- 12:02
- 27 Comments
Śnieżne Kotły to jeden z najpiękniejszych zakątków Karkonoszy. Znajdują się pomiędzy Łabskim Szczytem (1471 m n.p.m.) a Wielkim Szyszakiem (1509 m n.p.m.), tworząc dwa olbrzymie kotły oddzielone skalistą grzędą. Aby dostać się na szczyt, tym razem proponujemy wyruszyć ze Szklarskiej Poręby szlakiem czarnym, ulicą Turystyczną, prowadzącym aż do Rozdroża pod Kamieńczykiem. Tam wędrówkę należy kontynuować szlakiem czerwonym, mijając przepiękny Wodospad Kamieńczyka na wysokości 846 m n.p.m. Szlak zaprowadzi Was prosto do Hali Szrenickiej. Jeśli jesteście głodni, albo potrzebujecie się wysuszyć (Jak my! Gdyż w drodze na szczyt zaskoczyła nas ulewa), możecie odpocząć w schronisku.
Dalsza podróż nie jest już zbyt wymagająca. Droga prowadząca do Szrenicy, gdzie również czeka na Was schronisko, jest bardzo malownicza. Spacerując nie tylko będziecie mogli odetchnąć, ale i cieszyć pięknymi widokami.
Idąc w kierunku Śnieżnych Kotłów, będziecie mijali Trzy Świnki, grupę skalnych zamczysk mających ok. 8 metrów, usytuowanych na początku Drogi Przyjaźni Polsko-Czeskiej na wysokości 1290 m n.p.m.
Tuż za nimi znajduje się kolejne rozdroże. Możecie wybrać dwa szlaki – czerwony, który zaprowadzi Was do Łabskiego Szczytu, a później aż do Śnieżnych Kotłów lub szlak zielony, zwany Ścieżką pod Reglami, który będzie wiódł malowniczą, skalną drogą do podnóża Kotłów. Uwaga! Szlak zielony jest często zamykany z powodu zagrożenia lawinowego. Przed wyprawą koniecznie sprawdźcie aktualne komunikaty na stronie GOPR
Podróż Ścieżką pod Reglami okazała się fantastyczną przygodą! Pomimo iście jesiennej pogody, droga była naprawdę malownicza, ale i… wypadkowa. Śliskie kamienie dały się we znaki każdemu z nas.
Jeżeli późna godzina nie pozwala Wam na kontynuowanie wspinaczki, nie decydujcie się wchodzić do Czarnej Przełęczy. Zejść polecamy przy Rozdrożu pod Wielkim Szyszakiem, szlakiem niebieskim. Do miasta z kolei dotrzecie Drogą pod Reglami, rozpoczynającą się przy Trzech Jaworach.
Pasja to coś, czego nikt z otoczenia nie potrafi pojąć. Nie raz wymagająca wyrzeczeń, trudna i zbierająca żniwo staje się sensem czyjegoś istnienia i właśnie w taki sposób pozwala na każdy kolejny dzień egzystencji. Góry także mogą być pasją, jednak nie mają litości i to do nich zawsze należy ostatnie słowo. Poznajcie relację prawdziwych zdarzeń. Broad Peak, 2013 rok.
Wyprawa na Broad Peak w 2013 roku zakończyła się tragicznie. Dwóch wybitnych himalaistów, Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski, poniosło śmierć na dwunastej, co do wielkości górze świata. Jak wyglądało te tragiczne zdarzenie oczami polskiej ekipy pod kierownictwem Krzysztofa Wielickiego? A w jaki sposób traktują je inni wspinacze? O tym przeczytacie w książce Broad Peak. Niebo i piekło.
Historia wyprawy ma do dziś wiele nieodkrytych tajemnic. Trudno jednak doszukiwać się winnych i obarczać któregokolwiek z uczestników odpowiedzialnością za to, co wydarzyło się na szczycie Broad Peak. Jedno jednak jest pewne – to góra decyduje o tym, kto wróci z niej żywy i to ona może pozwolić zdobyć swój szczyt. Nie ma reguły. Nawet największe okno pogodowe może nie być wystarczające, aby dana wyprawa mogła zakończyć się sukcesem. Tak było i w tym przypadku. O feralnym zdarzeniu w 2013 roku w mediach było naprawdę głośno. Część osób obwiniała Adama Bieleckiego, kiedy inni traktowali całą sytuację, jako nieodpowiedzialny gest ze strony dwóch wybitnych himalaistów. Czy ten rozdział na zawsze pozostanie niedokończony? Obawiam się, że tak, jednak w górach, choć każdy staje ramię w ramię za swoim bratem, samodzielnie należy decydować o tym, czy jesteśmy w stanie podołać wyzwaniu.
![]() |
Sprawdź na stronie Wydawnictwa |
Książkę Broad Peak. Niebo i piekło czyta się niezwykle lekko. Historia choć trudna, jest niesamowitą dawką wiedzy o ludzkiej psychice, wytrzymałości fizycznej i sile woli, która pozwala pokonywać własne granice. Dramat, który rozegrał się na wysokości siedmiu tysięcy metrów nad poziomem morza to przejmująca, niezwykle trudna kronika wielkich ludzi, którym zawdzięczamy milowy krok dla polskiego himalaizmu. To właśnie 5 marca 2013 polska ekipa dokonała pierwszego w historii zimowego wejścia na szczyt Broad Peak. Musicie koniecznie poznać tę historię. Wierzę, że będziecie pod równie wielkim wrażeniem, co ja.
Kochani, na zakończenie dodam, że Polski Himalaizm Zimowy to program zrzeszający wszystkich miłośników wspinaczki wysokogórskiej, pozwalający podjąć rywalizację między krajami o zdobycie (podczas zimowego wejścia) najwyższych szczytów świata, a mianowicie gór w Himalajach i Karakorum. To dzięki zorganizowanej wyprawie, pod okiem zdobywców Korony Ziemi, zostają wytyczane nowe szlaki, są esksplorowane nieznane dotąd rejony górskie, jak i wzmocniona zostaje pozycja kobiet, które także mają szansę uczestniczyć w wyprawach ku zdobyciu ośmiotysięczników. Fantastyczna inicjatywa, tworzona pod okiem koordynatora projektu, Janusza Majera. Sprawdźcie koniecznie.
- 22:45
- 7 Comments
Turbacz, czyli niepozorna skala o wysokości 1300 m to najwyższy szczyt Gorców i najpopularniejszy kierunek odwiedzany przez turystów zachodnich Beskidach.
Turbacz obiega 7 górskich grzbietów, a na szczycie znajdziecie obelisk i metalową płaskorzeźbę. Droga zaprowadzi Was tym samym na przepiękny taras widokowy. Tam możecie odpocząć na przygotowanych dla turystów ławeczkach. Warto przespacerować się po tym niewielkimi wypłaszczeniu i poświęcić chwilę na kontakt z naturą. Jest naprawdę pięknie!
Skoro na górze górze rozpościerają się tak niesamowite widok, jak w takim razie dpstać się na szczyt? Polecamy wejść szlakiem niebieskimi z Poręby Wielkiej, który momentami jest wyjątkowo stromy, w dużej mierze wiodący kamiennymi schodami. Droga prowadzi przez Suchy Groń i Czoło Turbacza. Polecamy również zejść na chwilę z głównej drogi, by odbić do Polany Turbacza. Tam czeka na Was Szałasowy Ołtarz. Piękne miejsce z tablicą pamiątkową, upamiętniającą liturgię Karola Wojtyły z 1953 roku. Z Polany rozpościera się przepiękny widok na panoramę Gorców. Możecie również chwilę odpocząć na przygotowanych dla wiernych ławeczkach, które były wykorzystywane podczas odprawianej dla pasterzy i turystów eucharystii. Dalsza podróż jest niezwykle prosta i przyjemna, a droga prowadzi prosto do schroniska PTTK na Turbaczu.
Kamienny ośrodek serwuje bardzo smaczne, typowo górskie dania. Zupy, oscypki, pierogi - czego dusza zapragnie. Od samego szczytu dzieli go zaledwie 5 minut, stąd najwyższy punkt możecie zdobyć w dowolnym momencie.
Nasza droga do zejścia początkowo wiodła szlakiem czerwonym. Chcieliśmy zejść z Turbacza do pobliskiej miejscowości, jednak pierwszą część grupy w błąd wprowadziło niejednoznaczne oznakowanie szlaku, drugą z kolei nagłe pogorszenie warunków atmosferycznych. Idąc głównym szlakiem należało skręcić na taras widokowy i nim udać się w dalszą drogę, aż do skrzyżowania ze szlakiem zielonym.
Tu specjalnie dla Was zabawna historia z naszej wyprawy. Sześcioosobowa drużyna w trakcie marszu podzieliła się na dwie sekcje. Szybką oraz wolną. Plan wyprawy został ustalony na szczycie, a każda z grup, dysponując mapą, miała poprowadzić swoją ekipę. Niestety jednak nastąpiły pewne roszady. Ja, idąc z przodu, zatrzymałam się, by jedząc jagody zrobić zdjęcia. Zostałam sama. Bez mapy i bez szczegółowego planu na kontynuację eskapady, ale zawsze mogłam zaczekać na pozostałych towarzyszy z sekcji ”wolnej”. Zaczęły zbierać się czarne chmury, a wiatr wiał coraz silniej. Burza! Nie mogło więc zabraknąć kolejnego filmu na InstaStory. Moi towarzysze się oddalali, a ja pokornie czekałam na rozwój pogodowych zdarzeń. Gdy dotarłam do rozstaju dróg, okazało się, że szlak, który prowadzi do domu wiedzie przez taras widokowy, położony 200 m wyżej niż polana, na której się właśnie znajduję. Nie było wyjścia! Musiałam wdrapać się tam, by nie pozostać sama na środku łąki. Niebo stawało się coraz ciemniejsze, a w strugach deszczu coraz trudniej było dotrzeć innych turystów. W pewnym momencie na horyzoncie zauważyłam dwójkę zaginionych kompanów, ale… dlaczego tylko dwójkę?! Okazało się, że Maciek przyspieszył kroku i również wyprzedził swoją drużynę, dołączając tym samym do sekcji “szybszej”. Niestety jednak to on miał mapę, a nasza trójką podczas silnej burzy pozostała sama na tarasie widokowym. Co robić? Gdzie iść dalej? Należało najpierw przeczekać burzę. W lesie. Nie wystawiając swojego ciała jako mięsa armatniego dla piorunów. Na niedomiar złego, okazało się, że nasi kompani pomylili drogę (mając dwie mapy) i z google maps szukali dobrej trasy. My w spokoju przeczekaliśmy największą ulewę i poszliśmy dalej. Droga zaprowadziła nas aż do zielonego szlaku, którym mogliśmy dotrzeć do Koninek, a stamtąd prosto do domu.
Kolejną z przygód była niespodzianka, którą zgotowała nam Magda. Otóż po zejściu ze szlaku, zmęczeni i przemarznięci marzyliśmy tylko o tym, by dostać się do domu. Przebrać, ogrzać i rozpalić grilla. Tuż przy bramie, włożona została ręka do plecaka, a tam niespodzianka! Brak klucza! Nie wiadomo gdzie, nie wiadomo kiedy, ale z pewnością został zgubiony.
Kolejną z przygód była niespodzianka, którą zgotowała nam Magda. Otóż po zejściu ze szlaku, zmęczeni i przemarznięci marzyliśmy tylko o tym, by dostać się do domu. Przebrać, ogrzać i rozpalić grilla. Tuż przy bramie, włożona została ręka do plecaka, a tam niespodzianka! Brak klucza! Nie wiadomo gdzie, nie wiadomo kiedy, ale z pewnością został zgubiony.
Wbrew pozorom Turbacz nie należy do najprostszych szlaków turystycznych. Nie ma co się oszukiwać, ale choć do wysokich nie należy, momentami droga bywa trudna. Na wielu odcinkach są bardzo strome podejścia, które osobom z mniejszą kondycją mogą przysporzyć wiele trudności. Załóżcie również, że spędzicie na tym szlaku cały dzień. Wszystko zależy od tego, w jakiej kondycji jesteście, o której godzinie wyjdziecie i ile czasu będziecie potrzebowali na regenerację w schronisku. Szacowany czas przejścia w dwie strony to ok 5-5,5h.
Jak podoba Wam się Turbacz? Powiem tylko, że szczyt zaliczany jest do Korony Gór Polskich, czyli listy 28 najwyższych szczytów pasm górskich w kraju, na które prowadzą oznakowane szlaki turystyczne.
- 23:03
- 57 Comments