­
­

Chwila refleksji po narodowym czytaniu "Lalki". Zapraszam na recenzję książki! :)

Jak doskonale wiecie Wydawnictwo MG co i rusz zaskakuje nas pięknie wydanymi klasykami polskiej i światowej literatury. Kanon lektur szkolnych, ozdobiony fenomenalnymi rysunkami, zachęca do chwili refleksji i powrotu do dawnych, pięknych czasów.
 
Dziś padło na Lalkę Bolesława Prusa, książkę znaną wszystkich, głównie przez uplasowanie sobie największej frekwencji podczas egzaminów maturalnych. Propozycja ta teoretycznie nie zdoła niczym zaskoczyć potencjalnego czytelnika. Historia ta jest prosta, klarowna, i w zasadzie dziś nie budzi żadnych kontrowersji. Czaruje jednak piśmiennością Prusa. Dialogami, zabawą słowem, jak i pamiętnikami starego subiekta, które ubarwiają tę propozycję. Nie chciałabym przyznawać się ile lat temu pisałam egzamin maturalny, ale zdradzę Wam, że czytałam wtedy tę  książkę z niechęcią i przymusem. Dziś, zasiadając do lektury, szeroko się uśmiecham, wertuję stronę po stronie i zagłębiam historię tak odległą i tak popularną we współczesnym świecie.

Nie wiem czy wiecie, ale Lalka początkowo była wydawana fragmentarycznie, poszczególne jej części i rozdziały publikowano w Kurierze Codziennym,  a cała historia toczyła się blisko 2 lata. Pierwsze wydanie powieści miało miejsce dopiero w 1890 roku. Dzisiaj jednak możemy do woli kompletować egzemplarze, poświęcając chwilę refleksji nad treścią owej książki.

Niemałym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że do pewnych książek należy dorosnąć. Pozornie błaha, prosta i przyznaję, nudna historia stałą się ciekawą inspiracją i kluczem do spędzenie naprawdę udanego weekendu. Historia Łęckiej tak naprawdę jest ponadczasowa, a jej los podziela wiele kobiet. Niby osadzenie scenerii wśród arystokratycznych progów jest niebywałą odskocznią od współczesności, jednakże potraktujmy bohaterów jako zwykłych ludzi i dopiero w tym momencie wysnuwajmy wnioski.

Wiecie przecież, że lata 50 XIX wieku to naprawdę piękny okres, zwłaszcza w stolicy. Warto więc poświęcić kilka chwil, by podziwiać scenerię, środowisko panów i dżentelmenów, a w tym wszystkim pochylić się nad flirtem i fascynacją pewną kobietą. Bogaty kupiec, Stanisław Wokulski, zakochuje się bowiem w enigmatycznej postaci, Izabeli Łęckiej. Jednak nie jest to zwykły romans! To barwna historia ludzkiego losu, wewnętrznych rozterek i bolączek, trudności, głębokich uczuć oraz przemian bohatera.

Lalka jest nie tylko piękną, ale bardzo wartościową książką. Nie sposób się nawet dziwić, że kładziemy dziś tak ogromny nacisk na jej znajomość. Obawiam się tylko, że zmuszanie młodzieży do lektury może skutecznie zniechęcić przyszłych czytelników prozy Prusa (zwłaszcza Panów), jednak nie ma i nie będzie idealnej metody na przekazanie nastolatkom pewnych wartości. Szkoda. Pewnie gdyby nie barwna okładka i fenomenalne wydanie tej powieści, sama z siebie nie powróciłabym do tej propozycji. Szkoda. Wam jednak gorąco polecam tę książkę. Nie sięgajcie po nią z przymusu. Zorganizujcie dla siebie spokojny wieczór, ciepły koc i kubek gorącego kakao, a wierzcie mi, że dźwięk katarynki czy tętent koni jest na wyciągnięcie ręki.




Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MG



"...najgorszą samotnością nie jest ta, która otacza człowieka, ale ta pustka w nim samym."

Jak doskonale wiecie Wydawnictwo MG co i rusz zaskakuje nas pięknie wydanymi klasykami polskiej i światowej literatury. Kanon lektur szkolnych, ozdobiony fenomenalnymi rysunkami, zachęca do chwili refleksji i powrotu do dawnych, pięknych czasów.
 
Dziś padło na Lalkę Bolesława Prusa, książkę znaną wszystkich, głównie przez uplasowanie sobie największej frekwencji podczas egzaminów maturalnych. Propozycja ta teoretycznie nie zdoła niczym zaskoczyć potencjalnego czytelnika. Historia ta jest prosta, klarowna, i w zasadzie dziś nie budzi żadnych kontrowersji. Czaruje jednak piśmiennością Prusa. Dialogami, zabawą słowem, jak i pamiętnikami starego subiekta, które ubarwiają tę propozycję. Nie chciałabym przyznawać się ile lat temu pisałam egzamin maturalny, ale zdradzę Wam, że czytałam wtedy tę  książkę z niechęcią i przymusem. Dziś, zasiadając do lektury, szeroko się uśmiecham, wertuję stronę po stronie i zagłębiam historię tak odległą i tak popularną we współczesnym świecie.

Nie wiem czy wiecie, ale Lalka początkowo była wydawana fragmentarycznie, poszczególne jej części i rozdziały publikowano w Kurierze Codziennym,  a cała historia toczyła się blisko 2 lata. Pierwsze wydanie powieści miało miejsce dopiero w 1890 roku. Dzisiaj jednak możemy do woli kompletować egzemplarze, poświęcając chwilę refleksji nad treścią owej książki.

Niemałym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że do pewnych książek należy dorosnąć. Pozornie błaha, prosta i przyznaję, nudna historia stałą się ciekawą inspiracją i kluczem do spędzenie naprawdę udanego weekendu. Historia Łęckiej tak naprawdę jest ponadczasowa, a jej los podziela wiele kobiet. Niby osadzenie scenerii wśród arystokratycznych progów jest niebywałą odskocznią od współczesności, jednakże potraktujmy bohaterów jako zwykłych ludzi i dopiero w tym momencie wysnuwajmy wnioski.

Wiecie przecież, że lata 50 XIX wieku to naprawdę piękny okres, zwłaszcza w stolicy. Warto więc poświęcić kilka chwil, by podziwiać scenerię, środowisko panów i dżentelmenów, a w tym wszystkim pochylić się nad flirtem i fascynacją pewną kobietą. Bogaty kupiec, Stanisław Wokulski, zakochuje się bowiem w enigmatycznej postaci, Izabeli Łęckiej. Jednak nie jest to zwykły romans! To barwna historia ludzkiego losu, wewnętrznych rozterek i bolączek, trudności, głębokich uczuć oraz przemian bohatera.

Lalka jest nie tylko piękną, ale bardzo wartościową książką. Nie sposób się nawet dziwić, że kładziemy dziś tak ogromny nacisk na jej znajomość. Obawiam się tylko, że zmuszanie młodzieży do lektury może skutecznie zniechęcić przyszłych czytelników prozy Prusa (zwłaszcza Panów), jednak nie ma i nie będzie idealnej metody na przekazanie nastolatkom pewnych wartości. Szkoda. Pewnie gdyby nie barwna okładka i fenomenalne wydanie tej powieści, sama z siebie nie powróciłabym do tej propozycji. Szkoda. Wam jednak gorąco polecam tę książkę. Nie sięgajcie po nią z przymusu. Zorganizujcie dla siebie spokojny wieczór, ciepły koc i kubek gorącego kakao, a wierzcie mi, że dźwięk katarynki czy tętent koni jest na wyciągnięcie ręki.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MG



,,Umysły, charaktery, dusze - im człowiek dłużej żyje, tym wyraźniej widzi jak się od siebie różnią..." - Zapraszam na ostatnią odsłonę Sherlocka Holmesa! :)

Trzeci, a zarazem ostatni tom Sherlocka Holmesa w nowym wydaniu sprawił, że czułam pewien niedosyt. Przecież… ta historia nie może się już skończyć, zwłaszcza w taki sposób. Arthur Conan Doyle postanowił jednak bezlitośnie przerwać naszą wycieczkę po XIX-wiecznej Anglii i na dobre rozprawić się z nurtującymi nas zagwozdkami. Przyznam jednak, że niesamowicie będzie brakowało mi Baker Street i niecodziennych wydarzeń, które co i rusz rozpoczynały swoją historię pod numerem 221b.

W skład tej części wchodzą kolejne trzy rozdziały: Powrót Sherlocka Holmesa, Pożegnalny ukłon oraz Archiwum Sherlocka Holmesa. Naszym narratorem tradycyjnie jest doktor Watson, który posługując się bardzo plastycznym językiem, skrupulatnie i szczegółowo oprowadza nas do świecie najbardziej ekscentrycznego detektywa wszechczasów. Naszą historię zaczynamy od momentu, w którym okazuje się, że Sherlock Holmes nie zginął czeluści wodospadu Reichenbach. To ciało profesora Moriarty'ego zostało zrzucone w potok, a Sherlock (jak to miewa w nawyku ;)) zdołał wybrnąć z opresji w bardzo zagadkowy sposób. Jeżeli chcecie poznać szczegóły tego zajścia, koniecznie przeczytajcie rozdział Pusty dom. Nie wiem jednak na ile powinnam opowiadać szczegółowo kolejne części książki, bowiem każdy jej rozdział to nowa zagadka. Właściwie nic nie jest tu ze sobą powiązane, zdarzenia splatają jedynie powtarzane nazwiska, drobne szczegóły, które jedynie zdobią naszą fabułę i nie są niezbędne do jej poprawnego odbioru. Kolejność lektury jest nieobowiązkowa, rzekłabym nawet – dowolna.  Co jednak zdradza opis książki?

Powrót Sherlocka Holmesa
Arthur Conan Doyle, pod naciskiem czytelników, przywraca słynnego detektywa do życia. Z opowiadania Pusty dom dowiadujemy się, że Holmes tak naprawdę nie spadł do wodospadu Reichenbach, gdyż wykorzystał swoje nieprzeciętne umiejętności w zakresie sztuki walki zwanej baritsu i zrzucił w otchłań profesora Moriarty’ego. Detektyw postanawia wykorzystać fakt, że wszyscy myślą, że on również wpadł w otchłań alpejskiego wodospadu, i z ukrycia wyłapać pozostałych zbrodniarzy z szajki Moriarty’ego. Pierwszym zadaniem jakie sobie wyznacza, jest schwytanie pułkownika Morana, bliskiego współpracownika profesora, który poza jego bratem Mycroftem jako jedyny wiedział, że detektyw żyje… W pozostałych opowiadaniach tomu Sherlock Holmes rozwiązuje zagmatwane sprawy kryminalne, wykorzystując swoje słynne metody dedukcji.

Pożegnalny ukłon
Kolejna porcja skomplikowanych zagadek kryminalnych rozwiązywanych przez genialnego detektywa. Pewnego razu do domu doktora Watsona przybiega gospodyni Sherlocka Holmesa, mówiąc, że Holmes jest ciężko chory i umiera. Gdy Watson dociera do przyjaciela, ten mówi, że to gorączka sumatrzańska i zaraził się nią w porcie. Holmes wściekły i przerażony, prosi Watsona, by ten pojechał po niejakiego Calvertona Smitha, który jest lekarzem i jako jedyny zna się na gorączce sumatrzańskiej… W innej z opowieści doktor Watson, przebywający w kurorcie, jest świadkiem, jak lady Frances Carfax szokuje wszystkich gości swoim nietypowym dla damy zachowaniem. Zauważa też, że w pobliżu lady Frances kręci się jakiś tajemniczy mężczyzna z brodą. Pewnego dnia lady Frances znika. Holmes i Watson ruszają na jej poszukiwania…

Archiwum Sherlocka Holmesa
Ostatni tom opowiadań o najsłynniejszej parze detektywów wszech czasów. Kiedy Sherlock Holmes wyjeżdża na wakacje, podczas jego nieobecności doktor Watson przyjmuje zlecenie od dwóch starszych pań. Chcą one przekonać swojego brata, że człowiek, który opowiada mu o możliwości spadku, to oszust. W tym samym czasie starszy brat Sherlocka, Mycroft Holmes, rozpoczyna poszukiwania skradzionego klejnotu kardynała Mazarina, który został przekazany British Museum… W innej z opowieści Holmes otrzymuje dwa dziwne listy, które dotyczą podejrzenia o wampiryzm. Niejaki Robert Ferguson, który przybywa na Baker Street następnego ranka, twierdzi, iż jego peruwiańska żona wysysała krew ich synka. Kilka razy została na tym przyłapana przez pielęgniarkę, która na początku wahała się, czy powiedzieć o tym panu domu. Holmes, zdając sobie sprawę, iż jest to niezwykle delikatna sprawa, przystępuje natychmiast do śledztwa… Pod koniec swojej detektywistycznej kariery Holmes, podczas pobytu w Sussex, jest świadkiem śmierci w konwulsjach na brzegu zatoki uchodzącej do kanału la Manche profesora Fitzroya McPhersona. Sekcja zwłok wykazuje, że przyczyną śmierci są liczne rany na plecach. Ostatnie słowa jakie wypowiedział zmarły brzmiały: „lwia grzywa”.


...kiedyś może przyjdzie czas, by rzecz cała opowiedzieć tak, jak było naprawdę. 


Przyznam, że jestem bardzo mile zaskoczona realizacją wydawniczego pomysłu. Sherlock Holmes to postać nie tylko wszystkim znana, ale i jedna z najpopularniejszych ikon literatury detektywistycznej. Mamy tu konfrontację osobowości z nieprawdopodobną wiedzą, przestronną wyobraźnią i umiejętnością analitycznego myślenia. W renesansie określilibyśmy go mianem humanisty, a dzisiaj? Kto łączy w sobie odkrywcę, naukowca, topografa, detektywa, analityka i przedstawicieli wielu innych zawodów w jednej, pewnej siebie, ale stosunkowo skromnej osobowości? Kiedy zaczęłam analizować tę zawrotną parę detektywów stworzonych przez Doyle’a, zauważyłam, że doktor Watson nie tylko trzyma się z boku, obserwuje bieg zdarzeń, ale próbuje wysnuwać własne wnioski. Jest postacią w tle, której zadaniem jest dodanie humorystycznego wątku całej historii i przejęcie odpowiedzialności za spisanie wszystkich przygód Holmesa.  Bez niego zabrakłoby nam dozy „normalności” i przyziemności w scenerii Baker Street.

Warto też wspomnieć, że w 2010 powstał serial pt. Sherlock. Widziałam jedynie kilka odcinków ekranizacji klasyka Doyle’a, ale już zdołałam się zaintrygować. Dlaczego? Powód jest bardzo prosty, ponieważ, owszem, na szklany ekran przeniesiono fabułę zawartą w książkowym wydaniu, jednakże została ona bardzo uwspółcześniona, co na pewno ma wpływ na szersze grono młodych odbiorców.

Ostatni tom książki liczy jednak aż 895 stron, czcionka jest duża i bardzo czytelna, stronice ozdobione oryginalnymi rysunkami Sidneya Pageta, a wydanie jest wyjątkowo lekkie. Całość została zamknięta w pięknej, twardej (tym razem granatowej) oprawie. I jeśli mam być szczera,  to komplet świetnie prezentuje się na półce. Uważam też te trzy publikacje za idealny prezent „pod choinkę”. Może jeśli jeszcze nie zdążyliście napisać Listu do Świętego Mikołaja, to uda Wam się wynegocjować tak barwny prezent.

Jeszcze raz gorąco polecam!


Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu ZYSK i S-ka








"Prawdziwe życie przynosi zdecydowanie dziwniejsze zdarzenia, niż jest w stanie wymyślić najbardziej twórcza wyobraźnia..." - Sherlock Holmes, tom 2

Jak doskonale wiecie ubóstwiam Sherlocka Holmesa. Równie dobrze poinformowani jesteście o fakcie, że wydawnictwo ZYSK i S-ka wydało nową serię przygód najsławniejszego mieszkańca Baker Street w wyjątkowo niecodziennym wydaniu. Blisko dwa tygodnie temu otrzymałam ostatnie tomy powieści, i co ciekawsze, nagle rzuciłam w kąt wszystkie dotychczasowe obowiązki, rozpoczęte książki również, i zabrałam się za lekturę.  Kto by pomyślał, że dwie noce mają wystarczająco wiele godzin, by przebrnąć przez blisko 900 stron. Mało tego, kto wpadłby na to, że w między czasie można normalnie funkcjonować, chodzić do pracy, na zajęcia i… zachłannie wyciągać ręce po tom trzeci!

Dolina trwogi, Przygody Sherlocka Holmesa oraz Szpargały Sherlocka Holmesa to kolejne trzy części przygód niekonwencjonalnego detektywa i jego kompana. Tym razem poznamy tajemniczą famme fatale, Irene Adler, czyli kobietę, która swoją osobowością, charyzmatycznością i wdziękiem oczarowała tytułowego bohatera. Co więcej, dochodzi do konfrontacji dwóch odwiecznych wrogów: spotkanie Sherlocka z profesorem Jamesem Moriartym w szwajcarskim kurorcie nieopodal wodospadu Reichenbach niestety nie wróży nic dobrego. Książka kończy się dość… smutno. Cały czas próbuję wyobrazić sobie reakcję fanów Doyle’a, którzy podczas pierwszej publikacji zostali zakończeni tak nieprawdopodobnym zwrotem akcji.

Warto zaznaczyć, że Szpargały… to książka, która tak naprawdę pozwala poznać nam Sherlocka Holmesa. Dzięki niej zbliżamy się do jego codzienności, analizujemy poszczególne zachowania i odsłaniamy przeszłość. Doyle postanowił opisać tu relacje rodzinne, interakcje z dawnymi przyjaciółmi i znajomymi, pokazał pewne nawyki i zainteresowania, nie pozbawiając nas świetnej zabawy, dopracowanego pióra i utrzymania przezabawnego tonu całej historii. Pamiętajcie też, że ten rozdział traktuje o przyjaźni Sherlocka z doktorem Watsonem. Jeżeli więc chcielibyście bliżej poznać ich znajomość i rozwikłać zagadkę „jak to się stało”, zachęcam do lektury.


Czy książkę polecam? Oczywiście. Jeżeli poszukujecie prezentu pod choinkę dla swoich bliskich, to idealna propozycja. Sherlock Holmes w nowym wydaniu to piękna, olbrzymia książka w twardej oprawie, ubarwiona wspaniałymi rysunkami Sidneya Pageta.  Rzadko kiedy podsuwam komukolwiek pomysł wręczania książek w formie prezentów (sama bardzo tego nie lubię), ale uważam, że ten klasyk naprawdę na to zasługuje. Nie potrafię niestety ocenić tej publikacji. Sherlock Holmes przypomina mi moje dzieciństwo – od poszarpanych publikacji w szkolnej bibliotece, przez seriale, aż po filmy długometrażowe. Chyba każdy z nas przez to przebrnął i chyba każdy zatrzyma się choć na chwilę, gdy usłyszy hasło „Baker Street”. Jeśli nie, to każdemu tego życzę. Ja do wszystkich trzech tomów na pewno wrócę przy okazji Świąt Bożego Narodzenia. Co może być przyjemniejszego od kubka gorącej czekolady w głębokim fotelu, pitej podczas czytania Sherlocka Holmesa przy blasku choinkowych lampek? 



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu ZYSK i S-ka:


Ojej... Jak to się stało? "Gandhi w brzuchu wieloryba"!

Gandhi w brzuchu wieloryba... Czego się spodziewać, kiedy taki tytuł został nadany przez samego George’a Orwella? Pisarza, którego jak sądzę, i jaką też mam nadzieję, znają wszyscy miłośnicy literatury (i nie tylko). Folwark zwierzęcy, Rok 1984 to tytuły obowiązkowe w kanonie lektur dla szkół średnich i gimnazjów. Przyznam jednak, że nieco z dystansem podchodziłam do najnowszej książki sygnowanych nazwiskiem człowieka, który dobre 64 lata temu przestał stąpać po tym świecie. Niemniej, bez obaw warto poświęcić  najnowszej propozycji Wydawnictwa FRONDA choć jeden wieczór.

Książka Gandhi w brzuchu wieloryba to zbiór esejów, felietonów i publikacji, które nie tylko zachwycają fenomenalnym piórem Blaira, ale i pozwalają nam przedostać się do kontrowersyjnych czasów odległej Anglii. Otwierający książkę tekst to pewnego rodzaju zabawa autora z czytelnikiem. Opowiastka z życia bezdomnego, który nie tylko tuła się po ośrodkach socjalnych, noclegowniach, ale i naigrywa ze stróżów prawa. Urokliwe w tym wszystkim jest to, że głównym bohaterem jest sam autor, który postanowił przeżyć na własnej skórze to, co chciał opisać. Opisał to jednak fenomenalnie. Pomimo brudu, obskurnych pryczy i stwardniałego chleba – chętnie śledzimy kolejne strony.

Każde zdarzenie opisane w książce to wpleciona w fabułę sytuacja polityczna bądź społeczna. Orwell opisuje ideologie, poglądy, wtapia głębokie przemyślenia i sugeruje wnioski. Historia kołem się toczy, zdarzenia lubią się powtarzać, brutalizacja kultury ma miejsce i dzisiaj, a przemoc czy występek widoczne są na każdym kroku. Warto pamiętać, że należy czytać „mądre książki”, ponieważ to one kształtują nasz światopogląd i otwierają nasze oczy na nowe spostrzeżenia. Gandhi w brzuchu wieloryba to również słynna i po dziś dzień kontrowersyjna Lista Orwella, zawierająca nazwiska potencjalnych agentów Stalina działających w powojennej Anglii.

Tradycyjnie zauroczyło mnie wydanie książki. Publikacja jest „spora”, a to zasługa jej gabarytów. Świetna oprawa, duża czcionka i dobre zorganizowanie treści to coś, co ubóstwia każdy czytelnik. Zabrakło mi jednego – obszerniejszej biografii autora. Orwell to twórca, który na swoim koncie ma naprawdę wiele świetnych tekstów, a każdy z nich zawiera głęboki przekaz. Powinno to z kolei implikować, by jego poglądy czy pewne sugestie dotyczące treści zostały umieszczone na okładce. Pokuszę się jednak o stwierdzenie, że Gandhi... to idealna propozycja „pod choinkę” dla wymagających czytelników. Naprawdę warto postawić tę książkę na swojej półce i wracać do niej w wolnej chwili. Poza faktem, że to zmuszająca do przemyśleń i trudna lektura, powinniśmy pamiętać, że byli niegdyś ludzie odważni, którzy równie odważnie mówili o otaczającym ich świecie. Orwell był w tym mistrzem, zwłaszcza, że dzieła spod jego pióra nie raz trafiły na listę ksiąg zakazanych. Dzisiaj możemy czytać wszystko, i o wszystkim, korzystajmy z tego. Gorąco polecam!

Za książkę Gandhi w brzuchu wieloryba dziękuję Wydawnictwu FRONDA



Czytaliście książkę "Kubuś Fatalista i jego pan" Denisa Diderota?

O tym, że Wydawnictwo MG od pewnego czasu zaskakuje nas pięknymi wydania klasyki literatury już wiecie. Na Pastelowym Niecodzienniku opisywałam Wam wspaniale stworzony Proces Franza Kafki, a dziś przyszło na kolejny bestseller – Kubuś Fatalista i jego pan.



(...) mam serce, ale chowam je na lepszą okazję. Kto zbyt hojnie szafuje tym bogactwem, tyle go roztrwoni wówczas, gdy trzeba było oszczędzać, że mu zabraknie w porze, gdy trzeba być rozrzutnym.

Któż nie słyszał o tej książce Denisa Diderota? Kto nie czytał jej przed laty? Przezabawna historia, pełna anegdot dysputa o wyobrażeniach nowego świata, w którym zatarta zostaje granica pomiędzy panem a sługą. Przecież długa podróż przepełniona przezabawnymi dialogami i wysnutymi opowiastkami Kubusia to fenomenalny sposób na udany wieczór. Pozwolicie, że nie będę zagłębiała się w fabułę książki. Przypomnę tylko, że Dierot w latach swojej twórczości wpłynął na powstanie nowego nurtu i szerzenia kompozycji otwartej utworów w drugiej połowie XVIII wieku. Książka jest pewnego rodzaju opowiastką, filozoficznym elaboratem, który właściwie nie skupia się na żadnym z wątków. Poruszanych jest wiele tematów, ciągle przewijanych humorystycznymi dygresjami, ale utrzymanych zwykle w głównym motywie powieści, a mianowicie myśli, że niebawem zatriumfuje sprawiedliwość na świecie.  Kubuś bowiem uważa, że nasza przyszłość została już z góry ustalona, zapisana na kartach naszego życia i nic nie zdoła jej zmienić. Nasze życie wiąże się z pewnego rodzaju fatum, a co za tym idzie dane nam godzić się na wszelkie smutki i radości losu. Warto jednak zaznaczyć, że to właśnie przygody Kubusia i jego pana, którzy niespiesznie „człapią” konno są powodem retrospekcji i wymyślanych w biegu kolejnych historyjek i anegdot fatalisty.


Rozum jest to przypuszczenie, w którym doświadczenie pozwala nam uważać dane okoliczności za przyczyny pewnych skutków, których można się spodziewać lub obawiać.



Nowe wydanie książki Kubuś Fatalista i jego pan jest po prostu piękne. Twarda oprawa, niebieska okładka z rysunkiem zaprojektowanym przez Elżbietę Chojną intryguje i zmusza do refleksji. Na pewno minusem jest brak grafik we wnętrzu publikacji, choć pewnie jeśli lekturę zaczęłabym od Kubusia…, a nie Procesu, kompletnie by mi to nie przeszkadzało. Publikacja liczy 263 strony, czcionka jest czytelna, a tłumaczenie świetnie dopracowane. Uważam, że Wydawnictwo MG stanęło na wysokości zadania, a dzięki temu my mamy możliwość renowacji domowej biblioteczki.

Czy warto zakupić książkę? Oczywiście, że tak. Jeżeli nigdy dotąd nie czytaliście historii Kubusia -  koniecznie musicie nadrobić zaległości. Przed laty była to fenomenalna książka. Dziś w niektórych szkołach nadal należy do kanonu lektur obowiązkowych. Dla mnie z kolei jest miłym wspomnieniem młodych lat i przyznaję - kiedyś naprawdę nie zrozumiałam kontrowersyjnych wątków poruszonych w powieści, ale dzięki temu uśmiech miałam jeszcze szerszy w trakcie czytania.

Gorąco polecam!


Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG



"Z kłamstwa robi się istotę porządku świata..." zapraszam na "Proces" Franza Kafki!

„Proces” to jedno z najgłośniejszych dzieł w historii literatury. Książka wydana po śmierci autora, pomimo woli zniszczenia rękopisu, przez Maxa Broda w roku 1925. Stworzona była pod wpływem rozstania z ukochaną, a opowiada o tym, że współczesny świat zna niezliczoną ilość absurdu. Każdy może zostać osądzony, choć niczemu nie jest winien. Musi polegać na woli sądu, bowiem nikt nie poda mu dłoni, ani nikt nie udzieli wyjaśnień. Historia ta jest obecna nawet dzisiaj. Nie musimy wędrować na początek XX wieku, by zrozumieć fabułę książki, pozwólcie jednak, że pokrótce Wam ją opowiem.

... sprawiedliwość musi spoczywać, inaczej chwieje się waga i sprawiedliwy wyrok staje się niemożliwy.

Mam świadomość tego, że „Proces” znają wszyscy. Nie wiem jak teraz, ale za „moich czasów” była to książka z kanonu lektur obowiązujących na egzaminie dojrzałości. Niemniej, warto na nią zwrócić uwagę. Józef K., główny bohater książki, pewnego dnia budzi się rano, zastawszy w swoim mieszkaniu urzędników, którzy z bez chwili wahania informują go o aresztowaniu, mimo iż nic złego nie popełnił. Sęk w tym, że z kompletnej dezaprobaty Józef K. domaga się wyjaśnień, racjonalnego podejścia od nieznajomych mężczyzn, ale bardzo szybko zostaje stłamszony informacją, że oni wykonują tylko powierzone obowiązki. Sedno sprawy, fakt czy ktoś właściwie popełnił zarzucane mu czyny kompletnie ich nie interesuje, bowiem przydzieleni są do zupełnie innych zadań. Warto jednak zwrócić uwagę, że Józef K. może wieść nadal normalne życie, niezmiennie chadza do pracy, mieszka w swoim domostwie jedynie ma świadomość, że jest aresztantem i musi stawiać się przed sądem na każdej rozprawie. Józef K. poszukuje pomocy wśród znajomych, nawet żony woźnego sądowego, jednak kiedy to trafia na osadzonego kapelana – historia zostaje nam ukazana z nieco innej perspektywy.

 Historia Józefa K., który został aresztowany pomimo tego, że nie popełnił żadnego przestępstwa, dotyczy nas samych. Osądzono go, choć nie poczuwał się do winy, ale i nie mógł się też bronić, bowiem nie znał zarzucanych mu czynów. Wszystko to opierało się na granicy absurdu i niedorzeczności, która tak wszechobecna jest dzisiaj. Znawcy literatury uznają, że Kafka nawiązuje do  inkwizycyjnego modelu procesu, który powtórnie poznaliśmy w okresie II WŚ oraz PRL.  Uważam, że to świetny dowód na to, że historia kołem się toczy...

Zawsze pragnąłem dwudziestoma rękami naraz chwytać świat, i to nawet dla niesłusznego celu. To było mylne; czy mam teraz pokazać, że nawet jednoroczny proces nie zdołał mnie niczego nauczyć? Czy mam odejść jak człowiek niepojętny? Czy mam pozwolić, by mówiono o mnie, że na początku procesu chciałem go ukończyć, a teraz, na jego końcu znowu go zacząć? Nie chcę, by tak mówiono. Jestem wdzięczny za to, że dano mi na tę drogę tych półniemych, nierozumiejących panów i że mnie samemu pozostawiono, abym powiedział sobie o tym, co nieuchronne…


Skoro jednak wszyscy wiemy, czym właściwie jest „Proces”, warto zwrócić na najważniejszy element. Wydawnictwo MG od pewnego czasu wydaje klasyczne dzieła literatury światowej w odmienionej oprawie. Książka, którą otrzymałam, zawiera mnóstwo ilustracji Bruna Schulza, tłumacza publikacji, któremu to zawdzięczamy jej genialny przekład. Błękitna, twarda oprawa i ołówkowe grafiki we wnętrzu książki potrafią ująć za serce. Sądzę więc, że jeśli ktoś z Was kompletuje niecodziennie wydania książek na swojej półce – „Proces” Kafki jest idealny!  Nie będę oceniała tej historii, bowiem jak ocenić książkę, którą uznano za jedną  z najważniejszych lektur współczesnego świata? Trzeba przyznać, pióro Franza Kafki potrafi nas przyciągnąć, zwrócić uwagę na drobiazgi i szczegóły. Na chwilę obecną warto jednak skupić się na wydaniu. Może publikacja nie należy do najtańszych, ale bez wątpienia jest warta swojej ceny.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG





Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje
Wywiad: Portal Warszawa i Okolice

Recenzja książki: Sodoma

Recenzja książki: Sodoma
Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie