­
­

Białka Tatrzańska - ferie zimowe pełną parą

Sezon narciarski rozpoczął się w najlepsze! Planujecie wyjazd do Białki Tatrzańskiej? Mamy dla Was inspiracje, na których z pewnością się nie zawiedziecie.


Tym razem nocować przyszło nam w hotelu Toporów przy ul. Środkowej w Białce Tatrzańskiej. Obiekt dzieli się na dwie części - Toporów i Toporów Premium, których zagadki nie zdołaliśmy rozwiązać. Niemniej, w hotelu macie dostęp do strefy saun i basenu/jacuzzi. Miejsc niezwykle przyjemnych, ale bardzo cenionych przez właścicieli obiektu. Jeśli nie macie wykupionego pobytu w stylu all inclusive (jak my), musicie liczyć się z opłatą za każdą, dodatkową usługę. Poza kosztami, ogromną wadą jest dyskomfort podczas przemieszczania się pomiędzy sauną a basenem. Te dwie atrakcje dzieli długi korytarz i recepcja, więc nawet najprostszy savoir vivre jest trudny do spełnienia. 

Niezwykłym atutem jest różnorodność śniadań podawanych w hotelu. Oczywiście i w Toporowie zderzycie się z magią gastronomii, np. podaniem na śniadanie obiadowego ryżu w formie sałatki, ale nie ma co się oszukiwać, tak jest wszędzie. Na ogólną pochwałę zasługują również obiady, zupy zjecie tam przepyszne. Dania główne i desery zależą od smaku i gustu. Nie ujęły nas za serce.


 Stok i warunki

Większość czasu spędziliśmy jednak na stoku, gdzie ani basen ani jacuzzi nie zdołało wygrać ze śnieżną atmosferą. Okazuje się, że Tatryski to bardzo duży resort, liczący aż 15 km stoków narciarskich. Zasada jest również prosta - im więcej osób na stoku, tym więcej dróg zostaje dośnieżonych, a wyciągi pracują dłużej. Skipass, który pozwoli Wam korzystać ze stoku to koszt rzędu 90-120 zł za dzień dla jednej osoby. Ceny są uzależnione od sezonu.

 Jak to jest ze sprzętem?

Jak doskonale wiecie, my inwestujemy w odzież górską, która pozwoli nam w komfortowych warunkach zmierzyć się z niejednym szczytem. Sporty zimowe nie należą jednak do naszych ulubionych, więc zaopatrujemy się jedynie w to, co najważniejsze. Polecamy posiadanie własnej kurtki narciarskiej oraz ocieplanych spodnie z szelkami i odzieży termoaktywnej. Ważne, aby mieć czapkę (bez pomponów), kominiarkę lub BUFF, rękawice chroniące przed wiatrem oraz śniegiem, a także kask. Gogle uznalibyśmy za rzecz nieobowiązkową, ponieważ nie każdy odczuwa komfort, nakładając je na swój nos. Marki, które możemy Wam polecić to Roxy, Rossignol, Salomon, Mammut, niestety jednak oferowane produkty nie należą do najtańszych. Są również rozwiązania pośrednie, ale ważne jest przeczytanie opinii, zwłaszcza tych, dotyczących niezawodności. Zwróćcie szczególną uwagę, dobierając kask. 

Dedykowany do sportów zimowych kask posiada z tyłu pasek, umożliwiający przypięcie gogli. Kaski lepszej jakości mają również materiał, który chroni uszy przed zimnem. Kaski możecie wypożyczyć lub wykorzystać te, które przydają Wam się podczas innych sportów, np. mój kask do jazdy na rolkach jest zabudowany w taki sam sposób jak ten, który dedykowany jest sportom zimowym. Jeśli mam być szczera, kask powinien znaleźć się na Waszych głowach. Informacje na stokach mówią, że tylko osoby poniżej 16 roku życia muszą jeździć w kasku, ale my jesteśmy zwolennikami bezpieczeństwa i ten wyjazd tylko to potwierdził. Możecie jeździć dobrze i czuć się bezpiecznie na stoku, ale nigdy nie macie gwarancji, że na Waszej drodze nie pojawi się mulda, lód lub osoba, która tych umiejętności nie ma. Wystarczy chwila nieuwagi, by stała się tragedia, a świadkiem jednej z nich byliśmy podczas tego wyjazdu. Pamiętajcie również, że kask także możecie wypożyczyć. Komplet sprzętu, taki jak narty, buty oraz kijki to koszt rzędu 30-50 zł za dzień.


Szusowanie

Kotelnica Białczańska to zespół tras, składający się na 3 ośrodki. Każdy z nich opiera się najwyższych szczytach, czyli Kotelnicy (918 m n.p.m.), Jankulakowskim Wierchu (934 m n.p.m.) i Wysokim Wierchu (899 m n.p.m.). Każda z tras jest numerowana, na szczyt dotrzecie koleją krzesełkową lub orczykiem, jednak dostępne dla Was będą tylko czerwone i niebieskie stoki. Nie ma tam ani jednej czarnej trasy. Dodamy, że dwie z nich posiadają licencję FIS, a łączna długość wszystkich zjazdów to ok. 15 km. Muszę przyznać, że jestem mile zaskoczona panującymi warunkami na stoku. Skipass jest bardzo czuły, nie musicie więc wyciągać karty podczas każdego przechodzenia przez bramki. Co więcej, kolej zabiera sześcioro pasażerów, więc w mgnieniu oka kolejka zostaje rozładowana. 





Na stoku czekają na Was również bary i punkty gastronomiczne. Polecamy grzane wino! Oscypki niestety zdołały nas niesamowicie rozczarować, ponieważ specjalnie na życzenie turystów są moczone w wodzie, by były mniej słone. Paskudztwo! Niemniej, całość oceniamy pozytywnie i chętnie odwiedzimy kurort podczas kolejnej wizyty w Zakopanem.

Relaks i regeneracja
Po szusowaniu czas spędzaliśmy korzystając z możliwości, jakie stwarzał hotel, lokalne sklepiki i Netflix. Choć zdecydowaliśmy się na obiady w Toporowie, tradycją stały się oscypki i grzane wino na stoku, a także piwo (podobno dobre na zakwasy). Zaskoczyła nas jego świeżość i nietypowy smak, stąd zagościło z nami na dłużej. 

Jeśli pogoda nie dopisze, polecamy pojechać do Zakopanego. Poza oczywistymi atrakcjami, jak Krupówki czy skocznią, możecie odwiedzić Cmentarz na Pęksowym Brzysku. Spoczywają tam między innymi: Jan Długosz, Kornel Makuszyński, Maciej Berbeka czy Kazimierz Przerwa Tetmajer.




Odnaleźliśmy również Panią, która sprzedaje pyszne oscypki. Jej niewielka budka mieści się tuż przy wejściu na Krupówki, a certyfikat znajduje się na lewej ściance drewnianego domku. Starsza, uśmiechnięta Pani z pewnością Was miło przywita, możecie u niej kupić sery na “wynos”, jak i spróbować już zgrillowanych z żurawiną.


Niezwykłą popularnością w sezonie cieszą się termy. Polecić możemy Wam Termy Chochołowskie oraz Tatralandię. Terma Bania bardzo nas zawiodła, bowiem znalazły się tam tłumy turystów. Przepychanie się do basenu lub sauny nie wróży nic dobrego. Tam z pewnością nie odpoczniecie.


To chyba tyle. Nasza ostatnia wizyta w Białce Tatrzańskiej była niesamowitym doświadczeniem i zderzeniem wielu uczuć i emocji. Kotelnica miło nas zaskoczyła, z pewnością jest jednym z atrakcyjniejszych kurortów narciarskich w Polsce, a tym samym przyciąga wielu turystów. Jesteśmy jednak ciekawi, czy Wy jeździcie na nartach. A jeśli tak – które stoki należą do Waszych ulubionych. Koniecznie podzielcie się z nami swoimi doświadczeniami.

Paweł Zagumny - Życie to mecz

Urodzony 18 października 39-letni mistrz świata w piłce siatkowej, zdobywca wielu medali, reprezentant kraju – Paweł Zagumny powraca w wielkim stylu. Tym razem jego boiskiem nie jest prostokąt o wymiarach 18x9m, a gra nie toczy się na punkty. Dziś pokazał Wam siebie, swoje prawdziwe oblicze w książce Życie to mecz.

Kto by pomyślał, że takim porównaniem możemy opisać swoje losy? Skąd wziąć siłę by sprostać oczekiwaniom tak wielu osób i dać z siebie wszystko, kiedy kibice patrzą ci na ręce?  Po 18 latach musieliśmy pożegnać Pawła Zagumnego, dziś występuje w barwach AZS Politechniki Warszawskiej i z pewnością trzyma kciuki za swoich kolegów podczas Ligi Światowej.
Autobiografia najbardziej utytułowanego zawodnika w historii polskiej siatkówki: złotego i srebrnego medalisty Mistrzostw Świata, złotego medalisty Mistrzostw Europy, złotego medalisty Ligi Światowej, srebrnego medalisty Pucharu Świata. W trakcie trwającej już ponad 20 lat kariery Zagumny wraz z klubowymi kolegami wielokrotnie zdobywał medale Mistrzostw Polski, był też wicemistrzem i zdobywcą Pucharu Grecji. Grał z największymi siatkarskimi sławami, wiele razy uznawany najlepszym rozgrywającym najważniejszych światowych turniejów, łącznie z Igrzyskami Olimpijskimi, Mistrzostwami Świata i Mistrzostwami Europy. Uczestniczył w czterech Igrzyskach Olimpijskich. 

Szczera opowieść o gigantycznym wysiłku, niezliczonych wyrzeczeniach, bólu i zwątpieniu, ale też o wielkiej radości i satysfakcji, jaką daje uprawianie sportu na najwyższym światowym poziomie. Barwne wspomnienia o ludziach i wydarzeniach z pierwszych stron gazet, kulisy ważnych sportowych wydarzeń, anegdoty i nieznane do tej pory fakty z najnowszej historii polskiej i światowej siatkówki.

Fascynująca lektura dla kibiców jedynej drużynowej dyscypliny, w której od lat Polska utrzymuje się w światowej czołówce, dla wszystkich osób interesujących się sportem, dla każdego, kto lubi czytać o nieprzeciętnych ludziach dokonujących nieprzeciętnych rzeczy. (źródło: muza.com.pl)

Książka to przede wszystkim opis kariery Zagumnego. Wola walki, mobilizacja i ciągłe dążenie do perfekcji. Mamy do przeczytania ponad 400 stron, a wśród nich ciekawostki o życiu rodzinnym, klubowym i w barwach reprezentacji. Wiele rzeczy jest dla nas zupełnie obcych, ponieważ nawet będąc wiernym fanem piłki siatkowej, nie znamy przeżyć naszych bohaterów – to oni, z perspektywy gracza – dają nam niesamowite show na boisku. Nikt jednak nie wie co czują, co myślą, albo jak są traktowani. Czasem pojawiają się medialne kwiatki i wybuchy, albo absurdy takie jak „skarpetki Wlazłego’.

Książka zdecydowanie przybliża nam tę historię „od kuchni”. Polska Siatkówka to niewątpliwie sport, zasługujący na uwagę i zainteresowanie mediów. Osobiście śmiało mogę powiedzieć, że uwielbiam oglądać mecze naszej reprezentacji i mało tego, nigdy nie rozumiałam fanów piłki nożnej. Ten sport jest dla mnie nudny, nic się nie dzieje, ilość bramek i dobrych akcji jest jak na lekarstwo. W siatkówce ciągle coś się dzieje, zawsze pada inne uderzenie, a gracze co i rusz potęgują nasze emocje. Polska reprezentacja także staje na wysokości zadania – może i aktualna kadra, będąca połączeniem ówczesnej ławki rezerwowych i nowych graczy to nie jest to, czego oczekujemy, ale wierzę, że podołają podczas eliminacji.


Wspomnienia naszego rozgrywającego to lektura obowiązkowa dla każdego fana siatkówki i nie tylko. Jeżeli chcecie dawkę emocji i ciekawa autobiografię - polecam. 


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Muza

Na sportowo. Rolki - bezpieczeństwo jest bardzo ważne!

Wiem, że każdy ma swój własny sport i własne preferencje. Jak doskonale wiecie – moim „konikiem” stały się rolki. Z czasem prosto zauważyć, co daje nam mniej lub więcej satysfakcji, a zarazem jest w jakiś sposób pożyteczne dla nas i dla naszego organizmu. Na pierwszym miejscu w mojej hierarchii stoją rolki, a więc kilka słów o tym sporcie i o tym, jak dobrać sobie odpowiedni sprzęt.

Zacznijmy od tego, że doświadczenie uczy zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Jeżeli będziecie jeździli w ochraniaczach, nikt nie potraktuje tego jako ujmę dla Waszych umiejętności. Sami też nie powinniście się wstydzić czy krępować, jeśli chcecie chronić swoje stawy. Ja niestety miałam pewien dystans. Przecież… po co mi ochraniacze? Nawet jeśli się przewrócę, to ewentualnie zedrę trochę naskórka i będzie wszystko w porządku. Pierwszy raz moja teoria legła w gruzach na środku mostu Poniatowskiego w Warszawie. Tak, w centrum miasta. Zamiast ominąć dziurę, pięknie w ją wjechałam po czym padłam na kolana. Oczywiście podarłam spodnie na kolanie, a z rany polała się krew. Tutaj, wspominając zdarzenie, pewna dygresja...




- Lubiłaś te spodnie?
- W sumie kupiłam je miesiąc temu… - Powiedziałam, patrząc z rozpaczą.
- Oj tam! Przynajmniej teraz są modne!

Było to jedno z moich pierwszych wyjść „na miasto” z przyjacielem. Skończyło się zabawnie – przecież nie będę płakać ani nad dziurą w spodniach, ani nad dziurą w nodze. Kolejny chodnik „zaliczyłam”, kiedy wybrałam się na naukę jazdy z Instruktorem. Tak można ująć to w skrócie. O ile hamowanie na płaskiej powierzchni nie było w ogóle problematyczne, o tyle zjazd z wiaduktu, i próba zatrzymania się jednym kółkiem, nieco skomplikował sprawę. Później, i to jeszcze tego samego dnia, padłam zjeżdżając z mostu Świętokrzyskiego tylko dlatego, że kamyczek wkręcił mi się w kółka. Wtedy też nabawiłam się kontuzji moich stawów. Nie mogłam sprawnie poruszać się przez kolejny tydzień, bez ortezy ani rusz! Oba kolana spuchnięte, w jednym naderwane więzadła, w drugim uszkodzona rzepka. Można? Pewnie, że tak! Nie minął jednak tydzień, a ponownie wyszłam na rolki. Ponownie z Instruktorem, ale... w ochraniaczach. Rzecz jasna tradycyjnie padłam na ulicy, ale żeby było zabawniej – w kałużę! :D Idealnie na kolana w wielkie bagno na środku skrzyżowania. Byłam w błocie, ale kolana miałam całe. Dzisiaj mnie to bawi, ale wtedy chciałam rzucić wszystko,  rozpłakać się gdzieś w kącie i wrócić boso do domu. Przekonałam Was?

Nikt nie każe Wam nosić kasku do rugby, ani ochraniaczy na pośladki, choć te ostanie jednak czasem by się sprawdziły.Ważne jest, aby chronić swoje kolana i nadgarstki. Są one bardzo wrażliwe na stłuczenia, a o takie nie trudno. Jeśli jednak stawiacie pierwsze w rolkowym świecie – koniecznie weźcie to pod uwagę. 

Encyklopedia undergroundowego treningu siłowo-kondycyjnego - Zach Even-Esh

Aha
Ostatnimi czasy w modzie są treningi siłowe ponad możliwości ich użytkownika. Młodzi ludzie uczą się pokonywać własne słabości, przekraczać kolejne granice ludzkiej wytrzymałości i podnosić siłę i witalność organizmu przy jednoczesnym tworzeniu pięknej sylwetki. Kiedy przeglądałam po raz pierwszy Encyklopedię undergroundowego treningu siłowo-kondycyjnego czułam przerażenie. Mało tego, spodziewałam się ciekawych rad i wskazówek, a wierzcie mi, wśród zdjęć z podnoszeniem ciężarów, opon, wśród ciężarów i łańcuchów żadna kobieta nie czuje się komfortowo. Chyba.

Ta  książka nie służy do sztampowego budowania masy i zwiększania obwodu w klatce piersiowej. Co więcej, nie motywuje w bezpośredni sposób i nie zachęca do ćwiczeń kolejnego dnia. Poddałeś się? Twój problem! Wymaga za to tężyzny fizycznej, woli walki i akceptacji swoich słabości. Autor opowiada o swojej historii, przekazując siłę czytelnikom. Obrazuje rozmaite techniki, a dzięki temu udowadnia, że te ćwiczenia naprawdę można wykonać. Ktoś je zrobił. Tobie też się uda.
Z perspektywy kobiety skłaniającej się co najwyżej za fitnessem czy lekkoatletyką, książka ta jest teoretycznie nieprzydatna. Jednak dla mężczyzn, którzy chcą pracować nad sobą sprawdzi się idealnie. Publikacja nie ćwiczy jedynie ciała, nie rzeźbi sylwetki i nie dba o rozrost mięśni. Książka ta jest żywym dowodem na przekraczanie granic ludzkiej wytrzymałości i barier, które podświadomie stawiamy przed sobą. Mało tego, lektura przynosi niesamowicie cenną dawkę wiedzy, którą nie tak prosto wyłuskać z prasy codziennej czy podobnych propozycji.
Encyklopedia undergroundowego treningu siłowo-kondycyjnego to książka podzielona na dwie części. Pierwsza z nich to iście biograficzna historia Zacha Evena-Esha o tym po co, i dlaczego. Dowiecie się, skąd wziął pomysł na realizację innowacyjnych metod treningowych, jak nasz główny bohater radził sobie z kontuzjami i dlaczego jego kariera zapaśnika przez wiele lat nie wróżyła sukcesów. Osobiście pogrążyłam się w lekturę pełna podziwu, bowiem liczne próby i tak silna motywacja do wprowadzenia zmian nie jest spotykana w  życiu codziennym. Druga z części to krótki opis błędów, z którymi borykają się sportowcy, a także obszernie opisane metody treningowe. Począwszy od treningów z własną masą ciała, przez siłową pracę z workami treningowymi po... przesuwanie samochodu. To nie wszystko! Wysiłkowych ćwiczeń jest naprawdę wiele, a każde z nich zostało zilustrowane i szczegółowo objaśnione. Z mojej perspektywy - same przerażające ćwiczenia, ale cóż, pozostaje mi chylić czoło wobec tych, którzy są w stanie dotrzeć do tak zdumiewającego etapu.
Czy książkę polecam? Tak, ale dedykuję ją jednak osobom, które wiążą swoją przyszłość z undergroundowym treningiem siłowo-kondycyjnym.  Sądzę, że dla nich taka encyklopedia będzie perełką, jakich naprawdę mało.

Gorąco polecam, a za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu AHA



Rolki, sport idealny!

Osobiście muszę przyznać, że jestem fanką jazdy na rolkach. Sport ten zauroczył mnie już w dzieciństwie, jednak dziś postanowiłam zachęcić Was do spróbowania. Dlaczego? Powodów jest wiele, jednak jak podejść do tematu? Mam dla Was 5 powodów, które mam nadzieję zdołają przekonać Was do 8 kółek. Czas, start! 




1. JAZDA NA ROLKACH WSPOMAGA SPALANIE TŁUSZCZU
Nie trudno się dziwić, że osoby, które regularnie jeżdżą na rokach mają lepszą kondycję, niż ich spacerujący czy siedzący za biurkiem koledzy. Lata temu odkryto, że aktywność fizyczna trwająca dłużej niż 30 minut powoduje znaczny wzrost spalanych kalorii i rozpoczyna długą walkę organizmu w trosce o redukcję tkanki tłuszczowej. Osoba o średnim wzroście i masie 60-70kg  podczas godzinnego treningu jest w stanie spalić blisko 700kcal, 

2. A TAKŻE POPRAWIA KONDYCJĘ
Rolki, jak każdy sport poprawiają wydolność naszego organizmu. Ze względu na przypisanie ich do wysiłków aerobowych, mają pozytywny wpływ na nasz układ krążenia. Wzmacniają tym samym serce i ograniczają ryzyko wystąpienia ciężkich chorób. Należy zaznaczyć, że obciążają nasz organizm mniej niż inne sporty, np. siatkówka czy bieganie, jednakże dzięki temu kładą dużo mniejszy nacisk na nasze stawy. 

3. PIĘKNA PUPA I ZGRABNE NOGI
Nie wierzycie? Sama zauważyłam, jak szybko mięśnie dwugłowe zaczęły zdobić moje uda. W trakcie jazdy na rolkach angażujemy wszystkie duże partie mięśni, a naturalne wymachy nóg na boki wzmacniają również nasz tułów. Pupa? Wiadomo, mięśnie tam ulokowane także zmuszone są do ciężkiej pracy.


Nietypowa książka, w nietypowych rękach - "Sprawność, siła, witalność. Jak Crossfit zmienił moje życie"

- Czy to podejście do sportu, które, jeśli jest stosowane zgodnie z zaleceniami, może cię zabić podczas treningu?
- No cóż: tak.

Kilka dni temu przyszedł do mnie kurier z paczką od Wydawnictwa SQN. Otrzymałam tego dnia dwie książki: długo oczekiwany bestseller Drzewo Migdałowe (o którym niebawem Wam opowiem) oraz publikację T.J. Murphy’ego pt. Sprawność, siła, witalność. Jak Crossfit zmienił moje życie. Przyznam, że to moja pierwsza styczność z tą dziedziną, dyscypliną sportu. Sprawa jest intrygująca, trzeba przyznać, ale czy na pewno dla każdego?

W Crossficie chodzi o to, żeby przekroczyć granice swojej wytrzymałości. Pokazać, że niemożliwe jest możliwym, a sukces to wyłącznie efekt bardzo ciężkiej pracy. Pracy swojego ciała, pracy swojego umysłu i kompilacji odpowiedniej, zbilansowanej diety „bez etykietek” oraz silnej motywacji. Gdy tylko otworzyłam paczkę zabrałam się za lekturę. Wiem, że to nie dla mnie, wiem, że nigdy nie zacznę ćwiczyć z taką intensywnością, wiem, że nie zdołam zmotywować się tak bardzo do żadnego z codziennych obowiązków, ale rozumiem ludzi, którzy „połknęli bakcyla” i nie wyobrażają sobie już dnia bez treningu.

Od pierwszych stron czułam jakąś magnetyczną siłę do tej publikacji, ponieważ wstęp napisany przez Piotra Mohameda jest świetnym motywatorem. To z niego zaczniecie czerpać satysfakcję, to on uświadomi Wam, że pewne rzeczy macie w zasięgu swoich dłoni. Czasem wystarczy uwierzyć, później zrobić pierwszy krok i zagryzając zęby wytrwać w postanowieniach…


W obecnym świecie przesiąkniętym komercją, plastikiem i wyniszczającą nas alienacją ta nowa metoda treningowa i sport oferuje nam coś, o czym pawie zapomnieliśmy: prawdziwe przeżycia. Daje nam dreszcz emocji, wzruszenia i satysfakcję z własnych zwycięstw i przesuwanych granic. Żyjąc w coraz bardziej sterylnej rzeczywistości, unikamy cierpienia i bólu. Zapominamy o tym, że i jedno i drugie jest integralną częścią naszego postępu. 
(…) Treningi często pozostawiają nas bez tchu, obolałych i słabych. Dzięki nim czujemy jednak, że pokonaliśmy własną słabość  strach. 
Krok po kroku stajemy się z powrotem zwycięzcami.


Książka Murphy’ego jest świetnym przygotowaniem do rozpoczęcia przygody z Crossfitem. Sam autor to maratończyk, który przez wiele lat wyniszczył stawy i chcąc odżyć, zacząć żyć na nowo postanowił spróbować swoich sił w tej metodzie treningowej. Jak widać – udało się. Dzisiaj jest jednym z wielu trenerów na całym świecie. Nie wyobraża sobie życia bez ćwiczeń, a o swojej miłości do sportu, trudnej ścieżce od nowicjusza do zapalonego orędownika opowiada nam na kartach Sprawność, siła, witalność. Jak Crossfit zmienił moje życie. Prawda jest taka, że Crossfit to metoda, która pozwala przekroczyć granice ludzkiej wytrzymałości, ludzkiej psychiki, pozwala uświadomić sobie, że „możesz więcej, niż możesz”, ale zaznacza, że wszystko należy wykonywać ze zdrowym rozsądkiem i najlepiej pod czujnym okiem instruktora.

Przyznam jednak, że wielokrotnie uśmiechnęłam się podczas lektury. Co prawda „zafiszkowałam” połowę książki cytatami, które uznałam za godne uwagi, a zarazem motywatorami na moje najbliższe wakacje. Nie, nie mam zamiaru podnosić ciężarów czy podciągać się na drążku, ale chciałabym zmotywować się na tyle, by m.in. z uśmiechem wstać bladym świtem aby pobiegać po okolicy. Książkę utrzymano w stosunkowo zabawnym tonie. Lektura nie nuży, ale wymaga od nas skupienia. Wszystko jednak zostało napisane prostym, bezpośrednim językiem, który bez wątpienia znajdzie sobie wielu miłośników. Sądzę więc, że wskazówki, cenne rady i porady są dzięki temu dużo bardziej przyswajalne i niewątpliwie prościej je wszystkie spamiętać.


Zapytany, dlaczego treningi sprawdzające kondycję otrzymują akurat żeńskie imiona, Glassman odpowiedział:
- Pomyślałem, że coś, co sprawia, że padasz na ziemię i patrzysz w niebo, pytając: „Co to, kurwa, było?”, zasługuje na żeńskie imię…


Opisów poszczególnych rozdziałów nie będę Wam dodawała, bowiem każdy z nich ma w sobie coś, co warto zapamiętać. Weźmy na ten przykład fragment dotyczący odżywiania, gdzie znajdziecie informację o tym, że regularne ćwiczenia nie są jedyną drogą do sukcesu. Aby osiągnąć więcej, aby zrobić jakiekolwiek postępy należy uwzględnić masę dodatkowych czynników, nie pozwalając na ich zaniechanie.

Książkę gorąco polecam. Uważam, że znajdą w niej „coś dla siebie” zarówno aktualni, jak i przyszli Crossfitowcy. Jest to w końcu metoda treningowa, która zatacza coraz to szersze koło, więc tylko patrzeć na jej rozpopularyzowanie w Polsce. Jeżeli jednak Crossfit to nie jest to, czym chcielibyście się zainteresować – i tak warto ją przeczytać. To świetna baza wiedzy dotycząca samego sportu, aktywności fizycznej,  istoty pracy mięśni, odpowiedniej postawy podczas ćwiczeń, zbilansowanej diety i przede wszystkim motywacji. Murphy uświadamia nam, że sukcesy i porażki są nieodzowną częścią naszego życia. Mówi, że każdy sportowiec miał za sobą długą drogę ciężkiej, bardzo ciężkiej pracy, a jego sukcesy są efektem wieloletniej pracy nad sobą…

Zachęcam do lektury!


Za Sprawność, siła, witalność. Jak Crossfit zmienił moje życie dziękuje Wydawnictwu SQN:



Anastasi - Krasnal, który stał się gigantem

Książka Anastasi - Krasnal, który stał się gigantem autorstwa Adelio Pistelliego to jedyny w swoim rodzaju reportaż o jednej z najważniejszych postaci polskiej areny piłki siatkowej – trenerze reprezentacji, dzięki któremu nasz kraj pięciokrotnie stanął  na podium w turniejach: Puchar Świata, Mistrzostwa Europy, Liga Światowa (złoto i brąz) oraz Igrzyska Olimpijskie w Londynie.

Andrea Anastasi niewątpliwie jest i będzie mile wspominaną postacią w historii sportu. Któż inny, jeśli nie siatkarz, a zarazem szkoleniowiec „z urodzenia” („od zawsze” chciał zasiąść na ławce trenerskiej), jest najlepszą osobą na to stanowisko? Anastasi urodził się 08.10.1960 roku w niewielkiej miejscowości,  Poggio Rusco, we Włoszech. Tam też poślubił swoją żonę Erikę, a także pochował najwspanialszego (o czym wielokrotnie wspomina) ojca. Ma dwóch synów, Giulia i Pietra Anastasi.

Książka opowiada nam, jak to młody Andrea piął się po szczeblach swojej kariery – rozegrał aż sto czterdzieści jeden spotkań w barwach reprezentacji Włoch i zwieńczył sukcesy złotym medalem podczas Igrzysk Śródziemnomorskich w 1991 roku. Na ławce szkoleniowców z kolei, zasiadł mając jedynie 39 lat, a więc był jednym z młodszych trenerów w historii siatkówki. Do polskiej kadry trafił demokratycznie – poprzez głosowanie – i choć trudno było mu zaufać, była to jedna z najlepszych decyzji Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się mnóstwa ciekawych informacji o Andrea Anastasi, zachęcam Was do przeczytania książki Anastasi – Krasnal, który stał się gigantem.

Jeśli dane mi wypowiedzieć się o technicznych walorach książki, chciałabym zwrócić Waszą uwagę na gramaturę papieru, głębokie zakładki i idealnie wpasowaną czcionkę, która wielokrotnie stanowi opis do opublikowanych fotografii. Zdjęcia są fenomenalne i pochodzą z różnych okresów. Raz poznajemy młodego Andreę, który właśnie zakończył mecz podczas wakacji, a innym razem szkoleniowca, który właśnie opracowuje krótkie informacje dla siatkarzy, przekazywane im podczas przerwy technicznej. Według mnie jest to świetny album, świetna książka biograficzna na którą winniście zwrócić uwagę.

I wiecie, co jest w tym wszystkim najpiękniejsze? Anastasi, pomimo swojej kariery zawodowej, mniejszych, bądź większych sukcesów ponad wszystko stawiał swoją rodzinę i swoich bliskich na pierwszym miejscu. Nadal powraca do rodzinnego Poggio Rusco, gdzie wszyscy witają go z życzliwością, a i długoletnie przyjaźnie przetrwały próbę czasu. Wydaje mi się, choć być może to wyłącznie moja wysublimowana wrażliwość, że tytuł książki „Anastasi – Krasnal, który stał się gigantem” to także nawołanie „wyższych sfer”, by nadal pozostali… ludźmi.


Za książkę dziękuję Wydawnictwu SQN:




Winter is Coming... a Warszawa skrywa się we mgle.

Muszę Wam się do czegoś przyznać - zaczynam się starzeć. Wczoraj bowiem miałam pomysł na felieton, nie zanotowałam go na mojej małej karteczce i umknął w mig, zanim jeszcze zdążyłam zasnąć. Kto wie, może jeszcze kiedyś dostanę objawiania, poczuję się jakby targnęło mną deja vu i nareszcie stworzę coś, co miało będzie ręce i nogi.

Nadchodzi paskudny tydzień.
Zapewne frazę tę powtarzam co tydzień, jednak ten zapowiada się na przedsezonową sesję z bliżej nieokreśloną liczbą zaliczeń. Otrzymane książki nie wiem, kiedy zrecenzuję. Staram się, ale nie mam pojęcia na ile zdołam przeczytać przekazane propozycje. Każdy jednoznacznie referuje mi, że szkoła jest najważniejsza. Co gorsze jednak - zapewne i  mnie dopadnie na dniach bezlitosna grypa. Cóż tu począć?

W dniu dzisiejszym ominął mnie warszawski Flash Mob na rzecz języka angielskiego, badań marketingowych, organizacji technik przygotowania produkcji i baz danych. Muszę wreszcie wydrukować wszystkie notatki i zabrać się za naukę... 

Chciałoby się rzec: Winter is Coming. Pogoda w Warszawie jest paskudna, wieje chłodny wiatr, i co jakiś czas kapie deszcz. Doczekałam się jednak i przyjaznej rzeczy - bombki zajmują honorowe miejsce w supermarketach, a w centrach handlowych powoli wystawiane są choinki. Pora powoli zaopatrywać się w cukrowe pisaki do pierników! Zastanawiam się nad zakupem na Allegro, jednak przeraża mnie podwyżka cen zaoferowana nam przez Pocztę Polską. Odnoszę nawet wrażenie, że przestaje mi się opłacać wystawianie na aukcjach domowych zbieraczy kurzu, bowiem przy takich cenach nikt tego nie zakupi... Szkoda. Kumuluję krocie podręczników, literatury popularnonaukowej i pięknej, ale nie wszystkie z moich pokaźnych zbiorów są pozycjami, do których jeszcze kiedyś chciała będę powrócić. No i co ja mam z nimi zrobić? Będąc już przy literaturze, chciałabym Wam napomknąć o pastelowym KONKURSIE, który nie cieszy się zbytnio zainteresowaniem. Jeśli mam być szczera, dotychczas trzy osoby wyraziły chęć udziału w akcji, a potrzebne jest minimum dziesięć, ażebym mogła rozlosować nagrodę. Rozumiem, że nikt,  poza zgłoszonymi osobami, nie chce tej książki? Jeśli jednak zmienicie zdanie - zapraszam do zakładki Zapowiedzi & Konkursy

Marzy mi się pierwszy śnieg. Wydawałoby się, że już dawno powinnam wyrosnąć z głośnego wrzasku "Śnieg! Śnieg za oknem!" podczas zajęć, jednak wierzcie mi - potrzebuję tego. Zupełnie tak samo, jak spaceru po Krakowskim Przedmieściu, wizyty w Barze Warszawa na kubku grzanego wina i marudnym jęczeniem,  że znów mi zimno w stopy. Mam jednak aspiracje na świąteczna sesję zdjęciową. Muszę stworzyć nieco pingwinków i Mikołajów i... będzie pięknie. Wyczekujcie więc kolekcji zdjęć tuż przed Sylwestrem. Notabene, w Święta i Nowy Rok będę online. Postanowiłam spędzić dwa tygodnie w domu rodzinnym i przygotować się do egzaminów. To rozsądne, tak sądzę. Nie wydam też zbyt dużo pieniędzy, które w takiej konstelacji przeznaczyć mogę na upominki i słodkie drobiazgi. 

8 grudnia 2013 roku wybieram się na Zemstę w Teatrze Polskim. Byliście może? Stosunkowo za długo chodził za mną ten spektakl, ażeby ominąć go bez większych problemów. :) Mam nadzieję, że nie będę żałowała wizyty, ani pieniędzy na bilet. Obsada wydaje się być w porządku, a Aleksander Fredro napisał dobry scenariusz. Czas więc pokaże... 

To tyle z mniejszych, bądź większych nowości. Wczoraj udostępniłam Wam recenzję książki Rio Anaconda Wojciecha Cejrowskiego, do której jeszcze raz chciałabym Was zachęcić. Fenomenalna, przezabawna propozycja szczególnie, dla europejskich zmarźluchów. ;) We wtorek z kolei pojawi się Tadeusz Biedzki i jego Zabawka Boga. Recenzję napisałam już wczoraj, jednak postanowiłam zrobić "przerwę" w publikacji, ażeby Pastelowy Niecodziennik nie stał pusty przez tydzień. Przed nami też recenzja filmu Czarny Czwartek i książki Ubek. W tym tygodniu niewątpliwie pojawi się też notka o polskiej piłce siatkowej i niezastąpionym trenerze naszej reprezentacji Andrea Anastasim. Piękne czasy. Wedy to żaden mecz nie umknął moim oczom. Oj... było, co oglądać. :) No nic, nie będę rozwodziła się dzisiaj nad tą propozycją, a dopiero pod końcem tygodnia. Przekonacie się z resztą sami! 

Udanej niedzieli, Moi Drodzy! 

Pastelowe Zapowiedzi: Listopad 2013; część 4.

Kings of Leon - Sex on Fire

Kings of Leon, pochodzący ze stanu Tennessee kwartet, podbił świat muzyki na własnych warunkach. Zaprezentował śmiałą mieszankę klasycznego rocka, grunge’u i nowoczesnego brzmienia. Rezultatem okazała się muzyka, która przemówiła do publiczności składającej się zarówno z piętnasto-, jak i pięćdziesięciolatków. W swojej drodze na szczyt Kings of Leon zasłużyli na szacunek Boba Dylana, U2 i wielu innych gwiazd pierwszej wielkości. Z kolei suto zakrapiane imprezy i piękne kobiety sprawiają, że ich nazwisko stale gości w mediach. 

W pierwszej pełnowymiarowej, rzetelnej biografii Michael Heatley śledzi losy Kings of Leon od czasów, kiedy byli jeszcze lokalną grupą pełnych nadziei muzyków, aż do chwili, gdy ich single Sex on Fire, Use Somebody i Notion wspięły się na szczyty list przebojów. Niezwykłe pochodzenie i przekonania członków zespołu, a także ich styl życia, który sprawił, że trzymali się z dala od muzyki popularnej aż do 1997 roku, przyniosły fascynujące rezultaty.
Kings of Leon. Sex on Fire to napisana z rozmachem opowieść o jednej z najbardziej niezwykłych formacji rockowych naszych czasów.

Anastasi - Krasnal, który stał się gigantem
ANDREA ANASTASI urodził się jesienią 1960 roku w Poggio Rusco we Włoszech. I choć na koncie ma niezliczone sukcesy sportowe, za swoje największe życiowe osiągnięcie uważa udane małżeństwo i dwoje dzieci. Przygodę z zawodową siatkówką rozpoczął jako zawodnik i ma za sobą niezwykle bogatą karierę. Rozegrał sto czterdzieści jeden spotkań w barwach reprezentacji Włoch, z którą zdobył mistrzostwo świata, mistrzostwo Europy i wygrał Ligę Światową. Po raz ostatni zszedł z boiska ze złotym medalem Igrzysk Śródziemnomorskich w 1991 roku.
Trzy lata później rozpoczął karierę trenerską. Reprezentację swojej ojczyzny poprowadził po raz pierwszy 28 maja 1999 roku w Sydney. Błękitne, narodowe barwy porzucił po mistrzostwach świata w 2002. Od 2006 przez dwa sezony trenował reprezentację Hiszpanii, z którą najpierw wygrał Ligę Europejską, a potem mistrzostwa Europy. Miesiąc po imprezie, w październiku 2007 roku, został ponownie mianowany selekcjonerem reprezentacji Włoch, którą opiekował się do mistrzostw świata w 2010.
Po zajęciu czwartego miejsca na tym turnieju zdecydował się na zmianę otoczenia i już w lutym 2011 został trenerem reprezentacji Polski. W pierwszym sezonie poprowadził biało-czerwonych do trzeciego miejsca w mistrzostwach Europy i w Lidze Światowej. Jeszcze w tym samym roku, w grudniu, zajął z polską drużyną drugie miejsce w Pucharze Świata, co dało nam przepustkę do Igrzysk Olimpijskich w Londynie w 2012 roku.
[Informacja pochodzi ze strony www.wydawnictwosqn.pl]

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje
Wywiad: Portal Warszawa i Okolice

Recenzja książki: Sodoma

Recenzja książki: Sodoma
Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie