­
­

Michael Jackson - legenda, inspiracja - Thriller Live! w Polsce



Michaela Jacksona zna niemalże każdy na całym świecie. Ta wyjątkowa postać popkultury zostawiła po sobie olbrzymie dokonania, wyjątkową muzykę i niesamowite wychodzące poza standard czasów teledyski. Gdyby żył w tym roku obchodziłby swoje 60-te urodziny. Niestety 9 lat temu jego historia została tragicznie przerwana w okolicznościach, które do tej pory nie są wyjaśnione. Pozostawił po sobie jednak muzyczny testament, który nadal inspiruje całe rzesze młodszych i starszych. Jego piosenki są wciąż najczęściej odtwarzanymi utworami wśród wszystkich prezentowanych w rozgłośniach radiowych całego świata.  




W roku 1991 z inicjatywy Adriana Granta, niezwykle twórczego producenta spektakli muzycznych, długo współpracującego z Michaelem Jacksonem powstał wyjątkowy spektakl muzyczny Thriller Live! poświęcona Królowi Popu. Thriller Live! okazał się wielkim sukcesem scenicznym, był wielokrotnie wystawiany na nowojorskim Broadway’u i od lat jest stałym punktem na mapie londyńskiego West End’u. Spektakl zaprezentowano do tej pory ponad 5000 razy w 33 krajach świata. Popularność widowiska rosła w siłę do tego stopnia, że w 2001 roku sam Michael Jackson uświetnił swoją obecnością wydarzenie. Opisał produkcję jako piękną i niewiarygodną. Spektakl obejrzała także rodzina Michaela Jacksona, która była zachwycona rozmachem i w dowód uznania wspiera spektakl na całym świecie. Już w październiku ten energetyczny spektakl obejrzy polska publiczność. Trasa koncertowa Thriller Live! obejmie miasta: Poznań, Warszawa, Wrocław, Gdynia, Opole, Bielsko-Biała i Zabrze. Podczas dwugodzinnego spektaklu zaprezentowane zostaną największe przeboje Michaela Jacksona wyjątkowej multimedialnej scenografii. Będzie to spektakularny pokaz energii, doskonałej choreografii, owoc ciężkiej pracy utalentowanych tancerzy, wokalistów, muzyków i producentów.  


Terminy koncertów: 

8-9.10.2018 Poznań / Sala Ziemi 
10.10.2018 Gdynia / Gdynia Arena 
11.10.2018 Warszawa / Torwar 
12.10.2018 Wrocław / Hala Stulecia 
13.10.2018 Opole / Stegu Arena (były Okrąglak) 
14.10.2018 Bielsko-Biała / Hala Pod Dębowcem 
15.10.2018 Zabrze / Dom Muzyki i Tańca  

Szczegóły www.thrillerlive.pl 
Promotor: Sollus Entertainment

Męskie Granie 2016!

Męskie Granie, to z roku na rok większe wydarzenie muzyczne. Początkowo alternatywne brzmienia i prawdziwie męska muzyka powoli przeradza się w sprzedażowe dźwięki, ale liczba fanów niezmiennie wzrasta. Dlaczego?

Najlepsza płyta 2016 - Męskie Granie
Wataha, singiel promujący tegoroczne wydarzenie to numer 11. na najnowszej płycie. Wśród fenomenalnych coverów w wykonywaniu Orkiestry Męskiego Grania, dwupłytowy album zawiera największe hity gwiazd polskiej sceny muzycznej, takich jak Hey, Dawida Podsiadło, zespołu Acid Drinkers czy Moniki Brodki. W tym roku, dyrygentem orkiestry został Tomasz Organek i to jego głos usłyszymy w piosenkach: Jezu jak się cieszę, Butelki z benzyną i kamienie, Wojny Gwiezdne oraz Nie wiem czy to warto. Nie zabrakło niespodzianek! Wśród gości specjalnych usłyszycie: Krystynę Prońko i Felicjana Andrzejczaka.

Mówią, ze na koncerty Męskiego Grania oraz co roku wydawane składanki to coś, na co warto czekać 365 dni, a z własnego doświadczenia muszę powiedzieć jedno – MG uzależnia. Pierwsza płyta to wybór koncertowych utworów, prezentowanych podczas całego wydarzenia. Utwory stworzone specjalnie dla fanów festiwalu, a jednocześnie  piosenki ze stałego repertuaru artystów. Rockowe Acid Drinkers, emocjonalny Dawid Podsiadło czy wspólny projekt Xxanaxx z Ten Typ Mes czy zespołem Rysy to subtelne nuty, rozgrzewające miłośników klimatycznych brzmień do drugiej pyty. Niekonwencjonalnych połączeń alternatywnej muzyki z coverami, takimi jak Nic nie może wiecznie trwać Anny Jantar, Nikomu nie wolno się z tego śmiać Kobranocki czy 12 groszy Kazika, to utwory, które pokochali nasi rodzice, a które w odświeżonej formie zagoszczą w Waszej playliście.

Gorąco polecam pytę Męskiego Grania! Obejrzyjcie również cały koncert, transmitowany z Żywca! 




Głupi on! Czyli Organek w warszawskim klubie Stodoła

Sala koncertowa wypełniona po brzegi, gorąca atmosfera, tłumy wiernych fanów i on, Tomasz Organek, na scenie.


Niejeden polski artysta marzy, by wspiąć się tak wysoko. Debiutancki album Organka Głupi z dnia na dzień coraz bardziej wpisuje się w kanony dobrej, rockowej muzyki i zyskuje większe grono fanów. Czwartkowy koncert miał jednak niecodzienny wymiar! Zespół zaprezentował materiał z najnowszego albumu, idealnie wpleciony w starą setlistę. Nie zabrakło hitów takich jak Kate Moss, Italiano, Stay czy utworu promującego Czarną Madonnę – Missisipi w Ogniu.

Uwielbiam koncerty, w których pokłady pozytywnej energii płyną ze sceny. Publiczność skakała, klaskała i niemalże każdą piosenką śpiewała wraz z zespołem. Prawdziwy ogień przyniosły stare szlagiery Organka, a utwór Głupi ja do końca rozluźnił atmosferę w klubie. Nie zabrakło również gości – co akurat nikogo nie dziwi, taka moda – poza pięknymi paniami, na scenie zaprezentował się kontrowersyjny Nergal. Duet Tomasza Organka i Adama Darskiego z pewnością usłyszycie na najnowszym krążku!



Czwartkowy koncert w klubie Stodoła można określić jednym słowem – sztos! Świetna gra świateł, niesamowita atmosfera i energetyzująca muzyka stały się idealnym przepisem na jesienną chandrę! Występ pokazał, że Organek to cały zespół a nie jedna osoba, którą powinniśmy doceniać. Perkusja, bas i klawisze, niczym Sen o Warszawie zaczarowały publiczność. Klimatyczne ballady przeplecione rockowym pazurem i porywającą bluesową nutą to rzadkie zjawisko na polskiej scenie muzycznej. Grać dobrą muzykę trzeba umieć, ale tworzyć ją razem z publicznością to prawdziwy talent. Dziękujemy! 

Brodka i Clashes Tour w Filharmonii Narodowej

Clashes Tour w Warszawie. Brodka z zespołem oczarowała publiczność w Filharmonii Narodowej. Blisko 1,5 godzinny koncert z udziałem instrumentów dętych, smyczkowych i organów zakończył się owacją na stojąco. Jak wiele gwiazd może sobie na to pozwolić? Ilu z nich udaje się osiągnąć sukces, choć minimalnie porównywalny do Moniki?

Źródło: Materiały prasowe
Wszyscy znamy Grandę, płytę, której sprzedaż wyniosła na laury polski runek muzyczny. Taneczny, dźwięczny krążek z hitami W pięciu smakach, KO czy Saute wkradł się w nasze serca i sprawił, że z niecierpliwością wyczekiwaliśmy kolejnego albumu. Wiosną tego roku przyszedł czas na Clashes. Zdecydowanie trudniejszy, ambitny materiał. Internauci i wierni fani jednak znów spełnili oczekiwania - przyjęli płytę z wielkim entuzjazmem. 

Koncert w warszawskiej Filharmonii Narodowej był dla Moniki spełnieniem marzeń. Jak zaznacza artystka, już od pierwszego dnia, gdy powstał pierwszy dźwięk na płytę Clashes marzyła o akompaniamencie organów podczas trasy koncertowej. Brodka zauważa również, że wczorajszy występ był pierwszym, podczas którego zespół stoi a publiczność siedzi. Artystka wielokrotnie próbowała poderwać widzów z foteli, jednak powtarzane niczym mantra hasło „nie wypada” wzięło górę. Nie oczekujmy zbyt wiele – mamy do czynienia z Filharmonią Narodową, która dodała magii całemu wydarzeniu.



Koneserzy muzyki instrumentalnej, łączenia dźwięków i brzmień byli wniebowzięci. Niesamowite widowisko audio-wizualne pozostanie w naszej pamięci na długo, a ten wieczór sprawi, że melodie starych i nowych utworów dźwięczą nam w głowie jeszcze dziś. Gościem specjalnym na trasie Clashes Tour jest Krzysztof Zalewski.


Już jutro kolejny koncert w Warszawie. Dobrej zabawy! 


Warszawa jest Trendy!

Za nami drugi dzień imprezy na placu defilad pod znakiem Warszawa jest Super. Podczas sobotniego wieczoru dobrą zabawę zapewnili nam polscy artyści - Natalia Szroeder, Grzegorz Hyży, a także gwiazda wieczoru – James Arthur.




Natalia Szroeder, polska wokalistka i autorka tekstów, znana m.in. ze współpracy z Liberem. Jej debiutancki album pojawił się na rynku w 2012 roku i od razu pokochały go miliony. Niesamowicie mocny, kobiecy głos rozgrzał publiczność do czerwoności. Godzina jednak szybko minęła…



Grzegorz Hyży zaprezentował swoje największe hity. Kawałek z 2014 roku Na chwilę, pochodzący z debiutanckiego krążka artysty Z całych sił, oczarował publikę. Nie zabrakło również Wstaję, Pod wiatr czy ballady Pusty dom. Zabrakło jednak energii, sądzę, że z winy organizatorów wiele utworów okropnie odbiegało od studyjnego ich wykonania. A szkoda.


James Arthur, zwycięzca brytyjskiego programu X Factor. Nie jest to pierwsza wizyta Arthura w Polsce, jesienią ubiegłego roku wokalista wystąpił w Poznaniu, Gdańsku, Warszawie oraz we Wrocławiu. Na koncercie pod Pałacem Kultury zaśpiewał największe hity z solowego albumu – nie zabrakło Recovery czy Impossible, śpiewanego razem z tłumnie zebraną publicznością. Pełen pozytywnej energii i wyrafinowanego poczucia humoru występ zakończył warszawski wieczór. Czy Warszawa jest trendy?





Męskie Granie w Warszawie!

Męskie Granie 2016 - Warszawa

20 sierpnia w Formie Bema publiczność porwała Orkiestra Męskiego Grania pod dowództwem Tomasza Organka. Niesamowity klimat, świetna atmosfera i znajome twarze to coś, co kocha każdy fan dobrego brzmienia! Na scenie głównej Monika Brodka, Dawid Podsiadło, O.S.T.R., Sokół i Marysia Starosta, Acid Drinkres, Projekt Albo Inaczej oraz Organek!


Po znakomitym inauguracyjnym koncercie w Łazienkach Królewskich Męskie Granie powróciło do Warszawy! wystąpili przed nami oryginalni artyści, którzy prezentowali swoje umiejętności w rozmaity sposób, każdy intrygował, każdy zaskakiwał, każdy eksperymentował przed ogromną publiką!



Tuż po 17 pod sceną nie było miejsca, bilety wykupione, a wierni fani żywiołowo przyjęli ulubione gwiazdy. Sokół i Marysia Starosta wraz z hip-hopowym Rasmentalism oczarowali publikę, która z kolei gromkimi brawami przyjęła również Brodkę z premierowymi singlami z albumu Clashes i rozbawiającego fanów Dawida Podsiadło, prezentującego najlepsze numery z Annoyance And Disappointment oraz Comfort And Happiness. Zabawa nie miała końca! Na zakończenie wystąpiła przed nami Orkiestra Męskiego Grania, pełna nowych aranżacji m.in. Nic nie może wiecznie trwać Anny Jantar czy I nikomu nie wolno się z tego śmiać Kobranocki.  

Ceny biletów na Męskie Granie z roku na rok rosną. Idea imprezy także uległa zmianie, bowiem niszowymi gwiazdami sceny Ż byli: Fair Weather Friends, Miloopa i Natalia Nykiel. Głosy odbiegające od klimatu dotychczasowych imprez.

Mimo to było warto! Świetna zabawa i niesamowity klimat. Powtórka już za tydzień w Żywcu! Przed Wami Xxanaxx, Acid Drinkers, Hey, Alibabki i Reggae Goście, O.S.T.R., Dawid Podsiadło, Wojtek Mazolewski Quintet, Dominika Barabas, How Dare You Alexis, The Stubs, Iza Lach i Orkiestra Męskiego Grania z gościnnym udziałem Pezeta. Bramy otwierają się o 15! 

Hey - Błysk

Hey
Zakręcona płyta? Nowe oblicze Kasi Nosowskiej? Od trzech miesięcy już w sprzedaży najnowszy album grupy Hey pt. Błysk. Wiecie, co zaskoczyło mnie najbardziej, gdy otworzyłam pudełko? Nic. Dosłownie, wszechobecne nic.

Beżowa płyta, bez żadnego nadruku, aż prosi się, by szybko wsunąć ją do odtwarzacza. Klasyczne ballady i rockowe brzmienia wyrwane z lat 90’ to Hey, jaki znamy i kochamy. Tym razem jednak poznaliśmy nieco inny klimat…

Energetyczne piosenki, alternatywne brzmienia i wpadający w ucho klimatyczny beat dodają magii temu albumowi. Nie sposób zasłuchać się na dobre i dać ponieść wodze fantazji. Zaskakujące, że Hey nie ewoluował. Zespół nie mógł nagrać singla, który trzymałby konwencję „starego, dobrego Heya”. Musieli wpuścić do krążka nowoczesność i sprostać wymaganiom młodym, dopiero dojrzewającym fanom. Nosowska jednak sprostała oczekiwaniom wielu z nas. Utrzymane w dobrym klimacie kawałki to to, na co czekaliśmy 4 lat. Błysk ukazał się 22 kwietnia 2016 roku nakładem wytwórni Kayax.

Co znaleźliśmy na krążku?
Błysk” (sł. Katarzyna Nosowska, muz. Jacek Chrzanowski) – 2:58
Szum” (sł. Katarzyna Nosowska, muz. Paweł Krawczyk, Katarzyna Nosowska) – 2:47
Ku słońcu” (sł. Katarzyna Nosowska, muz. Paweł Krawczyk, Katarzyna Nosowska) – 3:48
Prędko, prędzej” (sł. Katarzyna Nosowska, muz. Paweł Krawczyk, Katarzyna Nosowska) – 3:52
2015” (sł. Katarzyna Nosowska, muz. Jacek Chrzanowski, Kuba Galiński) – 3:25
Dalej” (sł. Katarzyna Nosowska, muz. Paweł Krawczyk, Katarzyna Nosowska) – 4:06
Hej hej hej” (sł. Katarzyna Nosowska, muz. Marcin Macuk) – 3:00
I tak w kółko” (sł. Katarzyna Nosowska, muz. Paweł Krawczyk, Katarzyna Nosowska) – 4:25
Cud” (sł. Katarzyna Nosowska, muz. Paweł Krawczyk, Katarzyna Nosowska) – 4:24
Historie” (sł. Katarzyna Nosowska, muz. Paweł Krawczyk, Katarzyna Nosowska, Dziedzic) – 4:11


Błysk to płyta inna niż wszystkie. Chciałoby się rzec, że najlżejsza spośród olbrzymiej dyskografii zespołu. Niewątpliwie jest to najmniej smutny i najmniej melancholijny krążek. Budzi jednak emocje! Wydany również w wersji kolekcjonerskiej i na fioletowym winylu uświadamia nam, że nasze życie w skali globalnej, to ulotna chwila, błysk, który niknie w mgnieniu oka. Głębokie teksty, skrajne emocje, lawirowanie pomiędzy realiami, a światem naszych pragnień… coś niesamowitego. Płyta jednak jest skierowana dla tych, którym alternatywny klimat Hey zdecydowanie odpowiada. Inteligentny i ambitny album Nosowskiej to coś, na co było warto czekać przez te wszystkie lata.

Świeżość, alternatywa, elektronika… podejmiecie wyzwanie?


Coma w warszawskim klubie Stodoła

Niesamowite widowisko audiowizualne w warszawskiej Stodole to klasyka, gdy na scenie gości nie kto inny, jak zespół Coma. Fakt, że wszystkie bilety zostały wyprzedane to gwarancja niesamowitej atmosfery na sali – idealna propozycja na sobotni wieczór!


Zespół supportowały dwie kapele, The Freeborn Brothers i The Roop. A punktualnie o 21:15 bębny zaprosiły fanów pod scenę i pojawił się nie kto inny, jak Piotr Rogucki. Tajemniczy blask świateł i dbałość o najmniejsze detale wprowadziły wszystkich w mistyczny nastrój. Niski, męski wokal, gitara, perkusja, światła! Każdy element pasował i każdy idealnie współgrał ze sobą. Coś niesamowitego!


Set lista to zbiór hitów minionych lat, mogliśmy usłyszeć m.in. Spadam, Los, cebula i krokodyle łzy, Daleką drogą do domu czy Deszczową piosenkę. Publiczność śpiewała, a to dało niesamowitą energię artyście i całemu zespołowi. Koncert trwał dwie godziny, a sam bis blisko 20 minut. Nie zabrakło pogo, harców i zabaw pod sceną. Cena biletu za tak udany wieczór nie była wygórowana. Mało tego, artyści zapowiedzieli premierę najnowszej płyty najpóźniej jesienią bieżącego roku. Czekamy! 


Nic się nie stało! Jelonek nic się nie stało! - Koncert Jelonka w Warszawie!

Niesamowite widowisko audiowizualne, pełne obłożenie warszawskiej Proximy i on, Michał Jelonek, w świątecznym akompaniamencie. Czy trzeba więcej? Zapraszam!

Michał Jelonek po raz kolejny pokazał, że potrafi porwać publiczność! Pogo, wężyk, zabawne dialogi, prezenty i angażowanie całej sali są dowodem na to, że to jeden z najlepszych artystów w kraju. Każdy śpiewał, każdy tańczył, każdy skakał, każdy miał „szablę” i każdy machał rękami w rytm Muppet’owego „Manha Manha”.

Zastanawialiście się kiedyś, czy pozornie zwyczajny rockowy koncert da się przerobić na wieczór kolęd i pastorałek? Nasz „rogaty lew estrady’ pokazał, że można! Dźwięczne „Oj maluśki, maluśki” czy „Przybieżeli o betlejem” porwało salę. To jak? Pogowaliście kiedyś do świątecznych przyśpiewek?

Nie zabrakło też klasyków kieleckiego skrzypka, takich jak Violmachine czy Romantic Revenge (kiedy to artysta nakłaniał publiczność do wprowadzenia na salę romantycznej atmosfery). Scena rozbłyskiwała dziesiątkami lamp. Muzyka w połączeniu z symultaniczną grą świateł dała niezapomniane wrażenia! Pojawiły się też covery. Ten, który zaskoczył mnie najbardziej i nakłonił do aktywniejszych harców pod sceną był kultowy singiel Boney M Daddy Cool. Nie wierzycie, że Jelonek wykonał go wraz z zespołem? Przekonajcie się sami już na najbliższym koncercie!

Michał pożegnał się z uczestnikami wydarzenia, życząc radosnych świąt i szczęśliwego nowego roku. Nie zabrakło bisu na koniec imprezy i gromkich braw. Hymn zakończył wieczór. Ooooj, było warto!




Psyhic 2013

Psyhic, czyli debiutancki album zespołu Darkside swoją premierę miał w ubiegłym miesiącu, a dokładniej 4 października 2013 roku. Nicolas Jaar i Dave Harrington przez blisko dwa lata pracowali nad wydaniem krążka i dopiero 20 sierpnia bieżącego roku oficjalnie ogłosili zakończenie nagrania. Na całość składa się osiem utworów, w których obaj panowie spisali się na medal. Chcecie wiedzieć więcej? Koniecznie sięgnijcie po tę niebywałą składankę!

Utwór pierwszy - Golden Arrow - swoją premierę miął już 23 sierpnia. Zespół umożliwił pobranie kawałka ze swojej oficjalnej strony, a wierni fani zreasumowali go krótkim zdaniem: "11 minutes of instrumental excellence". Znajduje się tutaj słowo – klucz: 11 minut, bowiem to najdłuższy singiel z całej płyty. Jeśli jednak miałabym wyrazić swoją opinię to muszę przyznać, że zakochałam się w intro. Spokojna, choć frywolna muzyka przepełniona jest niespodziankami – pianino, organy, szum i chóralny śpiew. Pamiętajcie jednak, że to nadal muzyka elektroniczna! J

Kolejna na liście jest Sitra – idealne uzupełnienie Golden Arrow jeśli za argument weźmiemy jedynie czas trwania piosenki (1:22 min) i zaznaczymy istotną rolę pianina w całym utworze. Heart z kolei wita nas rytmicznym biciem serca, po którym pałeczkę przejmuje uwielbiany przez wszystkie panie wokalista. Koniecznie posłuchajcie!

Pozostałe utwory wzbudzają kontrowersje swoimi tytułami. Wśród nich znajduje się bardzo swobodny i rockowo brzmiący Freak, go Home, stosunkowo tuzinkowy, idealnie nadający się do dramatycznych filmowych historii Greek Light oraz Paper Trails – ciepły, przyjemny kawałek zupełnie nie pasujący do klimatu tego krążka.

Zwieńczeniem albumu jest Metatron, który w przeciągu kilku dni od wydania płyty cieszył się niebywałą popularnością. Podczas ostatniej trasy koncertowej stał się hitem i niewątpliwie poszerzył grono Facebookowych fanów artystów. Wspomniany „Wall” ma już blisko pięćdziesiąt tysięcy lajkowiczów, a blisko 500. z nich promuje występ podczas Pitchfork Music Festival Paris. Posłuchajcie jednak sami:


Bob Marley. Nieopowiedziana historia króla reggae...

Sądzę, że w dobie Internetu, wśród społeczeństwa ciekawskiego i przystosowanego technicznie – nie ma osoby, która choć raz w życiu nie bujałaby się w rytmie No Woman No Cry.  Piosenki życiowej i przede wszystkim – dosadnej. Kto jednak wie, kim tak naprawdę był jej autor, Bob Marley? A ilu z Was wiedziało, że właściwie nazywał się Robert Nesta Marley? Jeśli nawet ta informacja Wam umknęła -  zachęcam do przeczytania książki Bob Marley. Nieopowiedziana historia króla reggae.

Zacznę z nietypowej strony, bowiem dotychczas najpierw opowiadałam Wam o treści publikacji, a później przechodziłam do opinii i ewentualnych wniosków. Dzisiaj jednak chciałabym postawić na piedestale biografię, jako gatunek literacki, ponieważ jestem zachwycona otrzymaną książką. Uważam, że autor publikacji, Chris Salewicz, stanął na wysokości zadania i stworzył szablon przyszłym pokoleniom pisarzy.  Książka nie jest garścią suchych faktów, które zostały wypunktowane od A do Z, a prawdziwą, pełną emocji i zdarzeń historią króla reggae, historią i topografią Jamajki oraz historią przeżyć, wzlotów i upadków artysty. Salewicz bardzo wziął sobie do serca misję napisania biografii, a więc postanowił opisać swoje przygody z wyjazdu na wyspę, gdzie mógł nie tylko zwiedzić i zrozumieć kraj, a także spotkać mistrza oraz spędzić z nim trochę czasu.

Ja Boba Marleya tak naprawdę nie znałam. Muzyka reggae nigdy też nie przypadała mi do gustu a popularne jointy, skręty czy trawka (z którymi kultura masowa błędnie identyfikuje Jamajkę) – to nie mój świat. Nawet afroamerykańskie dready nigdy mi się nie podobały! Ruch Rastafari z kolei popieram, w części. Równouprawnienie rasowe jest czymś dobrym szczególnie, jeśli ludzie dyskryminują innych ze względu na kolor skóry, jednak panujące obrzędy to znowu nie moja bajka. Nieopowiedziana historia króla reggae to pewnego rodzaju zagadka. Czytając kolejne karty odkrywamy nową historię Marleya i wędrujemy tak od wczesnej młodości po wyemancypowany bunt tuż przed śmiercią, który został zapisany w głowie milionów fanów artysty oraz wyznawców Rastafari.

Marley nie miał prostego życia. Był osobą cichą, wyalienowaną, która swoją ostoję odszukała wśród tekstów piosenek i cichych muzycznych brzdękań. Jego dzieciństwo oraz nastoletnie życie nie było łatwe, ze względna na rodzinny mezalians – matka Boba była ciemnoskórą mieszkanką Jamajki, a ojciec - Norval Marley - białym Jamajczykiem o brytyjskich korzeniach. Różnica wieku obojga rodziców także nie była powodem do dumy, bowiem wynosiła aż 16 lat. Wszystko to sprawiło, że młody Robert nigdy nie był w stanie odnaleźć swojego miejsca w lokalnej społeczności. Czuł, że jest nieakceptowany, a zarazem odstaje od reszty. Miał jednak bardzo silną, charyzmatyczną osobowość. Gdy tylko okazało się, że drzemie w nim nieodkryty dotąd talent, postanowił wystąpić m.in. w Montego Bay. Tam jednak, podczas pierwszej piosenki One cup of Coffee, publiczność zaczęła wyć i buczeć, chcąc za wszelką cenę zakończyć występ artysty. Reakcja Marleya była równie niespodziewana, jak zruganie piosenkarza, który powiedział wtedy: Nie osądzajcie innych, zanim nie osądzicie siebie. Wiele osób skuliłoby się i już nigdy nie stanęło przed publiką. Marley jednak pokazał, że warto robić to, co się kocha. I warto też wierzyć w swoje możliwości. Grał przede wszystkim dla siebie, dla swojego ukojenia, a z czasem zrzeszał coraz to liczniejsze grono fanów. Dzisiaj są ich miliony na całym świecie i nikt nie może przypuszczać, że jego młodość wcale nie była tak kolorowa, jak mogłoby się wydawać. Sam fakt, że „z niczego” powstał pierwszy zespół Marleya o nazwie The Wailers, którego dalsze losy  opisane zostały w książce, a więc pozwólcie, że to do niej Was odeślę. Według mnie spędzicie dwa, bardzo udane wieczory czytając biografię artysty i kto wie – może i Wy pod końcem jego życia uronicie kilka łez?

Bob Marley. Nieopowiedziana historia króla reggae to fenomenalna książka, a zarazem lektura obowiązkowa dla każdego fana artysty. Ja do tego grona nigdy nie należałam, jednak poznałam intrygującą postać, która może być przykładem dla niejednego, dorastającego człowieka. Sądzę, że Chris Salewicz powinien być z siebie dumny, a my, dzisiaj, możemy mu piekielnie zazdrościć spotkań z Marleyem, licznych rozmów i dysonansów. Opublikował w swojej książce wiele wywiadów, które nigdy wcześniej nie ujrzały światła dziennego. Jeżeli więc chcecie przeczytać świetnie stworzoną biografię, a zarazem poznać prawdziwe oblicze Roberta Nesta Marleya – zachęcam Was do lektury.



Za książkę dziękuję Wydawnictwu SQN: 


Viola Organista... czy ktoś z Was słyszał o tym instrumencie?

Polacy są zwykle niedoceniani. Na arenie międzynarodowej rzadko kiedy słyszymy o znakomitych projektach czy koncepcjach, bowiem są one „mało medialne”. Środowisko dziennikarskie z kolei pomija rzeczy ciekawe, intrygujące, godne podziwu. Brniemy ku popularyzowaniu informacji zbędnych, wszędzie widzimy nagłówki związane z potężnymi katastrofami, albo sztampowymi bataliami naszych polityków. Przyznajcie, czy ktoś z Was słyszał o Sławomirze Zubrzyckim?

Źródło: Google


Ten Pan pochodzi z Krakowa, gdzie w 1988 roku ukończył Akademię Muzyczną w klasie fortepianu profesora Tadeusza Żmudzińskiego. W 2012 roku z kolei skonstruował pewne urządzenie. Zwie się ono Viola Organista, a jego pierwotną konstrukcję wymyślił, wszystkim znany, Leonardo da Vinci. Szkic, zawierający najważniejsze elementy i założenia, znalazł się w tzw. Kodeksie Atlantyckim, czyli największym zbiorze notatek kompozytora, zawierającym informacje z najważniejszych, jak na człowieka renesansu przystało, dziedzin nauki: astronomii, medycyny, botaniki, architektury czy muzyki.
źródło: Wikipedia, Kodeks Atlantycki
źródło: Google

Nie byłoby w tym wszystkim nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zachowały się te oryginale rysunki i schematy, które posłużyły Panu Sławomirowi do rekonstrukcji instrumentu. Nie była to jednak pierwsza próba stworzenia Viola Organista, bowiem i Niemcy i Włosi, a konkretniej Hans Haider i Akio Obuchi (choć Obuchi Włochem on nie jest, to właśnie w Genui zagrał pierwszy koncert na fortepianie smyczkowym), poznali magiczne dźwięki płynące spod strun machiny. Co jednak skłoniło naszego rodaka do tak mozolnej, bo trwającej blisko trzy lata, pracy nad rekonstrukcją? Pasja, zainteresowanie i przede wszystkim… ciekawość. Od czasów Leonarda da Vinci projekt poszedł w zapomnienie. Nikt o nim nie słyszał, ani nikomu nie udało się go w idealnie odtworzyć – Viola Organista pochodząca z Norymbergii, zaprojektowana przez Haidera, zaginęła. Sam Leonardo z kolei nie zdołał wykonać instrumentu przed swoją śmiercią, trudno jednak było stworzyć współczesny klawiolin ok. 530 lat temu. Wszystkich jednak zastanawiało, jaki dźwięk może wydobywać się z instrumentu, który na pozór wygląda jak typowy fortepian? Okazuje się, że to nie tylko pianino! Viola Organista to również instrumenty smyczkowe… feeria dźwięków wydobywająca się z  bardzo potężnej konstrukcji, zastępująca wizytę w filharmonii.


Posłuchajcie sami: 


Kings of Leon, Sex on fire - Michael i Drew Heatley


Kings of Leon, Sex on fire czyli prawdziwa historia czterech muzyków, a dokładniej trzech braci i kuzyna z rodu Followill. Nic więc dziwnego, że ambitni chłopcy marzyli o niezwykłej karierze, opuszczeniu rodzinnego Nashville i wyrwaniu się z sideł ich (prawdopodobnie) życiowej drogi – kapłaństwa. 

Książka Michaela i Drew’a Heatley pozwala nam zaprzyjaźnić się z artystami „od kuchni”, śledzimy ich drogę na kolejnych szczeblach kariery, poznajemy aspiracje, marzenia, a czasem i braterskie awantury zakrapiane dozą agresji i rękoczynów. Towarzyszymy im w studio nagraniowym, podczas suportów U2, a nawet sielskiego życia wśród alkoholu i narkotyków. Jered, Nathan, Caleb i Matthew to nieposkromione, ale bardzo dobrze wychowane dusze. Pochodzą z domu, w których religia stała nam pierwszy miejscu, ich matka, Betty Ann, była zagorzałą wyznawczynią Kościoła Zielonoświątkowego, ojciec z kolei był pastorem i taką przyszłość widział dla swoich synów. Niestety, rozbicie małżeństwa rodziców, a dokładniej rozwód, doprowadziło do poróżnienia zdań, po których bracia postanowili rozwinąć swój band. Nigdy nie ostali na laurach. Odszukali wytwórnię, rozpoczęli działalność, nagrywali płyty, kiedy powinni pokazać „co potrafią” na scenie. Jak się jednak okazało, przyjęli bardzo dobrą taktykę.  Po kilku latach sam Bob Dylan zaproponował im współpracę, a ich piosenki sięgały szczytów światowych list przebojów. Specjaliści od promocji wspierali Kings of Leon kierując ich na europejski rynek. Stany Zjednoczone miały zbyt wiele konkurencyjnych grup muzycznych, wśród których ostanie na piedestale było niemożliwe. Wielka Brytania jednak bardzo szybko pokochała młodych muzyków, dzięki czemu usłyszały o nich i inne kraje. Tutaj rozpoczęło się sloganowe życie Rock and Roll’owców – czyli sex & drugs, a jak wyglądało? Dowiecie się z właśnie z tej książki. Dzięki Kings od Leon, Sex on Fire zobaczycie, jak wyglądają nagrania, jak wiedzie się światowym gwiazdom i dlaczego chcieli wykraść się z łask, kojarzonym z bandem, Indie Rock.

Książkę gorąco polecam wszystkim fanom zespołu Kings of Leon. Pamiętajcie, że Święta tuż, tuż, a więc byłby to idealny prezent pod choinkę. Lektura jest naprawdę bardzo przyjemna, a książka w sobie bardzo przystępna. Całość podzielona jest na  wstęp i dziesięć kolejnych rozdziałów, które odwzorowują szczeble kariery KoL, ostatnim z nich jest pełna dyskografia zespołu, na którą warto zwrócić szczególną uwagę.  Wydanie książki jest broszurowe, a więc jest bardzo lekka i idealna do przeniesienia w kobiecej torebce.  Gorąco polecam! :)

Za Kings of Leon, Sex on Fire gorąco dziękuję Wydawnictwu SQN:



Mistrzowie Muzyki Klasycznej, Giuseppe Verdi

Mistrzowie Muzyki Klasycznej to bardzo sympatyczna, przejrzysta publikacja dla kolekcjonerów i pasjonatów muzyki poważnej. Muszę przyznać, że biblioteczna wygląda bardzo pokaźnie, wręcz majestatycznie na mojej biurkowej półce, choć poszczególne książeczki są wyjątkowo niewielkie. Każdy album, to płyta kompaktowa wraz z biografią muzyka.

Dzisiaj postanowiłam sięgnąć po twórczość Verdiego, włoskiego kompozytora, dziedzica kultur,  republikańskiego ducha ojczyzny i jak się okazuje – bohatera narodowego. Prawdę mówiąc nigdy nie interesowały mnie perypetie życiowe znanych osób. Nigdy też nie zabiegałam o posiadanie jakichkolwiek publikacji związanych z ich twórczością. Muszę jednak przyznać, że jestem z siebie dumna, a bardziej dumna z faktu, iż sięgnęłam po ten krótki życiorys. Czego się dowiedziałam? Ano tego, że Giuseppe Fortunino Francesco Verdi wiódł bardzo smutne życie. Urodził się 10 października 1813 roku w Le Roncole koło Busseto, tam się wychował i tam też powrócił po ukończeniu szkoły muzycznej.  Jego edukację zapewnił mu kupiec, Antonio Barezzi, którego córkę poślubił w 1836 roku. Ta z kolei zmarła w sześć lat po ceremonii, a wraz z nią (choć w różnych odstępach czasu) ziemia pochłonęła Virginię, córkę muzyka oraz Icilla – syna. Nie trudno się domyśleć, że tragedia rodzinna stała się fatum kompozytora. Jego kolejne sztuki nie odnosiły sukcesów, a myśl o porzuceniu muzyki nie odstępowała na krok. Wnet pojawiła się piękna Giuseppina Strepponi – śpiewaczka operowa, której przydzielona główną partię kobiecą w „Nabucco”. To dzięki niej, Verdi odzyskał wiarę w człowieczeństwo, ponownie obdarzył kogoś czystym, szczerym uczuciem i powrócił do swojej kariery muzycznej. Opera ta cieszyła się niebywałym sukcesem. Zapewniła mu też bogactwo i liczne, europejskie tourne. O związku kompozytora z polityką i ówczesną sytuacją kraju musicie doczytać sami. Nie lubię wypowiadać się w tej kwestii i przede wszystkim – obawiam się przekręcenia pewnych faktów J  Do czego jednak zmierzam? Gorąco polecam Wam lekturę w akompaniamencie dołączonej do zestawy płyty kompaktowej. Muszę przyznać, że przyjemnie jest rozmarzyć się wędrując po meandrach fantazji mistrzów pióra. Na zakończenie chciałabym napisać jeszcze o trzech rzeczach. Pierwszą sprawą jest fakt, że odsłuchane w odtwarzaczu utwory, to tak naprawdę głębokie, emocjonalne historie wplecione w skąpe libretto. Jak jednak przystawić realistyczną, wystawną operę, wśród partii chóralnych i poszczególnych arii w trzyminutowym utworze? Zdradzę Wam jednak, że wykonawcom naprawdę wszystko się udało i płyta godna jest uwagi. Drugą sprawą, o której wspomniałam jest moja własna, ulubiona perełka. Mam tutaj na myśli operę Bal Maskowy i zawarty weń utwór „Morro‘ ma prima in grazia”. Pozwolicie, że zaczytuję jej treść, abyście mogli do niej odnieść się sami: Głównymi postaciami tej historycznej opery są gubernator Riccardo, jego przyjaciel i sekretarz Renato oraz jego żona Amelia. Renato, widząc swoją żonę w towarzystwie Riccarda, oskarża ją o niewierność i domaga się jej śmierci przez wzgląd na swój honor. Amelia zaprzecza wszelkich posądzeniom, ale godzi się ze swoim losem. Poruszającą arię rozpoczynają smyczki. Kobieta prosi męża o wyświadczenie jej ostatniej przysługi – pragnie przed śmiercią zobaczyć się z synem. Pełna smutku melodia w linii wokalnej snuje się na tle sekcji smyczków,  a śpiew Amelii przechodzi w żałosne zawodzenie „Umrę, ale najważniejsza jest dobroć…”. Aria kończy się, Amelia znika w ciemności, aby po raz ostatni zobaczyć swego syna. Finał tragedii rozgrywa się na tytułowym balu maskowym.

Na zakończenie postanowiłam jednak wypowiedzieć się ze strony technicznej o otrzymanej publikacji. Otóż, ujęła mnie za serce okłada. Przyznam też, że zarówno czcionka, jak i jakość papieru są warte swojej ceny. Niestety zauważyłam weń masę błędów językowych i  interpunkcyjnych. Sądziłam, że wydawane masowo publikacje winny być kontrolowane przez rzeszę pracowników działu korekta oraz poszczególne wytwórnie. Zawiodłam się, a szkoda. Ponadto, marzyła mi się lektura w akompaniamencie muzyki… Tutaj także moje oczekiwania nie zostały spełnione, bowiem jakość płyty pozostawia wiele do życzenia. Nie wszystkie utwory działają i przede wszystkim - przerwy między kolejnymi ariami są nieziemsko długie i nużące. Muszę przyznać, że naprawdę miałam szczerą nadzieję, że cena adekwatna będzie do jakości… Nie lubię się mylić. Szczególnie, jeśli w grę wchodzi mój budżet. J

Pastelowe Zapowiedzi: Listopad 2013; część 4.

Kings of Leon - Sex on Fire

Kings of Leon, pochodzący ze stanu Tennessee kwartet, podbił świat muzyki na własnych warunkach. Zaprezentował śmiałą mieszankę klasycznego rocka, grunge’u i nowoczesnego brzmienia. Rezultatem okazała się muzyka, która przemówiła do publiczności składającej się zarówno z piętnasto-, jak i pięćdziesięciolatków. W swojej drodze na szczyt Kings of Leon zasłużyli na szacunek Boba Dylana, U2 i wielu innych gwiazd pierwszej wielkości. Z kolei suto zakrapiane imprezy i piękne kobiety sprawiają, że ich nazwisko stale gości w mediach. 

W pierwszej pełnowymiarowej, rzetelnej biografii Michael Heatley śledzi losy Kings of Leon od czasów, kiedy byli jeszcze lokalną grupą pełnych nadziei muzyków, aż do chwili, gdy ich single Sex on Fire, Use Somebody i Notion wspięły się na szczyty list przebojów. Niezwykłe pochodzenie i przekonania członków zespołu, a także ich styl życia, który sprawił, że trzymali się z dala od muzyki popularnej aż do 1997 roku, przyniosły fascynujące rezultaty.
Kings of Leon. Sex on Fire to napisana z rozmachem opowieść o jednej z najbardziej niezwykłych formacji rockowych naszych czasów.

Anastasi - Krasnal, który stał się gigantem
ANDREA ANASTASI urodził się jesienią 1960 roku w Poggio Rusco we Włoszech. I choć na koncie ma niezliczone sukcesy sportowe, za swoje największe życiowe osiągnięcie uważa udane małżeństwo i dwoje dzieci. Przygodę z zawodową siatkówką rozpoczął jako zawodnik i ma za sobą niezwykle bogatą karierę. Rozegrał sto czterdzieści jeden spotkań w barwach reprezentacji Włoch, z którą zdobył mistrzostwo świata, mistrzostwo Europy i wygrał Ligę Światową. Po raz ostatni zszedł z boiska ze złotym medalem Igrzysk Śródziemnomorskich w 1991 roku.
Trzy lata później rozpoczął karierę trenerską. Reprezentację swojej ojczyzny poprowadził po raz pierwszy 28 maja 1999 roku w Sydney. Błękitne, narodowe barwy porzucił po mistrzostwach świata w 2002. Od 2006 przez dwa sezony trenował reprezentację Hiszpanii, z którą najpierw wygrał Ligę Europejską, a potem mistrzostwa Europy. Miesiąc po imprezie, w październiku 2007 roku, został ponownie mianowany selekcjonerem reprezentacji Włoch, którą opiekował się do mistrzostw świata w 2010.
Po zajęciu czwartego miejsca na tym turnieju zdecydował się na zmianę otoczenia i już w lutym 2011 został trenerem reprezentacji Polski. W pierwszym sezonie poprowadził biało-czerwonych do trzeciego miejsca w mistrzostwach Europy i w Lidze Światowej. Jeszcze w tym samym roku, w grudniu, zajął z polską drużyną drugie miejsce w Pucharze Świata, co dało nam przepustkę do Igrzysk Olimpijskich w Londynie w 2012 roku.
[Informacja pochodzi ze strony www.wydawnictwosqn.pl]

Recenzja "Harry Potter i Przeklęte Dziecko"

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje

Ta dziewczyna naprawdę czerpie z życia pełnymi garściami i bierze jak swoje
Wywiad: Portal Warszawa i Okolice

Recenzja książki: Sodoma

Recenzja książki: Sodoma
Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie