­
­

Nowość od Anety Jadowskiej już dostępna!

Ktoś napisał, że Dzikie Dziecko Miłości to przyjęcie-niespodzianka. Chcecie wiedzieć z jakiego powodu? Zapraszam do lektury. 

Aneta Jadowska jest jedną z niewielu autorek gatunku fantasy, po której książki sięgam niezwykle chętnie. Na co dzień niestety wampiry, wilkołaki i inne stworzenia nie należą do moich ulubionych i niezwykle trudno jest mi przekroczyć tę niezwykle cienką granicę. Seria przygód Dory Wilk jest jednak na swój sposób wyjątkowa - kryminalne i tego, zwroty akcji i naprawdę dobry dobry humor, nieszczędzący sarkazmu potrafią wciągnąć na długie godziny. O czym więc w najnowszej części heksalogii? 

O tym, że ludzie żyją wśród istot nadprzyrodzonych mówi się niezwykle często. Jest to motyw regularnie poruszany w literaturze i największych kinowych produkcjach, ale mało kto decyduje się na zaprowadzenie pokoju w  tych niekonwencjonalnych warunkach. Jadowska wyszła naprzeciw oczekiwaniom czytelników, ale nie bez powodu. Główna bohaterka, Dora, ma dokonać wszelkich starań, by pokój ten utrzymać. 

Pewnego dnia zostają odnalezione zwłoki. Oznacza to, że w mieście grasuje zabójca, a terytorium wilków usiane jest masowymi grobami. Sojusz pomiędzy wilkołakami a wampirami zaczyna się zacieśniać, a wszystko to by rozwiązać kryminalną zagadkę Thornu. 
Sprawdź na stronie Wydawnictwa
Gorąco polecam Wam tę książkę. Lektura nie nuży, wciąga i zaskakuje czytelnika na każdym kroku. Jak już wspomniałam, jest to jedna z niewielu serii gatunku fantasy, która potrafi mnie zachwycić i doskonale wiem, że zdecyduję się kontynuować przygodę z Dorą Wilk. Ogromnym atutem książek Anety Jadowskiej jest przemyślana konstrukcja. W trakcie lektury z pewnością zauważycie, że nie pojawiają się tam przypadkowi bohaterowie, a wszystkie puzzle tej układanki konsekwentnie prowadzą do wcześniej precyzyjnie dopracowanego zakończenia. Czytaliście już Dzikie Dziecko Miłości? Jak podobała Wam się książka? Cytaty już jutro na insta stories ♥️ Odwiedzajcie mój profil: gusiapp.

Nora Roberts - Początek

Nadprzyrodzone zjawiska. Siła woli i niebywałe umiejętności! W jaki sposób  mroczna i przerażająca magia stała się fabułą najnowszej powieści Nory Roberts? Zapraszam!


Sylwester. Miłe spotkanie w doborowej atmosferze nie zawsze wiąże się ze świetną, szampańską zabawą. W małej, szkockiej wiosce mgnieniu oka wybucha pandemia – wymioty, bóle, złe samopoczucie. Co się wydarzyło? Dlaczego herbaty czy podawane leki nie przynoszą ulgi? Czy Zagłada, bo taką nazwę nosi wirus, zbierze sowite żniwo? Musicie przekonać się sami. 

Najnowsza książka Nory Roberts to zupełnie inna odsłona jej dobytku literackiego. Początek to postapokaliptyczna historia, z pogranicza  powieści fantasty oraz literatury obyczajowej. Ludzkość bowiem dzieli się na dwa obozy.  Jednym z nich są ci, którzy zostali zakażeni wirusem, drugim z kolei osoby, które otrzymują magiczne zdolności.  Aby jednak cała fabuła była spójna i prosta dla czytelnika, autorka zdecydowała się na przestawienie historii z perspektywy kilkunastu bohaterów, kluczowych dla całej historii.

Książka przypadnie do gustu osobom, które cenią sobie literaturę nawiązującą do walki dobra ze złem, tutaj świata i ciemności, oraz nieuniknionego końca starego świata. W moim przekonaniu książka nie spełniła oczekiwań, ale wierzę, że znajdzie wielu miłośników. Akcja jest bardzo precyzyjna, wątki przeplatają się w niezwykle szybkim tempie, a wprowadzenie licznych postaci ułatwia odbiór powieści. Mi przeszkadzał sam motyw, gdyż nie jestem miłośniczką fantasy, ale Wam gorąco polecam. Wierzę, że Początek, czyli I tom serii Kroniki Tej Jedynej przypadną Wam do gustu. 

Hobbit w nowej odsłonie już dostępny!

Hobbit to książka, z którą pierwszy raz przyszło mi się zmierzyć w podstawówce. Nie lubiłam wtedy czytać. Hobbita jednak przełknęłam, bo ktoś określił ją mianem przystępnej lektury. Jak zmieniła się moja percepcja po latach? Zapraszam do lektury. 


Tolkien stworzył powieść, która na długo zapada w sercach dużych i małych, a czytelnik z zapartym tchem może śledzić walkę dobra ze złem. Na pierwszy rzut oka mamy do czytania z książką przygodową gatunku fantasy, jednak jest w niej mnóstwo mądrości, które bez względu na wiek wniosą wiele do naszego życia. Przykładem jest fakt, że losy całego świata spoczywają na barkach tchórzliwego hobbita, wiodącego spokojne życie w Shire. Bilbo Baggins, czując poczucie odpowiedzialności, wykazuje się heroiczną odwagą, wypełniając tym samym swoje przeznaczenie. 

O losach Bilbo nie muszę Wam wiele opowiadać, wśród z Was są setki, a może tysiące osób, które oglądały filmy poświęcone serii lub czytały książki. Chciałabym zwrócić jednak Waszą uwagę na nowe, piękne wydanie Hobbita, stworzone przez wydawnictwo Zysk i S-ka. W książce znajdziecie fantastyczne ilustracje autorstwa Alana Lee, laureata Oscara, brytyjskiego grafika, który swoje malowidła wykonał z okazji setnej rocznicy urodzin Tolkiena. 

Sprawdź na stronie wydawnictwa
Gorąco polecam Wam tę książkę. Mam nadzieję, że będziecie mogli pozwolić sobie na chwilę refleksji, by porównać z tym, jak odebraliście ją przed laty. Niegdyś płaskie sceny miłości, dzisiaj okazały się dla mnie pięknymi i pełnymi wzruszeń momentami, a  chwile heroicznej walki o życie są pewnego rodzaju symbolem i motywacją. Jestem niezwykle ciekawa, czy  czytaliście w swoim życiu Hobbita i czy chcielibyście zmierzyć się z nim ponownie. Jak oceniacie film, opowiadający o losach Bilbo Bagginsa oraz co wynieśliście z jego projekcji? Koniecznie podzielicie się ze swoimi wrażeniami. 

Płomienna Korona - Elżbieta Cherezińska

„Miecz, który przywrócił chwałę. Korona, która odrodziła królestwo…”

Zanim opowiem Wam o tej propozycji, przyznam, że od kiedy mam Płomienną Koronę w rękach, próbuję sobie przypomnieć, kiedy ostatnio czytałam tak potężną książkę. Najnowsza powieść Elżbiety Cherezińskiej liczy aż 1084 strony, i tym samym zamyka serię Odrodzone Królestwo. 

Pierwszą rzeczą, na którą należy zwrócić szczególną uwagę jest fakt, że książki Cherezińśkiej są połączeniem powieści historycznej i literatury fantasy. Nie wszyscy bohaterowie i nie wszystkie wątki są prawdziwe. Autorka snuje fabularną opowieść o tym, jak mogły wyglądać poszczególne zdarzenia, jednakże nie wszystko opiera na dokumentach. W najnowszej powieści króluje miłość, piękno, zdrady i rozterki. Pojawia się głęboka sfera uczuć, marzeń i pragnień, a jednocześnie siła i budowanie pozycji społecznej księcia Władysława Łokietka. Zostaniemy oprowadzeni po zamkach, królestwach i katedrach. Będziemy świadkiem walk i dyplomatycznych spotkań, a także swatania córek i synów, które jak wiecie – nie raz przekładały się na budowanie dobrych relacji oraz sojuszy pomiędzy rodami. Cała akcja rozpoczyna się w roku 1306, w momencie przełomowym dla kraju, albowiem rozbitym, zbuntowanym i na północy opanowanym przez Krzyżaków. Czy Mały Książę zdoła zjednać Polskę? Historia mówi jedno, a co czeka na Was w Płomiennej Koronie? Musicie przeczytać sami.
Sprawdź na stronie Wydawnictwa
Książkę czyta się niezwykle lekko. Autorka posługuje się bardzo plastycznym językiem, pokazuje swoich bohaterów z dobrej oraz złej strony, nie ma tu różowych okularów. Każda postać jest wyrazista, ale ilość wątków pobocznych niestety momentami nuży. Zdarza się, że wprowadzone elementy wnoszą tak niewiele do fabuły książki, że spokojnie mogły zostać pominięte. Nie brakuje tu jednak zwrotów akcji. Cherezińska nie raz zaskoczyła mnie decyzjami podejmowanymi przez postaci, nie raz również zmartwiła mnie czyimś postępowaniem. Muszę przyznać, że Płomienna Korona, choć ostatnia część trylogii, przeze mnie przeczytana została jako pierwsza. Chętnie jednak poznam całą serię, prześledzę rozwój Odrodzonego Królestwa i diametralnie spróbuję zmienić swoje postrzeganie średniowiecznej Polski. Na zakończenie pozwolę sobie zacytować fragment opisu powieści „Wszystko to splata się ze sobą, tworząc jeden, mieniący się wieloma barwami kobierzec, w którym najbardziej fascynujące jest to, iż utkany został na kanwie polskiej historii”. Kto czytał powieść Elżbiety Cherezińskiej? Kto dopiero zabiera się za lekturę? Jestem ciekawa Waszych opinii. 

Aneta Jadowska - Dziewczyna z Dzielnicy Cudów

Aneta Jadowska szturmem wdarła się na polski rynek wydawniczy niesamowitą serią o Dorze Wilk. Dziś jednak czas na premierę Cyklu o Nikicie i jego pierwszy tom – Dziewczyna z Dzielnicy Cudów.


Jadowska to w pewnym rodzaju literacki fenomen – jako nieliczna tworzy sagi fantasy, które zyskują niebywałą popularność wśród czytelników w każdym wieku. Posługuje się wysublimowanym językiem, intrygującą składnią, którą można pokochać lub znienawidzić od pierwszej strony powieści. Zapałanie miłością do jej pióra wiąże się jednak z wieloma wieczorami w doborowym towarzystwie! Dziś więc porywam Wam w niesamowitą podróż do alternatywnego świata, poznajcie miasta Wars i Sawa, rozdzielone nurtem Wisły.

Wbrew pozorom nie poznajemy historii stolicy Polski. Nie powracamy do legend, prawideł i porzekadeł… Jadowska kreacje miast stworzyła samodzielnie – od podszewki! Każde z nich stanowi metropolię alternatywnej Warszawy, zwariowanej, fascynującej, magicznej! Przestawiam Wam Warsa – brutalnego i szalonego oraz Sawę – zbrojoną w kły i pazury, a tytułową Dzielnicą Cudów jest część miasta, która za sprawą  magii i czarów została utrzymana w konwencji lat 30 ubiegłego wieku. Potrzebujecie zarysu fabuły? Uprowadzona zostaje piosenkarka z legendarnego klubu Pozytywka, a kluczem do śledztwa staje się Nikita! To ona, wraz z niefrasobliwym Robinem, musi poprowadzić sprawę. Co odkryje w tym przedziwnym mieście?

Fascynującym jest fakt, że świat Nikity rządzi się własnymi prawami. Dialogi w książce są aż nadto naturalne, codzienne, a język, którym posługuje się autorka niezwykle plastyczny. Mamy okazję stopniowo poznać każdego z bohaterów, zaczytując się w powolnych opisach tła i zdarzeń. Nikita jednak przedstawia się nam jako niezwykle silna, stanowcza kobieta, a jednocześnie bezlitosna zabójczyni. Tom pierwszy sugeruje, że taka pozostanie, ale nie mam wątpliwości, że jej trudne dzieciństwo i toksyczne relacje z najbliższymi odegrają istotną rolę w kontynuacji serii. Jadowska na każdym kroku pokazuje swój styl i podąża za aktualnie panującymi trendami. Co przyniesie drugi tom Cyklu o Nikicie?

Sprawdź na stronie Wydawnictwa!
Lekturę gorąco polecam zarówno fanom Anety Jadowskiej, jak i miłośnikom fantasy. Dziewczyna z Dzielnicy Cudów może okazać się dla Was nie lada gratką na długie, jesienne wieczory. Całość zamknięta została na stronach, a wszystko ubarwiają piękne, liczne rysunki. Język Jadowskiej musi jednak znaleźć swoich miłośników – często porównałabym jej powieści do książek Ćwieka czy Sapkowskiego, bowiem bywają wulgarne, bezpośrednie, momentami sztampowe. Są jednak fenomenalne, gdy przychodzi nam zmierzyć się z całą serią. Gorąco polecam!

Jesienne Czytanie: Marcin Mortka - Projekt Mefisto

Korporacje. Wyścig szczurów. Nowe oblicze strać tyanów, błyskotliwość zarządu i strategie, które mają jeden cel – rozwinąć i tak idealnie pnące się po szczeblach przedsiębiorstwo. Zapraszam do niecodziennej lektury w nietuzinkowej formie. Przed Wami Projekt Mefisto.



Nowe spojrzenie Marcina Mortka to znak, że nie każdy debiutujący pisarz nie potrafi zaskoczyć i zaintrygować czytelnika. Jako osoba pracująca na co dzień w korporacji, doskonale odnalazłam się wśród briefów, tasków, projektów i dealineów. Nie czułam się zażenowana, nie brakowało mi wartkości akcji. Lektura spełniła moje oczekiwania.

Świetnie skonstruowana opowieść o diable. O życiu w niewielkiej miejscowości. O piekle. O zepsuciu ludzi i obojętności. Tak, wszechobecnej obojętności. 


Pełna humoru, barwna opowieść o piekle to sposób na udany wieczór. Jeżeli nie straszne Wam rusałki, strzygi i wiedźmy, ani Lucyfer we własnej osobie, to lektura idealna dla Was. Naszym głównym bohaterem jest Zygmunt. Niepozorny pracownik korporacyjnego piekła, który zostaje zesłany do niewielkiej miejscowości Wypluty, oddalonej od cywilizacji, zapomnianej, słowem miejsca, gdzie tylko diabeł mówi dobranoc. Zygmunt musi nakłonić ludzi do grzechu. Sprawić, by zaczęli być podejrzliwi i nieufni, aby popełniali coraz to więcej niecnych czynów. Na miejscu czeka go jednak pewne zaskoczenie i jego misja staje się niebywale trudna. Ba! Staje pod ogromnym znakiem zapytania! Wypluty to miasteczko zamieszkiwane nie tylko przez ludzi. W ponurych domach skrywają się m.in. lesze, wodnicy i czarownice. Złe to szpiku kości postaci przyprawiają Zygę o dreszcze. Czy da się zgorszyć i tak zepsute stworzenia?

Już w sprzedaży!
Autora książki Projekt Mefisto znamy przede wszystkim z licznych tłumaczeń, sagi Dom pod Pękniętym Niebem czy cyklu Przygód Madsa Voortena. Mortka posługuje się wyjątkowo lekkim, plastycznym językiem. W mgnieniu oka wprowadza nas w fabułę książki i zachęca do dalszej lektury. Dość nietypowe spojrzenie na piekło również jest w stanie nas zaskoczyć. Nie spotkałam dotychczas w literaturze motywu przedstawiania korporacji w tak kontrowersyjny sposób. Martwi mnie jednak fakt, że książka przeczyta między wierszami, od tasków czy wysłużonego sprzętu przedstawia realia polskich firm. W książce też nie do końca jasno określone są poszczególne postaci, ich koligacje, związki, a część bohaterów staje się tajemnicza. Autor doskonale przemyślał fabułę, wplótł w to piekielnie dobre poczucie humoru i przedstawił nam barwną książkę, przy której nie można się nudzić. Jeżeli miałabym określić rodzaj powieści Mortka, uznałabym to za alternatywny nurt literatury obyczajowej. Wy jednak sprawdźcie sami!


Miłej lektury! 

Mądrości Shire, czyli z innej strony Hibbitonu!

Hobbit  czy trylogia Władca Pierścieni to książki, które nikomu nie zdołały umknąć. Może i nie sięgnęli po nie wszyscy wyznawcy Śródziemia – historię Hobbitów zna każdy, bez względu na wiek, płeć czy pochodzenie. Kultowa seria filmowa ogarnęła cały świat, a jej twórca, czyli Peter Jackson zaksięgował na swoim koncie miliony dolarów. Dlaczego o tym wspominam? Ano dlatego, że chciałabym Was zachęcić do przeczytania książki Mądrości Shire napisanej przez jednego ze współautorów scenariuszy powyższych filmów, Noble’a Smith’a.

Przyznam, że do książki miałam trzy, albo i cztery podejścia, ale nie dlatego, że czułam się znudzona czy obruszona znajdującą się weń treścią, a dlatego, że chciałam przeczytać ją „jednym tchem”. Zawsze brakowało mi czasu, natłok obowiązków spadał na moje barki, a Święta Bożego Narodzenia to mało korzystny czas jak na pokaźny plik lektur. Wyobraźcie więc sobie moją uszczęśliwioną minę, kiedy to o godzinie 24:59, w Drugi Dzień Świąt, zabrałam się za lekturę!

Nie twierdzę, że stworzony przez Tolkiena świat nie zachwyca mnie nie każdym kroku. Zazdroszczę temu Panu wyobraźni i kunsztu edytorskiego, którego mi będzie zawsze brakowało bowiem sam Hobbit to książka, która poza obszernym opisem fantastycznych zjawisk czy postaci pokazuje młodzieży dobre i złe maniery, uczy wychowania i zachowania, odnajdując pozytywne emocje w każdym czytelniku. Nie ma więc się czemu dziwić, że tak bardzo chciałam przeczytać Mądrości Shire. Ta książka jest swoistym poradnikiem „Jak żyć długo i szczęśliwie”. Ukazuje nam Hobbitów, którzy cenią sobie dobre maniery, ale i wygodne mieszkanie. Wygląd norek, jakość wykonania i piękno przyrody otaczające ich wioskę. Łatwo też dostrzec,  że wielu z nas oddałoby mnóstwo dóbr materialnych, by rozpocząć hobbickie życie – sielankę pełną jadła, piwa i rodzinnego życia – nie wiem dlaczego, ale korzystając z okazji na usta nasunęła mi się nasza, polska Wigilia. J

Ku sprawom ciekawszym – warto przeczytać Mądrości Shire, jeśli chcecie poznać „od kuchni” cała Tolkienowską serię. Autor wyjaśnia nam wiele zjawisk i sytuacji, które na pierwszy rzut oka nie są tak oczywiste. Dowiadujemy się, że Shire miało przypominać swoim wyglądem jedenastowieczną Anglię, a elfickie imię Gandalfa brzmi: Mithrandirem. Co więcej, każdy rozdział opisany jest reasumującą mądrością, która wcześniej, zostaje szczegółowo wyjaśniona np.: „Długi sen czyni cię zdrowym, szczęśliwym i zmniejsza ryzyko, że wkurzysz smoka”. 

Książka pobudza wyobraźnię, uzupełnia informacje i kreuje nową opinię o poszczególnych postaciach Władcy Pierścieni. Mi bardzo pomogła i bardzo się przydała. Szczególnie, jeśli prawie jak Hobbit, cenię sobie prywatność i dłuuuugi sen! Jeśli byłoby realnym wcielić wszystkie rady zawarte w poradniku, byłabym (niewątpliwie) najszczęśliwszą osobą na ziemi! Dane mi jednak żyć we współczesnym świecie, a Mądrości Shire potraktować niczym kodeks piratów, czyli... wskazówki, a nie wytyczne. 

Jeśli mam być szczera, to jestem zauroczona tą propozycją. Odkładam ją nawet na półkę „Moje ulubione”, gdzie plasuje się obok Wywiadu z wampirem, Smętarza dla Zwierząt czy Innego Świata. Jeżeli jednak chodzi o tłumaczenie czy sam zapis – nie mam żadnych uwag. Lektura jest bardzo przyjemna, wciągająca. Zabiera tylko jedno popołudnie, bawi i fascynuje. Polecam Wam gorąco tę książkę i mam nadzieję, że będziecie równie oczarowani błogą stroną Śródziemia, jak ja.


Za książkę dziękuję Wydawnictwu SQN:


"Ostatni smokobójca", czyli pierwsza część przygód Jennifer Strange!

Ostatni Smokobójca to najnowsza książka spod pióra Jaspera Fforde’a. Jest to fantastyczna opowieść o smokach, magii i znajdach, odbywających służbę w Agencji Kazam. Właśnie taką znajdą jest Jennifer Strange, która pomimo swojego młodego wieku, 16 lat, przed laty została wyznaczona na Ostatniego Smokobójcę. Z kolei fakt przepowiedzianej śmierci ostatniego smoka wzbudza w mieszkańcach królestwa pychę, walka o Smocze Ziemie przypomina nam poświąteczne wyprzedaże w Centrach Handlowych, a przeuroczy Kwarkostwór upiększa całą historię. Czy taka dawka dobrej literatury nie może być idealnym pomysłem na zimowy wieczór?

Zacznijmy jednak od początku. Jennifer Strange jest ubezwłasnowolniona umową uprawniającą do pełnienia obowiązków menadżera Kazam. Zastępuje w ten sposób Pana Zambii, który zniknął w tajemniczych okolicznościach. Tak, mili Państwo, „zniknął” jest słowem klucz.  Niemniej jednak, wraz ze swoim Krarkostworem, domowym pupilem, spędza dnie w magicznej krainie, gdzie pomieszczenia sprzątają się same, a winda działa na stanowcze hasła i okrzyki. Pewnego dnia jednak, całe królestwo Hereford nagłaśnia przepowiednie wielu jasnowidzów mówiącą, że ostatni smok, Maltcassion, zostanie zgładzony w niedzielę, dokładnie w południe. Na niedomiar zdarzeń – to właśnie Jennifer ma go zabić! Dziewczyna, oczywiście, nie jest ukontentowana takim stanem rzeczy. Szuka sposobu, aby pozostawić smoka przy życiu. Nie daje zwieść się intrygom króla Snodda, który za wszelką cenę łaknie zagarnięcia Smoczych Ziem dla swojego królestwa, przechodzi też szybki kurs Smokobójcy i dziedziczy ogromną posiadłość wraz z rolls-royce’em. Jak przewrotna jest to historia, przekonać musicie się sami. Wierzcie mi jednak, że nie będziecie się nudzili ani przez chwilę, bowiem Stara Magia wzbiera na sile, a w Wieżach Zambiniego zaczynają dziać się różne rzeczy. Mściwy król za wszelką cenę próbuje nakłonić Jennifer do współpracy, a główny zainteresowany całego zajścia, smok, chce zostać zabity.

Historia Jennifer bawi i uczy. Pokazuje, że ważny jest w życiu stosunek do otaczających ludzi i istot. Mówi nam, że warto bronić swojego zdania i dbać o to, co do nas należy. Książkę czyta się bardzo szybko. Pierwsze strony są jednak nieco nużące, bowiem autor musi wprowadzić nas do świata magii i pokazać, czym trudni się nowoczesna agencja Kazam. Pozostałe stronice czytamy już jednych tchem. Śledzimy poczynania Jennifer i… zaprzyjaźniamy się z Kwarkostworem. Prawdę mówiąc należę do osób, które zawsze zafascynowane są ekscentrycznymi postaciami z drugiego planu i nieważne, czy chodzi o Golluma, Ragetti’ego z Piratów z Karaibów czy właśnie Kwarkostwora. Oscyluję teraz pomiędzy „Kwark”, a „Tak, a co?” w codziennych dialogach. Mam jednak szczerą nadzieję, że kolejna część przygód Jennifer Strange będzie bardziej optymistyczna dla jej pupila.

 Cóż mogę jeszcze powiedzieć Wam o tej książce? Na pewno gorąco ją polecam, szczególnie, jeśli skorzystacie z promocji Wydawnictwa SQN. Publikacja wyszła spod pióra bezkompromisowego autora bestsellerów w Wielkiej Brytanii. Autor ma nie tylko fenomenalne poczucie humoru, ale i ciekawą wyobraźnię, która barwi tę propozycję na każdym kroku. Sądzę, że nie będziecie zawiedzeni. Jeśli miałabym ją oceniać: 7/10. Polecam!


Za książkę dziękuję Wydawnictwu SQN:


Wirus Wild Card nadciąga! Zapraszam na recenzję "Dzikich Kart" napisanych pod redakcją G.R.R.Martina

Wyimaginowany świat Superbohaterów nie był nigdy moją mocną stroną. Ani Batman, ani Superman, ani Spiderman to nie są postaci, które kiedykolwiek zdołały ująć mnie za serce. Nie lubiłam i nadal nie lubię komiksów. Postanowiłam jednak nieco zmodyfikować swoją postawę, sięgając po Dzikie karty G.R.R. Martina. Antologię, którą swobodnie można przenieść w obrazkową scenerię. Książkę, która przenosi Czytelnika w fantastyczny świat wyobraźni wśród zgliszczy II wojny światowej, znanej nam z podręczników historii. Nie spodziewajcie się jednak tęczowych kucyków, jednorożców i krainy czarów. To opowieści dla dorosłych Czytelników, stanowczo.

Do czego nawiązuje fabuła książki? Otóż po zakończeniu II wojny światowej nic nie zostaje rozstrzygnięte. Nad  ludzkością czyha kolejne niebezpieczeństwo, tajemniczy wirus, który w mgnieniu oka budzi panikę i popłoch. Zarażanie nim prowadzi do nieodwracalnych zmian w ludzkim DNA, a to implikuje powstanie dwóch „ras”. Jedną z nich stanowią Asy – osoby, które otrzymały niesamowite zdolności i umiejętności. Są błyskotliwe, pewne siebie, posiadają nie tylko wiedzę, ale i witalność, która dotychczas każdego dnia powoli z nich umykała. Z kolei drugą rasą jest grupa Dżokerów – okaleczonych fizycznie, wyrzuconych na margines społeczny istot, które poprzez uciśnienie i poczucie niesprawiedliwości zaczynają opowiadać się po stronie zła. Pieczę nad rozwojem wirusa sprawuje Tachion, jedyny specjalista, który za wszelką cenę stara się leczyć zakażonych. Niestety jednak i on staje się celem, bowiem  nie dość, że jest przedstawicielem obcej rasy, to przybył na Ziemię statkiem kosmicznym.

Martin bardzo metaforycznie potraktował tytuł książki. Atak tajemniczego i nikomu nieznanego wirusa zebrał potężne żniwo śmierci, a wydawać by się mogło „szczęśliwców” nie zawsze nagrodził. Jokerami są postaci, które, owszem, ocalały, ale ich życie uległo diametralnej zmianie. Niektóre osoby godzą się z losem, wykorzystując swoje piętno to pomocy innym. Pozostali jednak czują się zawiedzeni, odsunięci i skrzywdzeni, bowiem z dnia na dzień przeistoczyli się w potwory. Dzikie karty to wielka niewiadoma. Gra losowa, loteria, w której panujący wirus pozwala przetrwać jedynie dwóm kartom: Asom i Jokerom.

Warto jednak zaznaczyć, że to nie do końca jest książka autorstwa pisarza znanego znam z Pieśni lodu i ognia. Martin, owszem, sprawował pieczę nad publikacją, nawet dorzucił swoje jedno opowiadanie, ale na 652 stronicową całość składają się historie rozmaitych twórców. Dlaczego więc książka podpisana została nazwiskiem popularnego pisarza, skoro w jej wnętrzu spotykamy mało znane, albo kompletnie obce nam osobistości? Kwestią sporną może być tylko marketing. Pamiętacie książkę Jest legendą: Antologia w hołdzie Richardowi Mathesonowi? Tam pierwszym z wymienionych nazwisk twórców był Stephen King, któremu również zawdzięczamy tylko jedną historię. Należy zwrócić jednak uwagę, że całość jest bardzo spójna i stosunkowo prosto się czyta. Ja co prawda miałam niemałe problemy by przebrnąć przez dwie, może trzy opowiadania, ale lektura jest w znacznej mierze ciekawa i wciągająca.

Dzikie karty polecam czytelnikom fantasy. Ta historia, choć osadzona w pewnej mierze realistycznym świecie i znanej nam z podręczników scenerii, jest książką wyrwaną z półki science-fiction. Sądzę więc, że pomimo szerokiej promocji, powinna być skierowana przede wszystkim do miłośników wyimaginowanego świata i zdarzeń, które tak naprawdę nigdy nie będą miały miejsca.  Lektura jednak  została bardzo dobrze przemyślana przez autora, wyraźnie skonstruowana i napisana z należytą uwagą. Nikt jednak nie powiedział, że ma być łatwa w odbiorze. Ale... strzeżcie się, Kochani, Wirus Wild Card w każdej chwili może opanować Ziemię!


Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu ZYSK i S-ka

Wielki północny ocean. Morze.

Lektura pewnych książek boli od pierwszych stronic. Powieści wdzierają się do naszego umysłu, odbywają daleką podróż w naszej fantazji po czym wprawiają nas w bardzo ponury nastrój. Kilka tygodni temu rozpoczęłam Wielki Północny Ocean. Książkę, którą czyta się wyjątkowo trudno, a brak czasu, podsycony niechęcią, nie przekonuje do zakończenia lektury.

Zapytacie, skąd ta niechęć – nie wiem, czy powinnam mówić o tym na samym początku swojej recenzji jednak problem tkwi z „piśmiennictwie” pani Katarzyny Szelenbaum. Wertowałam internetowe stronice, portale kulturalne, książkowe zakątki i śmiem stwierdzić, że Wielki Północny Ocean - Morze to debiutancka powieść autorki. Mam szczerą nadzieję, że nasza pisarka „wyrobiła się” wraz z kolejnymi Księgami, bowiem w tej, pomimo błędów językowych, akcja nie jest wartka, nie śledzimy zdarzeń z zapartym tchem, a czytamy tuzinkową książkę, po którą trudno sięgnąć gdy trafi już ponownie na półkę. Sama kilkukrotnie zagubiłam się podczas lektury, a nawet wielokrotnie czytałam poszczególne fragmenty próbując wyłapać ich sens. Czasem, po prostu brakowało jednego zdania więcej…

Przejdźmy jednak fabuły naszej powieści. Głównym bohaterem jest Rin, syn grabarza, który od swoich najmłodszych lat spędza czas wśród cmentarnej ziemi, zimnych zwłok i wiecznie zmieniających jego otoczenie twarzach pogrzebowych płaczek. Początek książki wciąga, muszę przyznać, bowiem zawarty w pierwszym rozdziale wątek „wybawcy” sprawia, że poszukujemy tego bohatera wśród kolejnych stronic. Sukces autorki tkwi w tym, że będąc nawet przy dwusetnej stronie nadal nie wiemy, kim jest tajemniczy jeździec, który podarował Rinoardowi maleńkie pudełeczko. Pudełeczko, które dodaje mu odwagi, daje siły i pozawala przetrwać wszystkie, horrendalne warunki. Czy wolno mi opisać ciąg dalszy książki? Uważam, że nie powinnam, bowiem przy takim wstępie, z pełną znajomością fabuły nikt już nie sięgnąłby po tę pozycję. Zdradzę Wam jednak, że nasz mały mężczyzna, Rin, zostaje sprzedany za sakiew nędznych srebrników po czym trafia do okrutnego, przytłaczającego miejsca – Zamku Żmija – czyli Zamku Niechcianych Chłopców, gdzie ginie jego jedyny przyjaciel…

Historia jest ciekawa i godna uwagi. Jeśli tylko kolejne części powieści są i będą napisane przystępniejszym językiem – niewątpliwie Katarzyna Szelenbaum okaże się być znakomitą pisarką. Książkę gorąco polecam osobom łaknącym brutalnych przygód, bezlitosnych oprawców, ale i typowym samotnikom, którzy nie lubią rozmawiać i przebywać w gronie innych ludzi. Taki właśnie jest Rin – wyalienowany, dostosowany tylko i wyłącznie do siebie, dbający o własne życie…  Przekonajcie się sami!

Karolina Wojtaszek i jej "Ogniste skrzydła"

Debiutanckie powieści mają do siebie dość niekonwencjonalny sposób rozplanowania treści. Niektóre wątki są szeroko rozpisane, inne mniej. Czasem historia zostaje ucięta  w najmniej odpowiednim miejscu, a innym razem rozciągnięta jest na kilku stronicach.  Podobnym aspektem jest język, jakim posługuje się młody pisarz. Nieraz spotykamy grafomana, który ledwo sklecił kilka zdań, a innym razem piękną prozę, która nie pozwala odejść nam na krok. W przypadku książki Karoliny Wojtaszek zdało się odnaleźć złoty środek. Grzechem byłoby narzekać na fabułę, która nie budzi kontrowersji, ale na chaotyczny język i mało sprawną korektę – a i owszem.

Ogniste skrzydła to pierwszy tom cyklu Miasto Aniołów. Poznajemy w nim Victorię – studentkę, jak każda inna, która staje się główną bohaterką powieści. Jej życie zdaje się być podobne do szarej codzienności nas samych. Dziewczyna ma przyjaciela o imieniu Mateusz, któremu powierza swoje troski. Jej matka zniknęła, a ojciec uparcie zataja przed nią miejsce pobytu kobiety. Pewnego dnia w świecie Victorii pojawia się „ten drugi”. Wyjątkowo arogancki, ale budzący pożądanie (na pewno „na pierwszy rzut oka” w wielu czytelniczkach) Roger. Umawiając się więc na spotkanie w klubie z Mateuszem, dziewczyna nieumyślnie uderza Rogera, i niczego się nie spodziewając, niechybnie zaczyna poznawać swoje prawdziwe „ja” oraz mroczną misję, która została jej powierzona. Parkiet okrywa dym, a Victorię porywają potwory.

"Pamiętaj, oni pojmują dobro zupełnie inaczej niż my. Dla tych stworów dobry jest chaos i zniszczenie."

Książka utrwaliła mnie w przekonaniu, że nie lubię paranormal romance. Zawsze dane mi było albo trafiać na kiepskie propozycje, albo po prostu nie potrafię ogarnąć ich swoim małym rozumkiem. Trudno stwierdzić, która wersja ma w sobie większe prawdopodobieństwo. Gdy zaczęłam czytać książkę, wprowadzenie do całej historii było stosunkowo przyjemne, jednak przewracałam stronę za stroną i miałam narastającą, nieodpartą ochotę zamknąć tę publikację i już jej nie otwierać. Do bólu znużył mnie wątek waleczności mężczyzn. Tu jeden, tam drugi, bla bla bla – co za dużo, to nie zdrowo, a przy zakończeniu i tak wszystko stanęło w miejscu. Akcja może i jest wartka, ale autorka narzuciła tak galopującą narrację, że nie dość, że zagubiłam się w wątkach, to jeszcze czułam się zniesmaczona faktem, że połowa historii została opatrzona tak chaotycznym opisem. Z mojej surowej perspektywy, jedynym ratunkiem dla książki jest wydanie kolejnej części przygód bohaterów, z uwzględnieniem pozostawionych samych sobie wątków, ze szczególnym naciskiem na korektę językową, która nie tylko poprawi literówki, ale i pozostawi uwagi dotyczące fabuły.

Książkę mogę polecić osobom, które miały już wcześniej kontakt z literaturą tego gatunku i chciałyby zwiększyć liczbę przeczytanych publikacji „o jeden”. Z kolei osoby, które nigdy dotąd nie zbliżały się do paranormal – niech nie czytają tej publikacji jako pierwszej w swoim życiu. Trudno mi wystawić ocenę tej książce, jednak gdyby przyszło mi określić notę byłoby to 4/10. A za co 4 punkty? Jeden za okładkę, która sympatycznie się prezentuję. Jeden za prostotę języka, którym operuje autorka, kolejny za zaufanie swojej wyobraźni, bez konkretnego szablonu, a ostatni za zawartą w fabule mitologię. Ot i koniec. Książkę, jak już pisałam, polecam wybranym, a Recenzentów zachęcam do przewertowania FP autorki, gdzie możecie otrzymać własny egzemplarz.

Za Ogniste skrzydła dziękuję Autorce książki, a wspomniany FanPage, znajdziecie >>TU<<

Ostatni Smokobójca... czy Maltassion musi zginąć?

Ostatni Smokobójca to najnowsza książka spod pióra Jaspera Fforde’a. Jest to fantastyczna opowieść o smokach, magii i znajdach, odbywających służbę w Agencji Kazam. Właśnie taką znajdą jest Jennifer Strange, która pomimo swojego młodego wieku, 16 lat, przed laty została wyznaczona na Ostatniego Smokobójcę. Z kolei fakt przepowiedzianej śmierci ostatniego smoka wzbudza w mieszkańcach królestwa pychę, walka o Smocze Ziemie przypomina nam poświąteczne wyprzedaże w Centrach Handlowych, a przeuroczy Kwarkostwór upiększa całą historię. Czy taka dawka dobrej literatury nie może być idealnym pomysłem na zimowy wieczór?

Zacznijmy jednak od początku. Jennifer Strange jest ubezwłasnowolniona umową uprawniającą do pełnienia obowiązków menadżera Kazam. Zastępuje w ten sposób Pana Zambii, który zniknął w tajemniczych okolicznościach. Tak, mili Państwo, „zniknął” jest słowem klucz.  Niemniej jednak, wraz ze swoim Krarkostworem, domowym pupilem, spędza dnie w magicznej krainie, gdzie pomieszczenia sprzątają się same, a winda działa na stanowcze hasła i okrzyki. Pewnego dnia jednak, całe królestwo Hereford nagłaśnia przepowiednie wielu jasnowidzów mówiącą, że ostatni smok, Maltcassion, zostanie zgładzony w niedzielę, dokładnie w południe. Na niedomiar zdarzeń – to właśnie Jennifer ma go zabić! Dziewczyna, oczywiście, nie jest ukontentowana takim stanem rzeczy. Szuka sposobu, aby pozostawić smoka przy życiu. Nie daje zwieść się intrygom króla Snodda, który za wszelką cenę łaknie zagarnięcia Smoczych Ziem dla swojego królestwa, przechodzi też szybki kurs Smokobójcy i dziedziczy ogromną posiadłość wraz z rolls-royce’em. Jak przewrotna jest to historia, przekonać musicie się sami. Wierzcie mi jednak, że nie będziecie się nudzili ani przez chwilę, bowiem Stara Magia wzbiera na sile, a w Wieżach Zambiniego zaczynają dziać się różne rzeczy. Mściwy król za wszelką cenę próbuje nakłonić Jennifer do współpracy, a główny zainteresowany całego zajścia, smok, chce zostać zabity.

Historia Jennifer bawi i uczy. Pokazuje, że ważny jest w życiu stosunek do otaczających ludzi i istot. Mówi nam, że warto bronić swojego zdania i dbać o to, co do nas należy. Książkę czyta się bardzo szybko. Pierwsze strony są jednak nieco nużące, bowiem autor musi wprowadzić nas do świata magii i pokazać, czym trudni się nowoczesna agencja Kazam. Pozostałe stronice czytamy już jednych tchem. Śledzimy poczynania Jennifer i… zaprzyjaźniamy się z Kwarkostworem. Prawdę mówiąc należę do osób, które zawsze zafascynowane są ekscentrycznymi postaciami z drugiego planu i nieważne, czy chodzi o Golluma, Ragetti’ego z Piratów z Karaibów czy właśnie Kwarkostwora. Oscyluję teraz pomiędzy „Kwark”, a „Tak, a co?” w codziennych dialogach. Mam jednak szczerą nadzieję, że kolejna część przygód Jennifer Strange będzie bardziej optymistyczna dla jej pupila.

 Cóż mogę jeszcze powiedzieć Wam o tej książce? Na pewno gorąco ją polecam, szczególnie, jeśli skorzystacie z promocji Wydawnictwa SQN. Publikacja wyszła spod pióra bezkompromisowego autora bestsellerów w Wielkiej Brytanii. Autor ma nie tylko fenomenalne poczucie humoru, ale i ciekawą wyobraźnię, która barwi tę propozycję na każdym kroku. Sądzę, że nie będziecie zawiedzeni. Jeśli miałabym ją oceniać: 7/10. Polecam!


Za książkę dziękuję Wydawnictwu SQN:


Mądrości Shire, czyli z innej strony Hibbitonu!

Hobbit  czy trylogia Władca Pierścieni to książki, które nikomu nie zdołały umknąć. Może i nie sięgnęli po nie wszyscy wyznawcy Śródziemia – historię Hobbitów zna każdy, bez względu na wiek, płeć czy pochodzenie. Kultowa seria filmowa ogarnęła cały świat, a jej twórca, czyli Peter Jackson zaksięgował na swoim koncie miliony dolarów. Dlaczego o tym wspominam? Ano dlatego, że chciałabym Was zachęcić do przeczytania książki Mądrości Shire napisanej przez jednego ze współautorów scenariuszy powyższych filmów, Noble’a Smith’a.

Przyznam, że do książki miałam trzy, albo i cztery podejścia, ale nie dlatego, że czułam się znudzona czy obruszona znajdującą się weń treścią, a dlatego, że chciałam przeczytać ją „jednym tchem”. Zawsze brakowało mi czasu, natłok obowiązków spadał na moje barki, a Święta Bożego Narodzenia to mało korzystny czas jak na pokaźny plik lektur. Wyobraźcie więc sobie moją uszczęśliwioną minę, kiedy to o godzinie 24:59, w Drugi Dzień Świąt, zabrałam się za lekturę!

Nie twierdzę, że stworzony przez Tolkiena świat nie zachwyca mnie nie każdym kroku. Zazdroszczę temu Panu wyobraźni i kunsztu edytorskiego, którego mi będzie zawsze brakowało bowiem sam Hobbit to książka, która poza obszernym opisem fantastycznych zjawisk czy postaci pokazuje młodzieży dobre i złe maniery, uczy wychowania i zachowania, odnajdując pozytywne emocje w każdym czytelniku. Nie ma więc się czemu dziwić, że tak bardzo chciałam przeczytać Mądrości Shire. Ta książka jest swoistym poradnikiem „Jak żyć długo i szczęśliwie”. Ukazuje nam Hobbitów, którzy cenią sobie dobre maniery, ale i wygodne mieszkanie. Wygląd norek, jakość wykonania i piękno przyrody otaczające ich wioskę. Łatwo też dostrzec,  że wielu z nas oddałoby mnóstwo dóbr materialnych, by rozpocząć hobbickie życie – sielankę pełną jadła, piwa i rodzinnego życia – nie wiem dlaczego, ale korzystając z okazji na usta nasunęła mi się nasza, polska Wigilia. J

Ku sprawom ciekawszym – warto przeczytać Mądrości Shire, jeśli chcecie poznać „od kuchni” cała Tolkienowską serię. Autor wyjaśnia nam wiele zjawisk i sytuacji, które na pierwszy rzut oka nie są tak oczywiste. Dowiadujemy się, że Shire miało przypominać swoim wyglądem jedenastowieczną Anglię, a elfickie imię Gandalfa brzmi: Mithrandirem. Co więcej, każdy rozdział opisany jest reasumującą mądrością, która wcześniej, zostaje szczegółowo wyjaśniona np.: „Długi sen czyni cię zdrowym, szczęśliwym i zmniejsza ryzyko, że wkurzysz smoka”. 

Książka pobudza wyobraźnię, uzupełnia informacje i kreuje nową opinię o poszczególnych postaciach Władcy Pierścieni. Mi bardzo pomogła i bardzo się przydała. Szczególnie, jeśli prawie jak Hobbit, cenię sobie prywatność i dłuuuugi sen! Jeśli byłoby realnym wcielić wszystkie rady zawarte w poradniku, byłabym (niewątpliwie) najszczęśliwszą osobą na ziemi! Dane mi jednak żyć we współczesnym świecie, a Mądrości Shire potraktować niczym kodeks piratów, czyli... wskazówki, a nie wytyczne. 

Jeśli mam być szczera, to jestem zauroczona tą propozycją. Odkładam ją nawet na półkę „Moje ulubione”, gdzie plasuje się obok Wywiadu z wampirem, Smętarza dla Zwierząt czy Innego Świata. Jeżeli jednak chodzi o tłumaczenie czy sam zapis – nie mam żadnych uwag. Lektura jest bardzo przyjemna, wciągająca. Zabiera tylko jedno popołudnie, bawi i fascynuje. Polecam Wam gorąco tę książkę i mam nadzieję, że będziecie równie oczarowani błogą stroną Śródziemia, jak ja.


Za książkę dziękuję Wydawnictwu SQN:


Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje
Wywiad: Portal Warszawa i Okolice

Recenzja książki: Sodoma

Recenzja książki: Sodoma
Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie