­
­

Projekt Szekspir powraca, a na pokładzie niezastąpiony Jo Nesbø!

Projekt Szekspir to fantastyczna inicjatywa brytyjskiego wydawcy Hogarth Press, który z okazji 400 rocznicy śmierci Williama Szekspira zaprosił znanych i cenionych twórców z całego świata do stworzenia nowych książek, nawiązujących do dramatów mistrza. Cały projekt możecie śledzić pod adresem www.szekspir.lubimyczytac.pl, tymczasem ja zapraszam do przeczytania recenzji najmłodszego dziecka na polskim rynku Wydawniczym - Jo Nesbo - Macbeth.

Na samym początku muszę zdradzić Wam kontrowersyjny fakt z mojego życia. Jako uczennica, licealistka właściwie nie czytałam książek, które były aktualnie obowiązującymi w szkole lekturami. Wśród tytułów, które trafiły w moje ręce, a później były wykorzystane do pracy maturalnej, znalazł się jednak fascynujący Makbet i motyw szaleństwa, którego zdołałam się w nim doszukać. 

Szekspirowski Macbeth tym razem został przeniesiony w lata 70-te XX wieku, gdzie silny, niezależny policjant, imieniem Duncan, wspinający się po szczeblach zawodowej kariery decyduje się pomóc swojemu przeznaczeniu. Zmotywowany przepowiednią, wsłuchany w słowa swojej Lady, popełnia makabryczną zbrodnię, w której ginie niewinny człowiek. Czy zdolny, błyskotliwy policjant mógłby otrzymać awans, będąc mordercą? Czy piętno, które odcisnął pozwoli mu wieść spokojne życie? Czy lawirując pomiędzy moralnością a zdradą i żądzą władzy ma jeszcze wpływ na to, jak będzie wyglądała jego przyszłość? Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa kobieta, miłość tytułowego Macbetha, czyli szefowa kasyna Inverness.

Sprawdź na stronie Wydawnictwa
Jo Nesbo w swojej najnowszej książce udowodnił, jak dojrzałym pisarzem stał się na przełomie lat. Dzisiaj każda z jego postaci jest bardzo przemyślana i dopracowana. Nie ma nic nie wnoszących wątków, nie ma słów rzuconych na wiatr. We wszystkim, co do tej pory stworzył znalazł się pewien klucz, który pozwala szekspirowskiej historii dać nowe życie. Jestem pod ogromnym wrażeniem, choć momentami lektura mnie nużyła, a na samym początku nie potrafiłam się odnaleźć wśród wątków czy imion bohaterów. Uważam jednak książkę Macbeth za interesującą i bardzo wciągającą. Polecam!

Jo Nesbø - Pragnienie

Wracam do Was w wielkim stylu! Po podróżach małych i dużych, grypie… czas na najnowszą książkę Grupy Wydawniczej Publicat S.A. Pragnienie.


Jo Nesbo kazał wyjątkowo długo na siebie czekać i przyznam, że nieco obawiałam się lektury. Wiedziałam, że przed nami jedna z najgłośniejszych premier tego roku, ale czy napisana w równie dobrym stylu, co poprzednie książki?

Harry Hole zaskakuje wszystkich! Nie jest już funkcjonariuszem, któremu życie ucieka przez palce, a cenionym wykładowcą – legendą w swoim fachu. Nie jest mu jednak łatwo walczyć z pokusą. Docierające wokół komunikaty o makabrycznych zbrodniach to szereg impulsów, które sprawiają, by podjął się rozwiązania ostatniej zagadki w karierze – zagadki, która pozwoli mu uspokoić sumienie i zamknąć sprawę sprzed lat.

Młoda kobieta zostaje brutalnie zamordowana we własnym mieszkaniu. Śledztwo wykazuje, że korzystała z aplikacji Tinder i po udanej randce zakończyła spotkanie we własnym domu. Okazuje się jednak, że cała zbrodnia zostaje czytelnikowi podana na talerzu. Doskonale wiemy, kim jest ofiara, znamy jej imię, nazwisko, pełną biografię. W mgnieniu oka zostaje również odnalezione narzędzie zbrodni, a kryminalna zagadka z pozoru staje się oczywista. Pytanie, czemu morderca rozszarpuje ciało i wypija krew?

Pragnienie to książka, którą pomimo objętości przeczytacie jednym tchem. Wyrafinowana, czasem brutalna, a zarazem enigmatyczna zbrodnia pochłoną Was bez reszty. Jo Nesbo z każdą nową powieścią szlifuje swój warsztat, a jego pióro zaskakuje czytelnika. Gra słów, niedokończone wątki i lawirowanie pomiędzy rozmaitymi elementami sprawiają, że kryminalna zagadka przestaje być oczywista. Nesbo w najznakomitszy sposób wodzi czytelnika za nos, zmuszając do obnażenia zbrodni. Książka w pewien sposób może być też przestrogą dla wielu osób, randkujących przez Internet. Nie sugerowałabym nikomu dosłownego odebrania przekazu, a spojrzenie na to, co Jo Nesbo zapisał pomiędzy wierszami.
Sprawdź na stronie Wydawnictwa
Gorąco polecam Wam lekturę. Jo Nesbo w każdej z powieści udowadnia, że jest niesamowitym pisarzem. Kryminalną częścią zachwycają się wszyscy miłośnicy gatunku, z kolei wiele kobiet niemalże ze łzami w oczach poddaje się emocjom, które serwuje pisarz. Każdy tom przedstawia odmienionego detektywa. Hole raz boryka się z alkoholizmem, później bierze ślub, aż staje się szczęśliwym ojcem. Połączenie realnych, prawdziwych losów bohatera z dynamiczną akcją, brutalną zbrodnią, psychopatycznym mordercą i wciągającą fabułą daje blisko pięćsetstronicowy kryminał najwyższych lotów. 

#6 KSIĄŻKA NA WAKACJE: Jo Nesbø - Syn

Jo Nesbø uzależnia – to pewne. Swoją przygodę z autorem rozpoczęłam od książki Łowcy Głów i ani przez chwilę nie żałowałam tej decyzji. Ostatnie wieczory spędziłam jednak z najnowszą powieścią pt. Syn. Intrygującym kryminałem, będącym świetną odskocznią od przygód Harry’ego Hole!

Zanim zabrałam się za lekturę od razu sprawdziłam, czy wydanie wpasuje się do mojej kolekcji na półce. Jest idealne! Książki z serii Ślady Zbrodni naprawdę cudnie się prezentują i jak już zauważyłam – przyciągają uwagę gości. Pewnie wielu z Was kompletuje różne cykle wydawnicze na swoich regałach, ale tym, którzy jeszcze nie  mają pięknie zastawionej półeczki polecam książki Wydawnictwa Dolnośląskiego. Mnie oczarowały.

Przechodząc do fabuły książki – tym razem odbiegamy od standardowego pióra Jo Nesbø. Autor wyraźnie lawiruje pomiędzy wątkami, bowiem mamy tu więźnia, życie rodzinne, mafijne potyczki, a nawet romans! Wszystko szczegółowo dopracowane i składające się na bardzo klarowną całość. Historię rozpoczynamy za murami jednego z najpilniej strzeżonych więzień w Oslo, tzw. Państwa. Miejsca, w którym nad bezpieczeństwem czuwa rzesza policjantów, architektura budynku wyklucza możliwość ucieczki, a identyfikacja pracowników odbywa się z wykorzystaniem linii papilarnych. Okazuje się jednak, że każde zabezpieczenie można ominąć jeśli prośbę skieruje się do osoby, mającej kolosalny dług wdzięczności, łaknącej wybaczenia. Johannes Halden, pomocnik więzienny, skrywał latami tajemnicę śmierci ojca Sonny’ego Lofthousa, głównego bohatera. Dotychczas oczywiste samobójstwo Lofthousa seniora zmieniło swoje oblicze, a zarazem monotonny bieg naszej historii…


Co decyduje o kształcie czyjegoś życia? Szereg przypadkowych zdarzeń, nad którymi nie ma się władzy czy raczej kosmiczna siła ciążenia, która automatycznie ciągnie człowieka tam, gdzie musi? 

Przyznam, że bardzo spodobał mi się pomysł na książkę. Nie zaczynamy przygody w statecznej familii, którą nagle spotyka wielka tragedia, kiedy w niewyjaśnionych okolicznościach ginie jeden z członków rodziny. Tu na miejsce zdarzenia nie przyjeżdża detektyw, a kryminalna zagadka nie zostaje podana nam na tacy. W tej powieści mamy do czynienia z osadzonym narkomanem, którego ojciec, policjant, został zabity przez bezwzględnych mężczyzn w czarnych garniturach. W niewyjaśnionych okolicznościach ginie też Per Vollan, więzienny kapelan, nakłaniający osadzonych do brania odpowiedzialności za zbrodnie innych w zamian za działkę heroiny, a postrzelona zostaje Agnete Iversen.  W którym miejscu jednak te historie zaczynają się łączyć? Gdzie szukać rozwiązania zagadki? Jak poradzi sobie samotny mężczyzna w walce z norweską mafią i skorumpowaną policją? Przekonajcie się sami. Aby jednak kryminał mógł się dopełnić – nie zabrakło (prawie)emerytowanego policjanta Wydziału Zabójstw i jego młodej, wyjątkowo spostrzegawczej partnerki.

Podczas lektury miałam czasem wrażenie, jakby wszyscy bohaterowie toczyli jakaś prywatną wojnę – Sonny chce pomścić śmierć ojca, Kari łaknie ukończenia studiów  i kolejnych awansów, sidła Nestora nie pozwalają nikomu, by mafijne zbrodnie ujrzały światło dzienne, a policja pragnie tylko… bezpieczeństwa. Własnego bezpieczeństwa. Nie ma się co oszukiwać, Nesbo przedstawił realia, o których nikt głośno nie mówi. Osadził je w niekonwencjonalnej historii  i świetnie zobrazował. Odnoszę wrażanie, że z Jo Nesbø jest tak samo jak z J.K.Rowling, pamiętacie? Trudno nie zauważyć, że każda kolejna książka jest lepsza od poprzedniej. Gdybym miała porównać Syna do Karaluchów, zauważylibyśmy kolosalną różnicę w piórze autora. Najnowsza publikacja jest bardzo sprawnie napisana. Każda część została świetnie dopracowana, a poszczególne wątki szczegółowo opisane. Dzięki temu wchodzimy w fabułę, nie stajemy z boku, nie obserwujemy zdarzeń, a wędrujemy razem z Kefasem i jego partnerką, wraz z Sonnym przeżywamy kolejne przygody…  

Najnowszą powieść Nesbø gorąco polecam. Sądzę, że świetnie sprawdzi się na wakacyjne wieczory,  bowiem przyniesie Wam dreszczyk emocji, a zarazem umili popołudnia. Mi lektura zajęła 3-4 dni, głównie dlatego, że czytałam nocą. Jeśli jednak zabierzcie Syna ze sobą na huśtawkę czy błogie lenistwo w cieniu drzew, przeczytacie ją w mgnieniu oka. Chciałabym niestety zwrócić uwagę na drobny mankament, głównie skierowany do tłumacza, ponieważ musicie uzbroić siew cierpliwość. Włos na głowie zjeżył mi się niesamowicie, widząc spolszczone słówka,  np. lancz. Wydaje mi się, że jesteśmy już na tyle chłonnym językowo krajem, że pewne zwroty budziłyby mniej kontrowersji, jeśli pozostałyby w swojej podstawowej wersji. Poza tym – nie  mam żadnych zastrzeżeń. Życzę wszystkim miłej lektury! :)

Jo Nesbø - i jego najsławniejszy "Łowca głów"

O Jo Nesbø słyszałam wiele. Nigdy jednak nie miałam styczności z tym niekonwencjonalnym autorem i przyznam, że serdecznie żałuję. Co więcej, zawsze omijałam szerokim łukiem kryminały, a to jeszcze większy grzech na moim koncie. Na szczęście jednak, dzięki współpracy w Grupą Wydawniczą Publicat S.A., miałam okazję sięgnąć po książkę Łowcy Głów, która w 2008 roku otrzymała Norweską Nagrodę Czytelników.

Zacznijmy jednak od autora i jego pióra. Sądzę, że wielu z nas ciężko przekonać do książek, które gdzieś ktoś zarekomendował, ale pewne kwestie pozostawił domysłom. Boimy się trudnego, specjalistycznego słownictwa, poucinanych zwrotów, zawiłej fabuły, zaginionych wątków, czy godnych pożałowania kolokacji. Wielu autorów tworzy książkę pod siebie, a potrzeby potencjalnego czytelnika zostają zepchnięte na drugi plan. Jo Nesbø zadbał jednak o swoich miłośników, a sądzę, że jako dziennikarz z kilkuletnim doświadczeniem nie miał trudności z doborem słownictwa. Łowcy głów to bardzo lekka, przyjemna lektura. Każda strona zachęca do przeczytania kolejnej i trwa to aż do zamknięcia książki. Fabuła została wprawnie dopracowania. Mamy tu uknutą intrygę, nieprawdopodobne zwroty akcji i zawiłości, które co i rusz nasuwają nam inne zakończenie tej historii. Jeśli więc przyszłoby mi ukrócić moją opinię do minimum to powiem, że gorąco zachęcam Was do lektury, ale przejdźmy jednak do zarysowania fabuły.

Prolog mówi o kolizji na drodze. Opisuje zderzenie samochodu osobowego z tirem, ale niczego nie wyjaśnia. Jest to dla czytelnika niemałym zaskoczeniem, bowiem urwany wątek pozostaje w naszej głowie, ale nijak nie odnosi się fabuły. Na pierwszych stronicach poznajemy jednak głównego bohatera, Rogera Browna, wiodącego spokojne życie head huntera. Czy historia ta może być dla nas w jakiś sposób zaskakująca? O dziwo tak. Już na początku lektury dowiadujemy się, kim jest „łowca głów”. Otóż Brown pracuje w firmie rekrutującej pracowników na konkretne stanowiska. Na pozór to także zdaje się być normalne, bowiem coraz więcej korporacji preferuje HRowca na zlecenie, zamiast etatowego pracownika. Niemniej, nasz główny bohater posiada świetną renomę, swoistą markę reprezentowaną własnym nazwiskiem, ponieważ każdy z poleconych przez niego pracowników świetnie sprawdził się na swoim stanowisku. W pewnym momencie jednak historia się komplikuje. Nie dość, że dowiadujemy się, iż wspaniały Roger Brown jest złodziejem, jego przyjaciel zostaje uśmiercony  mieszanką środków nasennych, to dochodzi do tego, że kochanek żony zostaje przez nią polecony na stanowisko dyrektora Pathfindera.  Gdzie jednak ukryta jest intryga? I dlaczego nasz główny bohater balansuje na granicy życia i śmierci? O tym przekonacie się, gdy sięgniecie po książkę Łowcy głów.

Jeśli mam być szczera, to bardzo długo zabieram się za lekturę. Książka ta stała na półce,  spoglądała na mnie, co i rusz zachęcając do przekartkowania kilku stronic. W końcu się skusiłam i już pierwszy rozdział zaintrygował mnie na tyle, że postanowiłam przeczytać tę publikację jednym tchem. Od dłuższego czasu interesuje mnie szeroko rozumiany Human Resources, a więc byłam w siódmym niebie, gdy poznawałam interview od strony rekrutera. Co więcej, notatki na marginesach, sztuczki, manipulacyjne tricki, a zarazem umiejętność pozyskiwania najcenniejszych informacji, połączona z mimiką twarzy, elokwencją oraz emisją głosu to klucz do sukcesu, a zarazem bardzo złożony proces, wyćwiczony latami. Nesbø nie przedstawia nam w pełni oderwanej od rzeczywistości, stłamszonej nowoczesnością historii zmyślonych bohaterów. Mamy tu ludzkie tragedie, szarą codzienność, zdradliwą miłość, a także głęboką potrzebę nie tylko wzajemnych uczuć, ale i posiadania dziecka.

Uważam, że książka jest godna uwagi, a więc koniecznie musicie po nią sięgnąć. Gorąco zachęcam Was do lektury, a zarazem dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat S.A. za egzemplarz recenzencki.



"Mamy tu kolejkę trupów i wszyscy marudzą, że każdy ma być pierwszy. To znaczy, nie trupy marudzą, a śledczy..." - Jo Nesbø "Człowiek nietoperz"

Przygodę z Jo Nesbo rozpoczęłam kilka tygodni temu, kiedy przyszło mi zmierzyć się z powieścią Łowcy Głów. Pozytywne opinie, subiektywne rekomendacje i wysokie noty na portalach literackich zachęciły mnie jednak do zaprzyjaźnienia się z twórczością autora, a dzięki współpracy Księgarnią Matras mogłam przeczytać książkę Człowiek Nietoperz. Jak oceniam książkę? Niejednoznacznie. Ma ona swoje wady oraz swoje zalety, jednak za serce ująć mnie nie zdołała.

Pierwszy tom norweskiego cyklu zabiera nas na fascynującą wyprawę do Australii. Poznajemy tam komisarza Harry’ego Hole, który staje się głównym bohaterem serii. Komisarz, to policjant jak każdy inny, wzorowany na wielu powieściach kryminalnych – typowy mężczyzna z traumą, nałogiem i smutną przeszłością dotyczącą relacji damsko-męskich. Na pozór spodziewać możemy się kolejnej knigi, która po przekartkowaniu nie wniesie nic nowego do naszego życia. Tutaj jednak należy powołać się na nazwisko autora. Jo Nesbo naprawdę potrafi zaskoczyć i jednocześnie zachęcić do lektury opornych czytelników!

 Niepokorny śledczy z Oslo wyrusza rozwiązać zagadkę tajemniczej śmierci Inger Holter, norweskiej emigrantki. Początkowo jednak nie jesteśmy wprowadzeni do szczegółów śledztwa, uknutych  intryg, zawiłych scenariuszy zbrodni, a do najprawdziwszej historii Australii, opowiedzianej oczami rdzennego mieszkańca wyspy. Andrew Kensington, lokalny towarzysz Hole, co i rusz wplata nam anegdoty, mity i legendy związane z Aborygenami. Przyznam jednak, że jest to dość ciężki element fabuły. Wydaje mi się, że „Człowiek Nietoperz” to książka, która była swego rodzaju „królikiem doświadczalnym”. Nesbo ćwiczył, szlifował swoje pióro, aby w kolejnych tomach zachwycać czytelników. Dobra połowa książki jest poświęcona wątkom pobocznym, które nijak nie budują napięcia. Wydaje nam się, że poznajmy już historię tytułowego „nietoperza”, kiedy na kolejnej stronie musimy powrócić do codziennego życia w Sydney.  Muszę przyznać, że wielokrotnie miałam zawiedzioną minę, ponieważ te elementy nie sprostały moim oczekiwaniom, ale wiem, że kolejne części cyklu napisane zostały o niebo sprawniej.  Książkę na pewno warto przeczytać, zważając na rozbieżne opinie czytelników. Historia choć nie budzi kontrowersji – nie jest płytka. Nesbo posługuje się specyficznymi formami gramatycznymi, a dzięki temu z uśmiechem przekręcamy kolejne strony. Wybaczmy mu więc australijskie potyczki, na rzecz świetnie zaplanowanej zbrodni. 

- A ile czasu, twoim zdaniem, trzeba, żeby poznać człowieka naprawdę? 
- Poznać naprawdę? (...) na nauczenie się najbardziej wydeptanych ścieżek w wielkim mrocznym lesie nie potrzeba wcale tak dużo czasu. Niektórzy ludzie mają proste dobre drogi z latarniami i drogowskazami. Sprawiają wrażenie, że gotowi są powiedzieć ci wszystko, ale właśnie wtedy powinienieś najbardziej się wystrzegać i nic nie przyjmować za oczywistość. Bo nie na oświetlonych ścieżkach spotkasz zwierzęta, one żują w krzakach i zaroślach. 
- A ile czasu trzeba, żeby poznać zarośla
- To zależy od człowieka, który nimi idzie i od lasu. Niektóre lasy są ciemniejsze niż inne.

Książkę oczywiście gorąco polecam. Według mnie świetnie sprawdzi się w wakacyjne popołudnie przy kubku mrożonej herbaty. Jeżeli mam być szczera, to wcale nie dziwi mnie Nagroda Szklanego Klucza za najlepszą norweską powieść kryminalną. Serce się jednak kraje na myśl, że Człowiek Nietoperz został po raz pierwszy wydany, uwaga, w 1997 roku! Podobnie sprawa ma się z (dzisiaj) kultową Grą o Tron Martina, również napisaną przed laty. Może właśnie takie ksiąki powinny nas przekonywać, by sięgać również po te…  nieznane tytuły? Za jakiś czas zdamy sobie sprawę, że umknęła nam masa perełek tylko dlatego, że nie kojarzyliśmy nazwiska autora, a on właśnie staje się międzynarodową gwiazdą?  Tak czy inaczej – zachęcam do lektury cyklu książek Nesbo, a zwłaszcza do sięgnięcia po publikację Człowiek Nietoperz.

Za mój egzemplarz serdecznie dziękuje Księgarni MATRAS:


"Łowcy głów" czyli HR w kryminalnej odsłonie!

O Jo Nesbø słyszałam wiele. Nigdy jednak nie miałam styczności z tym niekonwencjonalnym autorem i przyznam, że serdecznie żałuję. Co więcej, zawsze omijałam szerokim łukiem kryminały, a to jeszcze większy grzech na moim koncie. Na szczęście jednak, dzięki współpracy w Grupą Wydawniczą Publicat S.A., miałam okazję sięgnąć po książkę Łowcy Głów, która w 2008 roku otrzymała Norweską Nagrodę Czytelników.

Zacznijmy jednak od autora i jego pióra. Sądzę, że wielu z nas ciężko przekonać do książek, które gdzieś ktoś zarekomendował, ale pewne kwestie pozostawił domysłom. Boimy się trudnego, specjalistycznego słownictwa, poucinanych zwrotów, zawiłej fabuły, zaginionych wątków, czy godnych pożałowania kolokacji. Wielu autorów tworzy książkę pod siebie, a potrzeby potencjalnego czytelnika zostają zepchnięte na drugi plan. Jo Nesbø zadbał jednak o swoich miłośników, a sądzę, że jako dziennikarz z kilkuletnim doświadczeniem nie miał trudności z doborem słownictwa. Łowcy głów to bardzo lekka, przyjemna lektura. Każda strona zachęca do przeczytania kolejnej i trwa to aż do zamknięcia książki. Fabuła została wprawnie dopracowania. Mamy tu uknutą intrygę, nieprawdopodobne zwroty akcji i zawiłości, które co i rusz nasuwają nam inne zakończenie tej historii. Jeśli więc przyszłoby mi ukrócić moją opinię do minimum to powiem, że gorąco zachęcam Was do lektury, ale przejdźmy jednak do zarysowania fabuły.

Prolog mówi o kolizji na drodze. Opisuje zderzenie samochodu osobowego z tirem, ale niczego nie wyjaśnia. Jest to dla czytelnika niemałym zaskoczeniem, bowiem urwany wątek pozostaje w naszej głowie, ale nijak nie odnosi się fabuły. Na pierwszych stronicach poznajemy jednak głównego bohatera, Rogera Browna, wiodącego spokojne życie head huntera. Czy historia ta może być dla nas w jakiś sposób zaskakująca? O dziwo tak. Już na początku lektury dowiadujemy się, kim jest „łowca głów”. Otóż Brown pracuje w firmie rekrutującej pracowników na konkretne stanowiska. Na pozór to także zdaje się być normalne, bowiem coraz więcej korporacji preferuje HRowca na zlecenie, zamiast etatowego pracownika. Niemniej, nasz główny bohater posiada świetną renomę, swoistą markę reprezentowaną własnym nazwiskiem, ponieważ każdy z poleconych przez niego pracowników świetnie sprawdził się na swoim stanowisku. W pewnym momencie jednak historia się komplikuje. Nie dość, że dowiadujemy się, iż wspaniały Roger Brown jest złodziejem, jego przyjaciel zostaje uśmiercony  mieszanką środków nasennych, to dochodzi do tego, że kochanek żony zostaje przez nią polecony na stanowisko dyrektora Pathfindera.  Gdzie jednak ukryta jest intryga? I dlaczego nasz główny bohater balansuje na granicy życia i śmierci? O tym przekonacie się, gdy sięgniecie po książkę Łowcy głów.

Jeśli mam być szczera, to bardzo długo zabieram się za lekturę. Książka ta stała na półce,  spoglądała na mnie, co i rusz zachęcając do przekartkowania kilku stronic. W końcu się skusiłam i już pierwszy rozdział zaintrygował mnie na tyle, że postanowiłam przeczytać tę publikację jednym tchem. Od dłuższego czasu interesuje mnie szeroko rozumiany Human Resources, a więc byłam w siódmym niebie, gdy poznawałam interview od strony rekrutera. Co więcej, notatki na marginesach, sztuczki, manipulacyjne tricki, a zarazem umiejętność pozyskiwania najcenniejszych informacji, połączona z mimiką twarzy, elokwencją oraz emisją głosu to klucz do sukcesu, a zarazem bardzo złożony proces, wyćwiczony latami. Nesbø nie przedstawia nam w pełni oderwanej od rzeczywistości, stłamszonej nowoczesnością historii zmyślonych bohaterów. Mamy tu ludzkie tragedie, szarą codzienność, zdradliwą miłość, a także głęboką potrzebę nie tylko wzajemnych uczuć, ale i posiadania dziecka.

Uważam, że książka jest godna uwagi, a więc koniecznie musicie po nią sięgnąć. Gorąco zachęcam Was do lektury, a zarazem dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat S.A. za egzemplarz recenzyjny.



"Mamy tu kolejkę trupów i wszyscy marudzą, że każdy ma być pierwszy. To znaczy, nie trupy marudzą, a śledczy..." - Jo Nesbø "Człowiek nietoperz"

Przygodę z Jo Nesbo rozpoczęłam kilka tygodni temu, kiedy przyszło mi zmierzyć się z powieścią Łowcy Głów. Pozytywne opinie, subiektywne rekomendacje i wysokie noty na portalach literackich zachęciły mnie jednak do zaprzyjaźnienia się z twórczością autora, a dzięki współpracy Księgarnią Matras mogłam przeczytać książkę Człowiek Nietoperz. Jak oceniam książkę? Niejednoznacznie. Ma ona swoje wady oraz swoje zalety, jednak za serce ująć mnie nie zdołała.

Pierwszy tom norweskiego cyklu zabiera nas na fascynującą wyprawę do Australii. Poznajemy tam komisarza Harry’ego Hole, który staje się głównym bohaterem serii. Komisarz, to policjant jak każdy inny, wzorowany na wielu powieściach kryminalnych – typowy mężczyzna z traumą, nałogiem i smutną przeszłością dotyczącą relacji damsko-męskich. Na pozór spodziewać możemy się kolejnej knigi, która po przekartkowaniu nie wniesie nic nowego do naszego życia. Tutaj jednak należy powołać się na nazwisko autora. Jo Nesbo naprawdę potrafi zaskoczyć i jednocześnie zachęcić do lektury opornych czytelników!

 Niepokorny śledczy z Oslo wyrusza rozwiązać zagadkę tajemniczej śmierci Inger Holter, norweskiej emigrantki. Początkowo jednak nie jesteśmy wprowadzeni do szczegółów śledztwa, uknutych  intryg, zawiłych scenariuszy zbrodni, a do najprawdziwszej historii Australii, opowiedzianej oczami rdzennego mieszkańca wyspy. Andrew Kensington, lokalny towarzysz Hole, co i rusz wplata nam anegdoty, mity i legendy związane z Aborygenami. Przyznam jednak, że jest to dość ciężki element fabuły. Wydaje mi się, że „Człowiek Nietoperz” to książka, która była swego rodzaju „królikiem doświadczalnym”. Nesbo ćwiczył, szlifował swoje pióro, aby w kolejnych tomach zachwycać czytelników. Dobra połowa książki jest poświęcona wątkom pobocznym, które nijak nie budują napięcia. Wydaje nam się, że poznajmy już historię tytułowego „nietoperza”, kiedy na kolejnej stronie musimy powrócić do codziennego życia w Sydney.  Muszę przyznać, że wielokrotnie miałam zawiedzioną minę, ponieważ te elementy nie sprostały moim oczekiwaniom, ale wiem, że kolejne części cyklu napisane zostały o niebo sprawniej.  Książkę na pewno warto przeczytać, zważając na rozbieżne opinie czytelników. Historia choć nie budzi kontrowersji – nie jest płytka. Nesbo posługuje się specyficznymi formami gramatycznymi, a dzięki temu z uśmiechem przekręcamy kolejne strony. Wybaczmy mu więc australijskie potyczki, na rzecz świetnie zaplanowanej zbrodni. 

- A ile czasu, twoim zdaniem, trzeba, żeby poznać człowieka naprawdę? 
- Poznać naprawdę? (...) na nauczenie się najbardziej wydeptanych ścieżek w wielkim mrocznym lesie nie potrzeba wcale tak dużo czasu. Niektórzy ludzie mają proste dobre drogi z latarniami i drogowskazami. Sprawiają wrażenie, że gotowi są powiedzieć ci wszystko, ale właśnie wtedy powinienieś najbardziej się wystrzegać i nic nie przyjmować za oczywistość. Bo nie na oświetlonych ścieżkach spotkasz zwierzęta, one żują w krzakach i zaroślach. 
- A ile czasu trzeba, żeby poznać zarośla
- To zależy od człowieka, który nimi idzie i od lasu. Niektóre lasy są ciemniejsze niż inne.

Książkę oczywiście gorąco polecam. Według mnie świetnie sprawdzi się w wakacyjne popołudnie przy kubku mrożonej herbaty. Jeżeli mam być szczera, to wcale nie dziwi mnie Nagroda Szklanego Klucza za najlepszą norweską powieść kryminalną. Serce się jednak kraje na myśl, że Człowiek Nietoperz został po raz pierwszy wydany, uwaga, w 1997 roku! Podobnie sprawa ma się z (dzisiaj) kultową Grą o Tron Martina, również napisaną przed laty. Może właśnie takie ksiąki powinny nas przekonywać, by sięgać również po te…  nieznane tytuły? Za jakiś czas zdamy sobie sprawę, że umknęła nam masa perełek tylko dlatego, że nie kojarzyliśmy nazwiska autora, a on właśnie staje się międzynarodową gwiazdą?  Tak czy inaczej – zachęcam do lektury cyklu książek Nesbo, a zwłaszcza do sięgnięcia po publikację Człowiek Nietoperz.

Za mój egzemplarz serdecznie dziękuje Księgarni MATRAS:


Jo Nesbø - i jego najsławniejszy "Łowca głów"

O Jo Nesbø słyszałam wiele. Nigdy jednak nie miałam styczności z tym niekonwencjonalnym autorem i przyznam, że serdecznie żałuję. Co więcej, zawsze omijałam szerokim łukiem kryminały, a to jeszcze większy grzech na moim koncie. Na szczęście jednak, dzięki współpracy w Grupą Wydawniczą Publicat S.A., miałam okazję sięgnąć po książkę Łowcy Głów, która w 2008 roku otrzymała Norweską Nagrodę Czytelników.

Zacznijmy jednak od autora i jego pióra. Sądzę, że wielu z nas ciężko przekonać do książek, które gdzieś ktoś zarekomendował, ale pewne kwestie pozostawił domysłom. Boimy się trudnego, specjalistycznego słownictwa, poucinanych zwrotów, zawiłej fabuły, zaginionych wątków, czy godnych pożałowania kolokacji. Wielu autorów tworzy książkę pod siebie, a potrzeby potencjalnego czytelnika zostają zepchnięte na drugi plan. Jo Nesbø zadbał jednak o swoich miłośników, a sądzę, że jako dziennikarz z kilkuletnim doświadczeniem nie miał trudności z doborem słownictwa. Łowcy głów to bardzo lekka, przyjemna lektura. Każda strona zachęca do przeczytania kolejnej i trwa to aż do zamknięcia książki. Fabuła została wprawnie dopracowania. Mamy tu uknutą intrygę, nieprawdopodobne zwroty akcji i zawiłości, które co i rusz nasuwają nam inne zakończenie tej historii. Jeśli więc przyszłoby mi ukrócić moją opinię do minimum to powiem, że gorąco zachęcam Was do lektury, ale przejdźmy jednak do zarysowania fabuły.

Prolog mówi o kolizji na drodze. Opisuje zderzenie samochodu osobowego z tirem, ale niczego nie wyjaśnia. Jest to dla czytelnika niemałym zaskoczeniem, bowiem urwany wątek pozostaje w naszej głowie, ale nijak nie odnosi się fabuły. Na pierwszych stronicach poznajemy jednak głównego bohatera, Rogera Browna, wiodącego spokojne życie head huntera. Czy historia ta może być dla nas w jakiś sposób zaskakująca? O dziwo tak. Już na początku lektury dowiadujemy się, kim jest „łowca głów”. Otóż Brown pracuje w firmie rekrutującej pracowników na konkretne stanowiska. Na pozór to także zdaje się być normalne, bowiem coraz więcej korporacji preferuje HRowca na zlecenie, zamiast etatowego pracownika. Niemniej, nasz główny bohater posiada świetną renomę, swoistą markę reprezentowaną własnym nazwiskiem, ponieważ każdy z poleconych przez niego pracowników świetnie sprawdził się na swoim stanowisku. W pewnym momencie jednak historia się komplikuje. Nie dość, że dowiadujemy się, iż wspaniały Roger Brown jest złodziejem, jego przyjaciel zostaje uśmiercony  mieszanką środków nasennych, to dochodzi do tego, że kochanek żony zostaje przez nią polecony na stanowisko dyrektora Pathfindera.  Gdzie jednak ukryta jest intryga? I dlaczego nasz główny bohater balansuje na granicy życia i śmierci? O tym przekonacie się, gdy sięgniecie po książkę Łowcy głów.

Jeśli mam być szczera, to bardzo długo zabieram się za lekturę. Książka ta stała na półce,  spoglądała na mnie, co i rusz zachęcając do przekartkowania kilku stronic. W końcu się skusiłam i już pierwszy rozdział zaintrygował mnie na tyle, że postanowiłam przeczytać tę publikację jednym tchem. Od dłuższego czasu interesuje mnie szeroko rozumiany Human Resources, a więc byłam w siódmym niebie, gdy poznawałam interview od strony rekrutera. Co więcej, notatki na marginesach, sztuczki, manipulacyjne tricki, a zarazem umiejętność pozyskiwania najcenniejszych informacji, połączona z mimiką twarzy, elokwencją oraz emisją głosu to klucz do sukcesu, a zarazem bardzo złożony proces, wyćwiczony latami. Nesbø nie przedstawia nam w pełni oderwanej od rzeczywistości, stłamszonej nowoczesnością historii zmyślonych bohaterów. Mamy tu ludzkie tragedie, szarą codzienność, zdradliwą miłość, a także głęboką potrzebę nie tylko wzajemnych uczuć, ale i posiadania dziecka.

Uważam, że książka jest godna uwagi, a więc koniecznie musicie po nią sięgnąć. Gorąco zachęcam Was do lektury, a zarazem dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat S.A. za egzemplarz recenzyjny.



Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje
Wywiad: Portal Warszawa i Okolice

Recenzja książki: Sodoma

Recenzja książki: Sodoma
Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie