


Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje
Wywiad: Portal Warszawa i Okolice

Recenzja książki: Sodoma

Recenzja książki: Sodoma
Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie