- 16:40
- 2 Comments
Wróciłam!
Było pięknie, cudownie, bajkowo! Spędziłam niesamowite trzy dni w Szklarskiej Porębie. Przyznam jednak, że wynajęty przez nas "apartament" Sun & Snow to istna porażka. Nie polecam! Zapłaciliśmy 130 zł za "przygotowanie pokoju", czyli pozostawienie nieziemskiego kurzu na kanapie, telewizorze oraz szafkach. W sypialni, za komodą, były kłaki brudu, a nad wszystkim zwisał sobie niczego nieświadomy pajączek. Zwieńczeniem historii były dwie przepalone żarówki w kuchni, gdzie wieczorem zapanował mrok, brudna płyta grzewcza, zimna woda o poranku (implikująca brak ogrzewania) oraz łoże małżeńskie, czyli dwumetrowa rama, w którą wrzucono dwa materace (najwidoczniej oddzielny dla każdej osoby), okryte niesamowicie drapiącym prześcieradłem frotte. Gorzej być nie mogło, tak sądzę. A wszystko kosztowało nas ponad 500 zł. Wizyta w restauracji także pozostawiała wiele do życzenia. Dostaliśmy paskudne jedzenie, ale przynajmniej w stosunkowo niskiej cenie. Na szczęście pozostałe "posiłki" ograniczały się do przepysznych oscypków z żurawiną pod ciepłym kocykiem. One były już bajkowe. :)
Zima w górach zawitała o jeden dzień wcześniej, niż w centrum kraju. Szkoda, że śnieżyca popsuła nam plany "spacerów" po górach, właściwie 20 kilometrowa eskapada ograniczyła się do max. 4 km spacerów w moich miejskich buciorach, które i tak niesamowicie osuwały się na śniegu. Cóż, nie można mieć wszystkiego. Dołączam jednak zdjęcia spod Wodospadu Kamieńczyka. Było tam naprawdę pięknie :)
O grafiku, a dokładniej jego
życiu prywatnym nie wiedziałam dotychczas zbyt wiele. Sądziłam, że lektura
uzupełni moje braki i pozwoli dopasować znane mi już rysunki do zdarzeń z życia
Banksy’ego. Tak też się stało. Książka zawiera mnóstwo informacji nie tylko o
autorze, ale i jego mieście – zwiedzamy Bristol „od kuchni”. Wędrujemy po
rozmaitych miejscach, poznajemy najpopularniejszych twórców street art’u i
momentami zaśmiewamy się do łez na myśl, że policji zorganizowano kurs
pozwalający rozróżnić graffiti Banksy’ego od rysunków chuliganów marzących po
murach. Album wzbogacony jest o liczne notatki prasowe, skróty wywiadów
okraszone fotografiami i kolejne stopnie rozwoju twórczości Banksy’ego. Dla
fanów artysty to naprawdę świetna książka uzupełniająca kolekcję, jednak czy
osoby postronne, niezwiązane ze Street Art’em, nierozumiejące przesłania czy
kwintesencji malowideł na murach będą starały się przyswoić ten zastrzyk wiedzy
o Banksy’m? Wydaje mi się, że tak. Mnie bardzo zauroczył sposób wydania
publikacji. Najpierw poznajemy Bristol, odkrywamy jego tajemnice i zakamarki,
poznajemy twórców najróżniejszych graffiti, ich pobudki i przesłania, po czym
wchodzimy w życie Banksy’ego. Sposób patrzenia na świat, który przekazują nam
osoby z jego otoczenia, obrazy opisujące bieżące problemy oraz komizm sytuacji
związany z prostą, acz kontrowersyjną formą przekazu „nigdy nie wiesz, co
spotkasz na murze za rogiem”.
Skoro współczesność mówi nam, że królem
popu jest Michael Jackson, królem horroru Stephen King, tak królem Street Art.’u
nazwiemy Baksy’ego. I choć wokół z każdego z wymienionych artystów, działają
równie zdolne i znane nam osoby, to kluczowe miejsce na podium zawsze należy do
najlepszego w swoim fachu. Jeżeli więc chcecie poznać kogoś, kto przez lata
swojej twórczości działa pod pseudonimem i ani media, ani prokuratura nigdy
poznały jego danych osobowych, a zarazem kogoś, kto sprawia, że uśmiechacie się
patrząc na pozornie zwykły kawałek ściany – koniecznie przeczytajcie tę
książkę. Sądzę, że warto.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu SQN:
- 19:15
- 0 Comments
Japonia w sześciu smakach, czyli książka Anny Świątek ukazuje nam
ów azjatycki kraj „od kuchni”. To jedyny sposób, aby porównać znajdującą się
treść, do tytułu publikacji. Jeśli pozwolicie jednak, zacznę od początku,
bowiem należy się cała Wam seria wyjaśnień. Książkę, której tytuł ponownie
pokuszę się powtórzyć, Japonia w sześciu
smakach, otrzymałam na wyraźną prośbę od Wydawnictwa Bernardinum.
Propozycja ta pochodzi z serii Poznaj Świat, czyli cyklu wydawanego pod czujnym
i, mam nadzieję, krytycznym okiem Wojciecha Cejrowskiego.
Zaintrygował mnie poprzedni, recenzencki
egzemplarz Chiny od góry do dołu i
nie ukrywam, że był on głównym motywem mojej prośby. Niemniej, do czego
zmierzam, zarówno wspomniane Chiny…,
jak i Japonia… to relacja z
okresowego pobytu w danym kraju. Nie znajdziecie w nich opisów fauny i flory.
Nie zwiedzicie poszczególnych miast i wiosek. Nie odkryjecie nowych lądów, ani
nie zasmakujecie potraw, które wyobrażacie sobie naocznie. Książki te są opisem
życia codziennego, mniej lub bardziej inspirujących perypetii i empirycznym
poznaniem kultury wschodu. Czasem będziecie skonfundowani, czasem zmartwicie
się losem przeziębionych Japończyków. Bywa jednak i tak, że porcelanowa cera
(ze względu na ilość nałożonego podkładu) w połączeniu z mało pociągającym
zgryzem, zdegustuje Wasze oczy. Dowiecie się, w jak dziwnych warunkach można
zarówno mieszkać, ale i sypiać, albo jak wyglądają hotele dla biznesmenów. Na
niedomiar atrakcji odwiedzicie też Tokio, gdzie zapłacicie na pieczywo blisko 8
zł, albo skorzystacie z „pokoi miłości” cieszących się niezwykłą popularnością.
Nie zabraknie Wam też wizyty w nietypowej hurtowni ryb, której w Polsce nie
znajdziecie, bądź uświadomicie sobie, że los gaijina wcale nie jest tak kolorowy, jak by się wydawało.
Na książce Anny Świątek nieco się
zawiodłam. Miałam szczerą nadzieję, że przeczytam ciekawy reportaż, poradnik
młodego podróżnika, który może niekoniecznie pokaże mi, jak przetrwać w Japonii
a pozwoli po raz pierwszy w życiu zwiedzić nieznany mi kraj. Być może jednak to
kwestia fanaberii i wyobrażeń, a więc moją opinią nie powinniście się
sugerować. Ubiorę to w inne słowa: jeśli dotychczas nie ciekawiła Was kultura
wschodu, książka ta będzie zarówno idealnym upominkiem, jak i bardzo
przejrzyście zebranym źródłem wiedzy. Jeżeli jednak Japonia nie jest Wam obca,
możecie poczuć się zawiedzeni ze względu na poruszenie dość tuzinkowych tematów.
Mało osób będzie zafascynowanych opowieścią o ugryzieniu przez daniele, albo
faktem, że sushi droższe jest na lokalnym targu, niż w popularnej restauracji.
Autorka opowiedziała nam swoją wycieczkę. Owszem, podzieliła rok na kolejne
rozdziały i fragmenty. Dopasowała poszczególne zdarzenia, by wszystko łączyło
się w logiczną całość, a każda historia została wzbogacona o szerokie
wyjaśnienie z jej strony. To bardzo dobrze świadczy od pani Świątek, która jako
dziennikarka, świetnie napisała tę książkę. Lektura jest bardzo przyjemna. Nie
męczy, nie nuży, zabiera nam jedynie kilka godzin, a czasem wywołuje też
mimowolny uśmiech na twarzy. Pod tym względem warto docenić zarówno Japonię w sześciu smakach, ale i całą
serię Poznaj Świat. Co by nie było – gorąco polecam Wam tę książkę. Moja ocena
to 6/10, choć wynika to z zasobu posiadanej już przeze mnie wiedzy. Z lektury
nie wyniosłam zbyt wiele, ale to nie znaczy, że książka nie jest warta uwagi
czy godna polecenia.
- 12:44
- 6 Comments
Otrzymując książkę od wydawnictwa
Impuls miałam dziwne przeczucie, że pozycja ta dedykowana jest specjalnie dla
mnie. Któżby inny wiódł tak chaotyczne życie, jak ja? Podczas lektury zdałam
sobie jednak sprawę, że podobnych do mnie istot na tym świecie jest cała masa i
podejrzewam, że nawet Wam, Drodzy Czytelnicy, zdarza się zatrzasnąć klucze w
samochodzie, pójść do urzędu miasta w celu wyjaśnienia pewnych formalności i
tak zaaferować się innymi sprawunkami, że administracja nie ujrzy Was nawet na
oczy, albo po prostu wtargnąć do apteki prosząc o czerwony lakier do paznokci.
U mnie sytuacje te, choć wydają się być komiczne, zdarzają się na porządku
dziennym. Ja sama już przywykłam do mojego „dziwnego”, a czasem i „nietypowego”
usposobienia. Bowiem wierzcie mi, że tak jak z tym lakierem – mina farmaceutki
była genialna, a moje „że… jak to?” mówiło samo za siebie. Skończmy jednak tę
dygresję i wróćmy do publikacji pana Ryszarda Studenskiego.
Długo zastanawiałam się, czy mogę
opiniować tę książkę, ponieważ byłam piekielnie zła na autora! Jak to ja jako,
po pierwsze – kobieta, a po drugie – studentka zarządzania, nie nadaję się do
bycia liderem w przedsiębiorstwie? Dobrze, wszystko rozumiem, kobiety mają
swoje humory, zachcianki i przede wszystkim są o niebo bardziej roztargnione
od swoich partnerów, jednak pracę wykonujemy wszyscy podobnie. Psychologiczne
udokumentowanie mniejszych predyspozycji kobiet do pełnienia różnorakich
funkcji, dotyczących szeroko pojętego zarządzania uważam za niesprawiedliwe,
bowiem powierzone obowiązki, które zostały ściśle sprecyzowane, wszyscy
wykonujemy tak samo. W przypadku liderów moje zdanie także nie ulega
wątpliwości…
Postanowiłam jednak kontynuować
lekturę z nadzieją, że stosowne wnioski wezmę sobie do serca i spokojnie
przeanalizuję całą publikację.
Wszyscy wiemy, że codzienne
roztargnienie bywa kłopotliwe dla nas samych, ponieważ utrudnia koncentrację i
zdolności poznawcze. Bywa też, że stajemy się przez nie bohaterami powtarzanych
z ust to ust anegdot naszych znajomych i przyjaciół...
Książka ta ma pomóc zrozumieć nam
poziom swojego roztargnienia, zbadać czy jest ono już problemem utrudniającym
normalne życie, czy zwykłą, uwarunkowaną genetycznie cechą naszej osobowości. Muszę przyznać, że wykonałam wszystkie, zaprezentowane w książce
ćwiczenia, jednak zabrakło mi weń stosowniejszych wniosków i opisów każdej
sytuacji. Mam świadomość, że wymagałoby to o niebo więcej pracy od autora, a
zarazem wydłużyło publikację o dobre 50 stron. Sądzę jednak, że warto zadbać o
to przy kolejnym wydaniu.
Jak mogę zreasumować tę pozycję?
Książka należy do dobrych publikacji psychologicznych. Zawiera informacje
dotyczące opisywanego zjawiska, stara zdefiniować się pojęcie „roztargnienie” i
przede wszystkim – jasno omawia konkretny temat. Czasem jednak odniosłam
wrażenie, że autor „leje wodę”, aby wydłużyć swoją przemowę. Stary studencki
trick przy pisaniu sprawozdań – kiedy nie mam pewności, dopiszę jeden
przymiotnik (określający „wyjątkową” sytuację) i będzie z głowy. ;)
To tyle. Miłego, (nie)roztargnionego,
wieczoru!
- 20:52
- 3 Comments
Jak tam Wasze przygotowania do Świąt? Wertujecie już bożonarodzeniowe propozycje sklepów czy sami tworzycie drobne upominki? Ja poszukiwania zacznę zapewne w tym tygodniu, choć sprawą priorytetową są wykrawacze do pierników i foremki do muffinów. W końcu trzeba je niedługo upichcić. Pyszna sprawa! :)
Jeśli jednak wszystko pójdzie zgodnie z planem, najbliższy piątek spędzę w kuchni. Jeśli jednak nie - wszystko w rękach kolejnego wtorku. :D Będzie smacznie!
*
Konkurs
Brak wyników, brak danych. Wzięło udział jedynie 6 osób, a więc mniej niż zakładał regulamin. Nie ukrywam, że była to forma promocji Pastelowego Niecodziennika, jednak pomimo naprawdę dużej liczby odsłon Bloga - książką zainteresowanych było niewiele. Szkoda. Mam jednak szczerą nadzieję, że kolejny konkurs dojdzie do skutku, a propozycja przekona Was nieco bardziej. Śledźcie mój Pastelowy Świat blisko Świąt Bożego Narodzenia! :)
*
Co czeka nas w tym tygodniu?
Niewątpliwie recenzja książki o zespole Kings of Leon, a także bardzo krótka opinia o Listach do M.. Najbliższe dni zapowiadają się dość spokojnie, a więc wszystko jest na dobrej drodze. :)
Nie lubię poniedziałków.
*
Zakupy i polecajki
Stało się! Zamówiłam sobie pachnący prezent urodzinowy, a innymi słowy - napadłam na Yves Rocher (w planach była wizyta w warszawskiej Stodole na koncercie zespołu Coma). Dzisiaj, do godziny 24:00, przy zakupie za min. 99 zł, można otrzymać drugi, tańszy produkt za 1 zł. Korzystając więc z tej pięknej okazji, zamówiłam:
1. Wodę perfumowaną Comme une Evidence 100 ml za 139,00 zł
Opis produktu: Zapach kwiatowo-zielono-szyprowy Bardzo kobiecy zapach uwodzący harmonijną czystością i naturalną elegancją: nuty roślinne kwiatów fiołka łączą się z promienną linią serca dzikich konwalii, aż wreszcie poczujesz zapach zmysłowego mchu. Nuta głowy: liść fiołka Nuta serca: jaśmin, dzika konwalia Nuta głębi: paczula, mech

2. Wodę perfumowaną So Elixir 50 ml wartą 122,00 zł, którą jak wynika z powyższego, otrzymałam za 1 zł :D
Opis produktu: Zmysłowy i subtelny zapach będący kwintesencją kobiecości, który pozostawia niezapomniane wrażenia i któremu trudno się oprzeć. Zapach stworzony dla kobiet, które pragną przyciągać wszystkie spojrzenia, czuć się atrakcyjnie i niezwykle kobieco. Zapach otwiera porywająca świeżość bergamotki, która przechodzi w czarującą nutę kwiatową róży i jaśminu. Doskonałym dopełnieniem, podkreślającym kobiecość zapachu, są wibrujące akordy paczuli, bobu tonka oraz kadzidła. Nuta głowy: bergamotka Nuta serca: absolut z jaśminu, róża damasceńska Nuta głębi: paczula, bób tonka, kadzidło
3. Do tego wszystkiego był Gratis - padło na krem BB ;)
Muszę przyznać, że z niecierpliwością będę wyczekiwała Bożego Narodzenia, bowiem przesyłka nie dotrze do mojego warszawskiego lokum, a do Krasnolandii. Uważam jednak, że dokonałam trafnego zakupu, a promocja spadła mi z nieba. Skorzystajcie i Wy! ;)
*
Humory & Nastroje
Przede mną jeden z najsmutniejszych miesięcy w roku. Tak naprawdę wcale nie lubię ani grudnia, ani Świąt Bożego Narodzenia. Może to kwestia braku tej magii czy stosownej atmosfery, a może takiego... wewnętrznego uśmiechu? Nie mam pojęcia. Wiem jednak, że liczne komedie romantyczne mi nie służą, a jeszcze niewątpliwie obejrzę, jak co roku, Love Actually. Autodestrukcja.
Udanego... Grudnia! :)
- 18:17
- 7 Comments